STYCZEŃ 2023 1(124)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne – fotorelacja
  • Słowo Księdza Proboszcza. Spawozdanie roczne
  • Maryja zawsze Dziewica
  • Królowa niebios z Beauraing
  • Trzej Królowie – pomiędzy prawdą, a fikcją
  • Mędrcy już przybyli
  • Sercański sposób na komunikację z dziećmi. Cz. II
  • Winszuja Wom szczyńścio, zdrowio na tyn Nowy Rok!”  
  • Kilka pytań do… Sercański sposób na komunikację z dziećmi. Cz. I.
  • Noblista z Chorzowa – Kurt Alder
  • Serce na ręce… Czyli o relacji dziadków z wnukami
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
    • 8.12.22. Kolędnicy misyjni – mali misjonarze
    • 28.12.22. Kolędnicy misyjni – relacja dzieci
    • 6.01.23. Oto ogłaszam wam wielką radość! czyli kłodnickie kolędowanie
    • 8.01,23, Jasełka ODB
  • Statystyka grudzień 2022/styczeń 2023
  • Listy ojca Artura
  • Wiadomości szkolnej społeczności. Jesień pełna atrakcji
  • Czy wiesz, że…
  • Fotokronika parafialna

Minął kolejny rok, 2022. I to kolejny rok trudny. Z jednej strony kończąca się epidemia, ale niestety nadeszły nowe nieszczęścia: wojna, inflacja, wzrost cen surowców. Moje ponad trzy lata proboszczowania w Kłodnicy przypadają właśnie na czasy trudne. I w świecie, w którym wszystko wydaje się niepewne, jedyny pewny jest Bóg. Jesteśmy w Niego wpatrzeni, nawet jeśli sam Kościół, życie parafialne także się zmieniają. Czas po epidemii pokazał nam, jak wygląda stan życia parafii w nowych czasach. My cieszymy się, że nasza parafia powróciła do życia, jakie było przed epidemią. Nawet odwołana w wielu parafiach kolęda u nas miała się całkiem dobrze, a na nasze ulice wyszli po trzech latach Kolędnicy Misyjni. Wiary nie da się przełożyć na statystyki, ale mimo wszystko statystyki też coś mówią. Wiosenne i jesienne liczenie wiernych wykazały prawie 40% frekwencję na mszach niedzielnych. Jak na dzisiejsze czasy to bardzo dużo. Poza uczestnictwem w Eucharystiach bardzo ważne jest również nasze życie duszpasterskie. Myślę, że wiele się dzieje. Pragnę podziękować wszystkim pracującym dla parafii, działającym w grupach, organizującym różne wydarzenia parafialne, a także osobom, które same od siebie wychodzą z inicjatywami różnych działań pomocowych. Ale najważniejsze, że w naszej parafii jest odbiorca tych działań i to zazwyczaj bardzo liczny. Wielką radością jest działanie grup parafialnych skierowanych do dzieci i młodzieży. Mamy ich cztery i bardzo wiele młodych ludzi bierze udział w ich działaniu. To wielka nadzieja parafii.

Także w sprawach materialnych parafia radzi sobie bardzo dobrze. W czasach, kiedy w innych miejscach, nie tak bardzo nawet odległych od nas, wspólnoty parafialne mają kłopoty z zapłatą podstawowych rachunków, nas stać jeszcze na duże inwestycje. Na inwestycje właśnie, czyli remonty, zakupy oraz realizację nowych obiektów czy instalacji w ubiegłym roku wydaliśmy ok. 370 000 zł. To znacznie więcej niż w 2021 roku, ale też na nowe inwestycje długo oszczędzaliśmy. Najważniejsze z nich to wykonanie nowej fotowoltaiki (160 000 zł), nowego ogrzewania w kościele, które świetnie się spisuje nawet podczas większych mrozów (160 000 zł), zakup częściowy nowego oświetlenia w kościele (19 000 zł), zakup izolacji na poddasze kościoła (12 000 zł). Poza tym warto jeszcze wspomnieć remont klatki schodowej w domu parafialnym, wyposażenie mieszkania w domu parafialnym, zakup banerów na ołtarze Bożego Ciała, dmuchawy do liści, nowego bojlera oraz koszt bieżących remontów. Wszystkim chciałbym podziękować za wsparcie finansowe, bo to wszystko dzięki Wam i dla Was! W bieżącym roku czeka nas wymiana całego oświetlenia w kościele, wykonanie nowej posadzki w prezbiterium, położenie izolacji na poddaszu kościoła, wykonanie ogrodzenia za fotowoltaiką oraz miejmy nadzieję: wreszcie stworzenie nowych miejsc postojowych. No i zaczynamy oszczędzać na malowanie kościoła oraz remont organów. Damy radę 🙂

ks. proboszcz Leszek Makówka

Winszuja wom szczyńścio, zdrowio na tyn nowy rok!

