LUTY 2023 2(125)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne – fotorelacja
  • Słowo Księdza Proboszcza. Pytanie: po co?
  • Dogmat o Wcieleniu
  • Moje dziecko, jestem twoją Matką
  • Pytania na Wielki Post
  • Marta, święta patronka Astorgi
  • Poezja Wielkiego Postu
  • Kiedy patrzę na Krzyż…
  • We współpracy z łaską – rekolekcje dla mam
  • Wybitny fizyk z Żor – Otto Stern
  • Skarby duchowe
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
    • 31.01.23. Seminarium Odnowy Wiary – konferencja inauguracyjna
    • 4.02.23. Ministrancki turniej
    • 5.02.23. Psycholog dla małżeństw
  • Statystyka styczeń/luty 2023
  • Sprawozdanie ze spotkania Parafialnej Rady Duszpasterskiej
  • Listy ojca Artura
  • Wiadomości szkolnej społeczności. II semestr radośnie rozpoczęty
  • Czy wiesz, że…
  • Fotokronika parafialna
Pytanie: po co?

 

Ktoś zapytał, po co w parafii organizuje się różne wydarzenia, skoro nie wszystkie mają coś wspólnego z wiarą i duszpasterstwem. No to trzeba odpowiedzieć. Parafia jest instytucją kościelną, która przede wszystkim ma ułatwiać kontakt człowieka z Bogiem. Oczywiście, dzieje się to w określonej strukturze obejmującej konkretne terytorium. Mamy więc przed sobą człowieka, któremu czasami bliżej, czasami dalej do Pana Boga, i to samo dotyczy wspólnoty Kościoła: czasami bliżej, czasami dalej. Niekiedy bardzo daleko, a czasami w postawie anty. Zadaniem parafii, duszpasterzy jest docieranie do każdego, tak aby każdy mógł zrobić krok do przodu. Dla pewnych osób ten krok będzie oznaczał zaangażowanie bardzo konkretnie w życie parafialne, dla kogoś innego jakieś muśnięcie o budynek kościoła, ocieplenie nienajlepszego obecnie wizerunku Kościoła. Ktoś potrzebuje wejść głębiej w relację z Bogiem, ktoś inny zastanawia się, czy aby ten Pan Bóg w ogóle istnieje. No i diagnozujemy obecny stan i na tej podstawie szukamy różnych rozwiązań, pomocy dla jak największej liczby osób.

Komuś wystarczają tradycyjne formy pobożności. I cudownie, jeśli w tym właśnie odnajduje siebie i Boga. Ktoś inny chce czegoś nowego. Dla niego właśnie organizujemy teraz Seminarium Odnowy Wiary. Kapitalny czas budzenia się z letargu i uświadamiania sobie Bożej obecności w jego życiu. Jesteśmy aktualnie gdzieś w połowie drogi Seminarium. Każdego zachęcam, by korzystać z form Seminarium dostępnych nie tylko dla tych, którzy się zapisali, czyli z konferencji i adoracji. Każdą konferencję na konkretny temat prowadzą zaproszeni goście. Adoracje to też czas uczenia się różnych możliwości modlitwy. 

A ktoś inny będzie chciał pójść nocą na drogę krzyżową przez nasz las do krzyża tuż przy Panewnikach. I ta forma bardzo aktywna okaże się mu bardzo bliska.

Ale mamy też działania, wydarzenia, które pozornie nie muszą dziać się przy parafii. Pozornie. Na przykład nordic walking, warsztaty z gliny, kurs tańca, planszogranie, bal parafialny, grabienie liści… można wyliczać dalej. 