Gdy nadchodzi Nowy Rok, jest to dla wszystkich czas przejścia ze starego w nowe, więc radość i zabawa, figle i psoty były i są jak najbardziej pożądane! W sylwestra do tradycji należało wynoszynie wrot. Wiele bram i furtek zmieniało miejsce, by znaleźć się daleko od domów, żeby gospodarz szukał swojej własności, czasem nawet do… wiosny, gdy topniały śniegi i pod białą pokrywą ukazywały się elementy jego ogrodzenia. O północy chodziło się z winszowaniem, wszyscy wychodzili z domów i nawzajem składali sobie życzenia. Czasem grała harmonia, czasem tańczono przy jej dźwiękach, wszędzie było radośnie i głośno. Szło się późno spać, a rano w Nowy Rok przypominaliśmy sobie słowa babci: Jaki bydzie Nowy Rok, taki cołki rok. Staraliśmy się więc nie robić głupstw, tylko statecznie i pogodnie przeżyć ten dzień.

Sylwestra spędzano w domu, w gronie rodziny, znajomych, sąsiadów; bawiono się również na sali – w remizie, na działkach, w restauracji. Przyrządzano znowu makówki, przygotowywano przekąski i różne przysmaki, nie zapominało się też o maszketach i o gorzołce: dla kobiet robiono ajerkoniak, dla mężczyzn była gorzołka z malcem, czyli z przepalonym cukrem, co dawało trunkowi złocisty kolor i nieco słodszy smak. O północy musujące wino zwane szampanem – i nowy rok przywitany! Radośnie i z nadzieją, że cały będzie lepszy od poprzedniego!

Czas po Nowym Roku to okres karnawału, czyli spotkań towarzyskich, biesiad, gościn, tańców i zabaw. To również czas chodzenia kolędników z życzeniami i śpiewem, za co dostawali przysmaki lub datki pieniężne. Ten zwyczaj już prawie zanikł; może pokazują go jeszcze zespoły ludowe lub pasjonaci śląskich zwyczajów, lecz pastuszki (tak również nazywano kolędników) nie stanowią już widocznego elementu śląskiej obyczajowości.

Okres świąteczny i poświąteczny to czas maszkecynio, czyli łasowania, jedzenia słodkości, choć niektórzy przenoszą znaczenie tego czasownika – maszkecić – również na smakowanie i delektowanie się ulubionymi potrawami. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim delektowanie się słodkimi smakołykami. Jestem więc maszketnikiem, bo lubię maszkecić. Wielką radość sprawia mi poobiednie nieśmiałe pytanie domowników: A mosz co zmaszkecić?, bo wiem, że szykuje się maszketno uczta z maszketami. Celowo używam tylu wyrazów pochodnych od słowa maszkecić, żeby pokazać, jak bogaty jest nasz język śląski. Bo czy można w języku polskim znaleźć taki wyraz, który tak maszketnie określa przyjemność delektowania się ulubionymi słodkościami i tak świetnie oddaje niuanse znaczeniowe? A maszkety mogą być różne! Szekulada, tortynsztik, makrony, kołocz, zista, kopa, torta, bombony – i wiele innych! Jaka to uczta, a ile energii i radości! Karnawał był i jest świetną okazją do łasuchowania, a wszystkie zbędne kalorie można zgubić, zatracając się w tańcach, najlepiej w bardzo dynamicznych, jak zumba, salsa czy w popularnych rodzimych tańcach na parkiecie, byle były szybkie!

Danuta Orenowicz

Noblista z Chorzowa

Coraz lepsze poznawanie dzieła śląskich noblistów staje się koniecznością, choćby tylko z tego powodu, że osiągnęli oni efekty, które do dzisiaj dobrze służą całej ludzkości. W poprzednim numerze Znaku Krzyża przybliżyłem postać kobiety, noblistki pochodzącej z Katowic, Marii Goeppert-Mayer. W niniejszym artykule chciałbym przedstawić chemika pochodzącego z Królewskiej Huty, pierwotnie Königshütte, a obecnie Chorzowa – Kurta Aldera.

Kurt Alder urodził się 10 lipca 1902 roku właściwie w centrum dzisiejszego Chorzowa, przy ulicy Wolności 59. Tu spędził swoje młode lata, ucząc się w męskiej, katolickiej szkole powszechnej nr 5, w której nauczał jego ojciec, a następnie w Wyższej Szkole Realnej o profilu matematyczno-przyrodniczym (obecnie Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 4), gdzie w 1922 roku zdał maturę.

Rodzice Kurta wywodzili się z rodzin chłopskich, które zamieszkiwały Śląsk Opolski, następnie wraz z rozwojem przemysłu ciężkiego przeniosły się do przemysłowej części Górnego Śląska. Okres plebiscytu i powstań śląskich rodzina Aldera przeżyła jeszcze w rodzinnym domu w Królewskiej Hucie. Po podziale Górnego Śląska Królewska Huta przypadła Polsce. Tuż po zdaniu matury w 1922 roku Kurt wraz z rodzicami przeprowadzili się do Berlina, gdzie Kurt zaczął studiować chemię na Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma. Pół roku później rodzina przeniosła się do Kilonii, tam kontynuował naukę na Uniwersytecie Christiana Alberta. 