Po co? Po to, aby móc poznać się wzajemnie, zintegrować. Czyż nie poczujemy się bardziej wspólnotą podczas mszy św., czy w ogóle wspólnotą, jeśli okaże się, że znamy parę albo więcej osób w tym kościele? Bo razem szliśmy przez las, bo razem lepiliśmy talerzyk z gliny, bo razem zabrakło nam tchu podczas chodzenia z kijkami… Ale jest to też szansa, aby powiedzieć przy okazji jakieś słowo o Bogu albo mieć naturalną okazję do porozmawiania z księdzem. I jeszcze jedno: można potraktować tego rodzaju wydarzenia jako uczenie się bycia razem, zwłaszcza rodzinnie, wspólnego spędzania czasu – także w domu. A tego chyba bardzo nam brakuje.

Gdyby porównać parafię do firmy usługowej, to chodzi o to, żeby mieć bogatą ofertę, aby każdy, kto przyjdzie do sklepu, znalazł coś dla siebie. 

A jeżeli myślisz teraz, że nic w tej ofercie dla siebie nie znajdujesz, to powiedz, napisz. Zastanowimy się razem, co i jak da się zrobić.

ks. proboszcz Leszek Makówka

Skarby duchowe

Błogosławiony czas Wielkiego Postu, dla nas chrześcijan, zaczyna się Środą Popielcową. W liturgii kościelnej rozbrzmiewają wezwania: Nawróćcie się! Dajcie się pojednać z Bogiem. Prorok Joel zwraca się: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty /Jl 2,12/. Środa Popielcowa wyzwala w nas potrzebę pójścia do kościoła, uniżenia się, pochylenia głowy, aby przyjąć odrobinę popiołu, symbol gotowości czynienia pokuty za nasze grzechy. Stojąc przed ołtarzem, zastanówmy się, czy na obecnym etapie życia jesteśmy bliżej, a może dalej od Boga. Czy chcielibyśmy usłyszeć prawdę o sobie z Jego ust.

Prawda wypowiedziana przez Boga może być trudna, ale zawsze przedstawiona z miłością, bo Bóg jest miłością. Świat działa inaczej – schlebia, kusi, nęci, ekscytuje, robi to w sposób bezduszny, bezceremonialny, byleby zadowolić ludzki egoizm.

Przyszło nam żyć w świecie, w którym na wyciągnięcie ręki mamy namiastki miłości, szczęścia, bogactwa. Wielu podąża tą drogą, pociąga ich zarabianie pieniędzy, by zdobywać jak najwięcej dóbr materialnych, zafascynowani życiem celebrytów, chcieliby im dorównać, gdzieś poza sobą zostawiają troskę o potrzebujących pomocy bliskich. Uśpione sumienia nie pozwalają dostrzec samotności dziecka, rodzica, sąsiada. Jedynie Bóg widzi ich łzy.

W Kazaniu na Górze Pan Jezus mówi: Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie /Łk 6,21/, zaś w psalmach czytamy: Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości /Ps 126/.

Człowiek często odcina się od Boga, nie chce uznać swojej winy wobec Stwórcy, usprawiedliwia swoje czyny, tłumi w sobie poczucie grzeszności, dbając o dobre samopoczucie, którego nie da się przecież zaspokoić na zawsze.

Bóg natomiast kocha nas nawet wtedy, gdy jesteśmy daleko od Niego, niedojrzali do nawrócenia. Kocha nawet wtedy, gdy Jego dary trwonimy, gdy jesteśmy na dnie i za nic mamy łaskę dziecięctwa Bożego. On kocha nas od zawsze, od kiedy postanowił, że zaistniejemy – Jego imię to Emmanuel – Bóg z nami!

Bóg jest z nami – jest z tobą, jest ze mną, z osobą, która nie jest doskonała, która ma problemy, doświadcza ran, zdrady, upadków, lęków. Bóg przychodzi i jest z grzesznikiem, nie tylko wtedy, gdy wszystko jest w porządku, ale również w sytuacji niechcianej, trudnej do zaakceptowania, którą chciałoby się odrzucić, zapomnieć.

Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, abym w Niego wierzył i nie zaginął, ale miał życie wieczne /por. J 3,16/.

Słowa te napełniają wielką radością, dosłownie mówią, że Jezus myślał o nas już wówczas, gdy przyszedł na świat jako Emmanuel. Trzeba jedynie zaufać i pójść za Nim, jak apostołowie zostawić wszystko i podążać Jego śladami. A przecież i apostołowie byli słabymi ludźmi, których Pan przemieniał i przygotowywał do wielkich rzeczy.

Chyląc głowę przed kapłanem sypiącym popiół na głowę, stańmy w prawdzie o samych sobie, pokonajmy pychę, by móc korzystać z darów, którymi tak obficie chce nas ubogacić Pan, który pragnie przebaczyć nam nasze winy i dopomóc w drodze do doskonałości. Korzystajmy z możliwości, jakie proponuje Kościół, zachęcając do aktywnego przeżywania roku liturgicznego.

Jedną z nich jest post o chlebie i wodzie – niełatwa propozycja. Lubimy smaczne potrawy, urozmaicenia kulinarne, bo monotonia nie jest przecież ciekawa. Jednak jeśli post motywowany jest właściwą intencją, osiąga głębszy wymiar duchowy – Bóg staje się ważniejszy od jedzenia, zajmuje pierwsze, właściwe Mu miejsce. Taka postawa podoba się Panu, przyjmuje naszą ofiarę, jest cenna w Jego oczach. W postach, co oczywiste, należy kierować się rozsądkiem, trzeba brać pod uwagę stan zdrowia.

Kolejnym środkiem naszego wzrostu i wynagradzania Bogu jest jałmużna. Już w biblijnych wersetach znajdujemy zalecenia wskazujące na to, że praktyka jałmużny jest niezbędna do właściwego rozwoju duchowego. W Księdze Mądrości Syracha czytamy: Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy /Syr 3,30/.

Żyjemy w świecie ludzi nieczułych na niedostatek bliźnich i choć wielu woli nie dostrzegać człowieka w potrzebie, to są też ludzie chętnie dzielący się z potrzebującymi. I w tym jednak należy kierować się rozsądkiem – bowiem zbyt naiwne działanie może wyrządzić szkodę. Poucza o tym słowo Boże, w którym czytamy: A wszystkim, którzy postępują sprawiedliwie, dawaj jałmużnę z majętności swojej i niech oko twoje nie będzie skąpe w czynieniu jałmużny /Tb 4,7a/.

Nie należy więc dawać komuś, wobec kogo istnieje podejrzenie, że źle spożytkuje nasz dar, np. na alkohol, narkotyki itp. Bóg nie żąda tego, byśmy dawali ponad nasze możliwości – nie pragnie bowiem, byśmy sami popadli w niedostatek.

Skutki ofiarowania jałmużny są zaskakujące nie tyle dla obdarowanych, co bardziej dla obdarowujących – w myśl zasady: kto dzieli, ten mnoży, oddajemy coś materialnego, zyskujemy nieporównanie więcej – gromadzimy skarby duchowe. Sam Bóg pamięta o nas: Nie odwracaj twarzy od żadnego biedaka, a nie odwróci się od ciebie oblicze Boga /Tb 4,7b/, my zaś przez ten prosty gest uwielbiamy Go, modląc się bez słów: …kto daje jałmużnę, składa ofiarę uwielbienia /Syr 35,2/.

Módlmy się więc w tym wyjątkowym czasie Wielkiego Postu bardziej gorliwie, bo modlitwa w sposób najbardziej intymny łączy nas z Bogiem. Ofiarujmy Bogu swój czas, trud i wysiłek, a On będzie nas przemieniał w siebie. Chcę tutaj skierować uwagę na szczególną porę modlitwy, jaką jest noc – uprzywilejowany czas, w którym rezygnujemy z części wypoczynku, by złożyć Mu ofiarę z siebie. A modlitwa ma moc wypraszania łask dla siebie, dla innych, można ją zanosić w intencji zmarłych, można składać dziękczynienie, uwielbiać i przepraszać – trwać przed Bogiem z całym bagażem swoich problemów, zdobywając w ten sposób nieprzeliczone skarby duchowe.