Dyrektorem Instytutu Chemii był Otto Diels, późniejszy mistrz Aldera. To pod jego kierunkiem w 1926 roku napisał doktorat kończący studia. Obrona odbyła się 24 lipca tego samego roku. Jego praca była poświęcona badaniu przyczyn i przebiegu reakcji estru kwasu azodikarboksylowego. Następnie poświęcił się badaniom z zakresu chemii organicznej jako nieetatowy asystent Dielsa w Instytucie Chemii. Swoją pracę wykonywał z ogromnym, niemal legendarnym zaangażowaniem. Alder prawie nie wychodził z laboratorium. Utrzymywał się wtedy ze stypendiów naukowych. 

W 1927 roku wspólnie z Dielsem dokonali odkrycia nieznanych dotąd reakcji estru dietylowego kwasu azodikarboksylowego z cyklopentadienem. Wyniki badań opublikowali rok później, odkrycie nazwali syntezą dienową, znaną jako reakcja Dielsa-Aldera. Wiedza o tych zjawiskach była bardzo ważna do wyjaśnienia budowy chemicznej związków naturalnych oraz przebiegów procesów życiowych. Ponadto umożliwiała otrzymywanie środków owadobójczych oraz produkcję różnych barwników, leków czy półproduktów do tworzyw sztucznych. 

Odkrycie to przyniosło naukowcom spore uznanie w środowisku chemicznym. Naukowy sukces zachęcił ledwie 26-letniego Aldera do dalszej pracy nad badaniami. 14 stycznia 1930 roku otrzymał habilitację na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Kilońskiego, a cztery lata później został mianowany profesorem nadzwyczajnym. 

Jednak wszechobecny ówcześnie kryzys finansowy oraz nieporozumienia Aldera z Dielsem doprowadziły do tego, iż od 1936 roku Kurt rozpoczął pracę w firmie chemicznej Bayer Werke w Leverkusen. Został kierownikiem oddziału laboratoriów, nadal zachowując stanowisko profesora nadzwyczajnego w Kilonii. W tym czasie wciąż prowadził badania nad syntezą dienową, zajął się też polimerami, chcąc uzyskać syntetyczny kauczuk. Alder przeprowadził się w lutym 1937 roku do Koloni. Przeniósł też swoje stanowisko profesora nadzwyczajnego na tamtejszy uniwersytet. W styczniu 1940 roku wygrał konkurs na kierownika Katedry Chemii Eksperymentalnej i Technologii Chemicznej oraz dyrektora całego Instytutu Chemii na Uniwersytecie w Kolonii. Otrzymał też nominację na profesora zwyczajnego. Pracę prowadził tam do 1944 roku, gdy uniemożliwiły ją naloty i bombardowania. Okres rządów hitlerowskich i drugą wojnę światową przeżył w Niemczech, nie dając się wciągnąć w politykę i popieranie narodowego socjalizmu. 

Po zakończeniu wojny odbudował zniszczony instytut i odtworzył zbiory biblioteki, włożył w to wiele wysiłku. Doceniony za umiejętności organizacyjne został wybrany w 1948 roku dziekanem Wydziału Filozoficznego oraz stał się członkiem senatu nadreńskiej uczelni. W tym czasie niemal całkowicie poświęcał się badaniom laboratoryjnym, a pełnione funkcje tylko mu w tym przeszkadzały. 

10 października 1950 roku Kurt Alder wraz z Otto Dielsem otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie syntezy dienowej. Wydarzenie to przyniosło im ogromną popularność. Uznano je za symbol odbudowy niemieckiej nauki po drugiej wojnie światowej. Później zaangażował się w działalność publiczną. W lipcu 1955 roku na spotkaniu laureatów Nagrody Nobla podpisał „Apel z Lindu”, wzywający do dobrowolnego wyrzeczenia się broni jądrowej. 

Kurt Alder zmarł 20 czerwca 1958 roku, w wieku 56 lat. Był wybitnym uczonym. Napisał ponad 170 prac naukowych, z czego ponad 150 poświęconych syntezie dienowej. Za życia wyróżniano go tytułami doktora honorowego różnych uczelni. Cechowało go ogromne poświęcenie nauce.

 Zmarła w 1991 roku małżonka Kurta w swoim testamencie ustanowiła fundację jego imienia, która ma za zadanie przyznawać stypendia studentom za osiągnięcia naukowe z zakresu chemii organicznej. W 1979 roku jeden z kraterów na księżycu oficjalnie nazwano „Alder”, a w 2006 roku krater towarzyszący otrzymał nazwę „Alder E”. W 1994 roku na chorzowskiej kamienicy, w której mieszkał, odsłonięto tablicę pamiątkową. Jedna z ulic w Chorzowie nosi nazwę Kurta Aldera. 

Marcin Buballa