Miejmy jednak na uwadze nasze ograniczenie, gdyż organizm ludzki ma swoją wytrzymałość, i w przypadku modlitwy nocnej musimy podejść do wszelkich czynności z rozsądkiem. Bóg nie chce wprowadzić nas w chorobę i z radością przyjmie naszą modlitwę zarówno tę trwającą godzinę, jak i tę piętnastominutową. On zna nasz wysiłek, przenika serca i na pewno nie odlicza czasu z zegarkiem w ręku. Gromadźmy zatem skarby duchowe dane nam przez Pana, aby godnie świętować Jego zmartwychwstanie. Nie bądźmy jak faryzeusz, który pościł, modlił się i dawał dziesięcinę, lecz nie robił tego z miłością, a jedynie dla pokazania się przed innymi. Naśladujmy celnika, który pokornie uznał swoje winy, żałował za nie i prosił o wybaczenie, a wyjdziemy usprawiedliwieni.

Jeżeli zaś nie będzie w nas czystej intencji, a we wszystkich pobożnych praktykach zabraknie miłości, nie będzie w nas prawdy, roztrwonimy skarby duchowe i niczego nie zyskamy, stracimy jedynie czas i energię.

Wezwani do postu, modlitwy i jałmużny czyńmy wszystko dla chwały Boga z pokornym i miłującym sercem, a wtedy owoce będą wielkie. Niech słowa św. Augustyna będą dla nas przewodnikiem nie tylko na czas Wielkiego Postu: Chcesz, aby modlitwa poleciała do Boga? Przypraw jej dwa skrzydła – post i jałmużnę… Istnieją dwa rodzaje jałmużny: dawanie i przebaczanie. Dawanie tego, co dobrego zdobyłeś; przebaczanie tego, co wycierpiałeś.

Danuta Dominik

Pałac biskupi
Kościół św. Marty (wikipedia)
Rynek
Święta patronka Astorgi – wspomnienie 23 lutego

Esta es Santa Marta, patrona de Astorga – usłyszałyśmy tuż po skończonym różańcu. Patrzyła na nas uśmiechnięta starsza pani siedząca w ławce przed nami. Ręką wskazywała figurkę młodej kobiety, znajdującą się wysoko nad ołtarzem. Do Astorgi dotarłyśmy kilka godzin wcześniej. Pogoda tego dnia nie rozpieszczała, więc wędrówka trochę się przedłużyła. Nie chcąc już tracić czasu, po szybkim zameldowaniu się w schronisku i ekspresowym praniu ruszyłyśmy zobaczyć opisane w przewodniku miejscowe perełki. W kościele św. Marty znalazłyśmy się kilka godzin później, po błyskawicznej rundce po centrum i odwiedzeniu katedry wraz z pałacem biskupim. Ściemniało się, kiedy zobaczyłyśmy kilka osób wchodzących do wnętrza jednego z budynków. Budowla w mroku, choć niczym szczególnym się nie wyróżniała, wskazywała na kościół, więc weszłyśmy do środka. Wewnątrz zebrani skupieni byli na ostatnich tajemnicach różańca. Obok miejscowych było też kilku pielgrzymów, łatwo rozpoznawalnych po sportowym stroju oraz raczej młodszym wyglądzie niż pozostali. Brakowało kilku minut do rozpoczęcia Eucharystii, kiedy wspomniana już mieszkanka Astorgi przedstawiła nam patronkę miasta. I choć sama informacja nie wywołała w nas zaskoczenia, to sposób jej przekazu już tak. W słowach naszej „przewodniczki” wyczuwalna była duma, ale też troska o to, byśmy św. Martę poznały i byśmy ją zapamiętały, byśmy wiedziały, że to nie figurka jednej z wielu świętych, a tej jedynej, ważnej dla tego miejsca. Święta Marta po prostu nie mogła zostać przez nas przeoczona. 

Astorga znajduje się w północno-zachodniej Hiszpanii, jakieś 50 km za miastem Leon i około 260 km przed Santiago de Compostela, z punku widzenia pielgrzyma przechodzącego tzw. szlak francuski. Miasto ma za sobą ponad dwa tysiące lat historii. Jego początki sięgają pierwszego wieku przed Chrystusem. Wtedy to w stolicy Asturów powstał obóz wojskowy, a cały obszar wcielono do cesarstwa rzymskiego. Kolejne wieki to rozwój Astorgi jako ośrodka kulturalnego, przemysłowego, administracyjnego i religijnego, przerywany gorszymi latami związanymi między innymi z upadkiem cesarstwa czy obecnością Wizygotów, następnie zaś arabów na półwyspie iberyjskim. Straty przyniosła też walka o niepodległość toczona z Francuzami z początku dziewiętnastego wieku. Dzisiaj, to ponad dziesięciotysięczne pod względem ludności miasto, obok pełnienia wielu strategicznych funkcji, jest też głową jednej z największych i najstarszych diecezji w kraju, co wyjaśnia między innymi pochodzenie ważnego religijnego dziedzictwa artystycznego, jakie zobaczyć można na jego terenie. 

Tak w skrócie prezentuje się przegląd historyczny Astorgi. My jednak na chwilę zatrzymamy się w najwcześniejszych wiekach jej istnienia, tuż po przejęciu tego terenu przez cesarstwo rzymskie. Astorga w przeciągu pół wieku, zwłaszcza dzięki bogactwu kopalń złota, z ważnego obozu wojskowego stała się strategicznym miastem, w którym znajdował się zarówno ośrodek zarządzania eksploatacją górniczą, jak i stolica Conventus Iuridicus Asturum. W tych to czasach właśnie pierwszego wielkiego rozkwitu miasta żyła i zmarła bohaterka naszego tekstu, św. Marta, męczennica. 

Według starożytnej tradycji św. Marta urodziła się w Astordze. Wywodziła się z grupy chrześcijan, która wytworzyła się wśród legionistów nawróconych w Afryce Północnej, a później osiedlonych w Astúrica Augusta. Zgodnie z przekazem była siostrą legionisty św. Vidala, ojca świętych Justo i Pastora, znanych także jako Święte Dzieci (Niños Santos). Jej życie przypada na okres panowania cesarza Decjusza, który około 250 r. wydał edykt nakazujący wszystkim obywatelom cesarstwa rzymskiego złożyć ofiary bogom rzymskim. Historia męczeństwa św. Marty przypomina tysiące historii innych świętych, którzy oddali życie za naśladowanie Chrystusa. Za swoją wiarę najpierw została potępiona przed namiestnikiem Paterno, następnie pochlebstwami i groźbami próbowano nakłonić ją do znienawidzenia Chrystusa. Ona jednak odmówiła. Rozwścieczony Paterno kazał ją torturować. Jej dziewicze ciało rozdarto łańcuchami i hakami, a rany posypano solą. W takim stanie porzucono ją w lochu. W więzieniu jednak, jak podaje tradycja, Pan pocieszał ją swoją obecnością. Paterno nie ustępował i próbował przekonać dziewczynę, obiecując jej korzystne małżeństwo ze swoim synem. To również nie odniosło skutku. Ostatecznie św. Martę zadźgano mieczem, a jej ciało wrzucono do rowu z nieczystościami, skąd zabrała je szlachetnie urodzona mieszkanka Astorgi i złożyła w honorowym miejscu.

Ikonografia św. Marty ogranicza się praktycznie wyłącznie do Astorgi i przedstawia ją jako dziewicę w tunice z palmą męczeńską i książką w ręku. Widuje się ją także w postawie nauczania dwójki małych dzieci, którymi mieli być jej siostrzeńcy, święci Justo i Pastor. Rzeźba, która przewodniczy głównemu ołtarzowi kościoła pod jej wezwaniem, jest dziełem rzeźbiarza z Astorgi Lucasa Gutiérreza z siedemnastego wieku. Z szesnastowiecznego ołtarza, który namalował dla kościoła parafialnego Gaspar de Palencia, zachowały się cenne tablice wbudowane w dziewiętnastowieczne ołtarze boczne, wśród których można zidentyfikować dwie sceny przedstawiające proces i męczeństwo świętej. Kościół pod wezwaniem świętej patronki według tradycji znajduje się w miejscu jej domu rodzinnego. Obecna świątynia zbudowana jest w stylu barokowym. Znajduje się tuż obok katedry. Jej budowa zakończyła się w 1741 r. Na ten czas przypada także oficjalne ustanowienie św. Marty patronką Astorgi.

O kulcie św. Marty świadczą starożytne liczne wspomnienia także spoza Astorgi. W Carmazana de Tera (około godziny jazdy samochodem z Astorgi) istniał poświęcony jej klasztor, podobnie w Santa Marta de Tera. Miejsce to szczyciło się przywilejami królów ze względu na sławę, jaką osiągnęło dzięki wstawiennictwu świętej męczennicy.

Święto liturgiczne św. Marty obchodzone jest 23 lutego. Towarzyszy mu zawsze uroczyste wspomnienie świętej w parafii. Ze względu na zimową porę główne obchody ku jej czci przesunięte zostały na wakacje – lipiec/sierpień. Fiestas patronales trwają zwykle dziesięć dni, podczas których tysiące ludzi przyjeżdżają do miasta, by wziąć udział w licznych koncertach, festiwalach, przedstawieniach teatralnych, pokazach tradycyjnych tańców, paradach gigantów, zawodach sportowych czy zajęciach dla najmłodszych. W tym czasie można też zakosztować wielu smaków kuchni tradycyjnej. Uroczysta msza święta odprawiana jest zawsze w Catedral de Santa María w pierwszą niedzielę organizowanych obchodów.

Przy okazji wspomnienia życia i śmierci św. Marty warto wspomnieć także o trzech świętych z nią kojarzonych. Jak już wiemy, zgodnie z tradycją miała być ona siostrą św. Vidala, który był legionistą i poniósł śmierć męczeńską we Włoszech około roku 293, pół wieku po świętej z Astorgi. Jego synami byli dwaj mali męczennicy – święci Justo i Pastor. Straceni zostali w 304 r. w Alcalá de Henares (nieopodal Madrytu) na polecenie prefekta miasta, podczas prześladowań Dioklecjana. Justo i Pastor, którzy mieli odpowiednio siedem i dziewięć lat, odmówili wyrzeczenia się chrześcijaństwa. W miejscu ich egzekucji po latach wybudowano kaplicę, gdzie umieszczono ich szczątki. 

Astorga to piękne miasto z niesamowitą atmosferą. Pamiętam je dosyć dobrze. A gdybym nawet i zapomniała, to moje lakoniczne notatki z dnia spędzonego tam mi o nim przypomną. Przypomną mi przytulny rynek z ratuszem, okazałą i tonącą w ciszy katedrę, pałac biskupi zaprojektowany przez Antoniego Gaudiego (Sagrada Familia w Barcelonie), muzeum czekolady (!) oraz wiele, wiele innych ciekawych historycznie miejsc. Przypomną mi też o cichej świętej czuwającej nad tym całym splendorem. Kto wie, może to nie św. Jakub, a właśnie ona, św. Marta, sprawiła, że zbliżając się do Astorgi te kilka lat temu „po najgorszym przemarszu mojego życia”, poczułam niespodziewany przypływ energii. Może to właśnie dzięki św. Marcie tego dnia szczerze mogłam zapisać w swoim kajeciku: To dzień mojego zmartwychwstania! Ścięgno nie bolało, odcisk do przeżycia i brak bólu pleców. Szło się naprawdę przyjemnie! (wrzesień 2016).

Dominika Rusin