WRZESIEŃ 2024 7(140)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne
  • Słowo księdza proboszcza.. Nowe zadania na nowy rok duszpasterski
  • Matka Boża Anielska
  • O Medjugorie, pielgrzymowaniu i pięciu kamieniach milowych
  • Pielgrzymka Halembska. Świadectwa
  • Refleksja na koniec lata
  • Podlasie – wspomnienia z dalekiej Polski cz. I
  • Z Twoich rąk żyjemy
  • Jak zostać apostołem?
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
    • 18.06.2024 Akademia Biblijna nr 9
    • 28.066.07.2024
      Pielgrzymka parafialna
      do Francji
    • 11.07.2024. Czerna, Kraków – parafialne
      pobożne zwiedzanie
    • Nowy rok szkolny, nowe plany i pomysły
    • 11.09.2024 Sprawozdanie ze spotkania
      Parafialnej Rady Duszpasterskiej
    • Statystyka
  • Z historii architektury na Śląsku. O śląskim „Drapaczu Chmur” . Cz. VII
  • Wiadomości z Syberii
  • Grupy parafialne. Cz. I. Fragmenty albumu parafialnego
  • Opowiadanie dla dzieci. Osiem rodzajów szczęścia
  • Wierzyć z dziećmi. Bliżej Pana Jezusa
  • Fotokronika parafialna
  • Ostatnia strona. Żniwne. Odpust parafialny
Nowe zadania na nowy rok duszpasterski

Rozpoczęliśmy nowy rok szkolny, który pokrywa się z nowym rokiem działań duszpasterskich. To nie jest tożsame z rokiem kościelnym, który rozpoczyna się pierwszą niedzielą Adwentu. Ale właśnie teraz zastanawiamy się, organizujemy i przygotowujemy to, co będzie się dziać w naszej parafii aż do czerwca następnego roku. Część pomysłów to oczywiście działalność cykliczna, niektóre będą nowe, a jeszcze inne rodzą się dopiero w głowach wielu parafian i nie tylko parafian. We wszystkich tych działaniach: i wprost duszpasterskich, i integracyjnych, i wszelkich innych chodzi o jedno – zbliżenie ludzi do Pana Boga w Kościele, który urzeczywistnia się w parafii. Bo właśnie parafia jest tą przestrzenią, gdzie najbliżej „dotykamy” Kościoła. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki stworzył fantastyczną wizję parafii jako wspólnotę wspólnot. Jeśli chcielibyśmy wyobrazić sobie wizualnie taką parafię, możemy narysować na kartce wzajemnie przenikające się koła, z których każda oznacza jakąś konkretną wspólnotę, konkretną grupę, przestrzeń modlitwy, przestrzeń działania. Jeżeli wokół narysujemy duży okręg oznaczający całą parafię, to otrzymamy wizję tejże parafii według ks. Blachnickiego. Możemy teraz wyciągnąć pionki do gier (może jeszcze mamy gdzieś schowane stare gry planszowe) i potraktować je jako parafian w okręgu, czyli w parafii. Wszystkie nasza działania mają na celu, aby jak najwięcej osób przyciągać i wprowadzać do środkowych pól, czyli przesuwać pionki z obrzeży okręgu do jego centrum. I oczywiście nie chodzi o przesuwanie na siłę, ale o zachęcanie, pokazywanie, świadczenie, aby ludzie sami zobaczyli i poczuli potrzebę bycia bliżej Boga.

Oczywiście i w takiej wizji parafii tkwią nasze ludzkie zagrożenia. Zawsze istnieje pokusa, aby zamykać się w swoich grupach czy wspólnotach i nie zważać na innych. Wracając do obrazu ks. Blachnickiego, ideałem było sprawienie, aby Ruch Światło-Życie nie był więcej potrzebny – miał przeniknąć życie parafialne, ożywić duchową pustynię i rozproszyć się. Ta myśl pokazuje, jaka jest rola grup i wspólnot parafialnych. Istnieją nie po to, żeby zamykać się w sobie i żyć tylko dla siebie. Wprost przeciwnie, sensem wszystkich wspólnot jest dawanie jak najwięcej dla życia parafialnego, dynamiczne uczestnictwo w tym życiu. Krótko mówiąc: grupy są dla parafii, a nie parafia dla grup.

Wszystkich zapraszam do wspólnego i wspólnotowego budowania życia naszej parafii. Do działania w miłości, ale i w mądrości. Tylko w ten sposób możemy otwierać innym oczy na Boga.

ks. proboszcz Leszek Makówka

Podlasie – wspomnienia z dalekiej Polski

W pracy towarzyszy mi łoś, dokładniej jego mała podobizna wisząca vis-à-vis mojego biurka. Obrazek kupiłam w Białowieży. Długo zastanawiałam się co wybrać, łosia czy żubra, ciężki wybór. Ostatecznie wygrał łoś, bo to jego wyglądałam przez te kilka dni urlopu. Z Podlasia przywiozłam sobie też książkę Podlaska mozaika. Reportaże z raju – krainy błota i mgły, lekturę, która usystematyzowałaby to, co zobaczyłam, co było dla mnie raczej nowe, mimo iż polskie. Urlop trwał niecały tydzień, niby mało, a jednak wystarczająco. To wystarczyło, by przyjrzeć się kulturze, poznać skrawki historii, by skosztować czegoś dobrego, by dokonać kilku odkryć na tej usłanej cerkwiami i przydrożnymi krzyżami ziemi. Co to były za odkrycia? Wieloaspektowe. O kilku sobie dziś opowiemy. 

Kolorowe cerkwie, niebieskie, zielone, białe, cerkwie w każdej mieścinie. W jednej z nich, położonej na szlaku „Krainy Otwartych Okiennic” udało nam się trafić na batiuszkę, czyli kapłana, który ochoczo opowiedział nam o tym, na co w cerkwi należy zwrócić szczególną uwagę i gdzie pod żadnym pozorem nie wchodzić. Myśląc o podlaskim prawosławiu, myślę głównie o trzech miejscach rozsianych na mapie regionu. Pierwszym z nich jest Święta Góra Grabarka, którą odwiedziliśmy tuż po przekroczeniu Bugu. Polscy katolicy mają swoją Jasną Górę, a prawosławni – Grabarkę. Na jednym i drugim wzniesieniu widnieje obraz Matki, z tym że na Podlasiu stosunkowo od niedawna. Iwierska Ikona Matki Bożej, napisana na Świętej Górze Atos, w cerkwi Przemienienia Pańskiego jest od 2000 roku. Nie ikona ta jednak jest tym co charakterystyczne dla tego miejsca. Pierwsze, co widzimy spoglądając w stronę Grabarki, to krzyże, las tysięcy różnorodnych krzyży. Pielgrzymi miejsce to nawiedzają od 1710 r. Wtedy to ratunek od szerzącej się na Podlasiu cholery znalazło ok. 10 tys. osób. Byli pierwszymi, którzy na Grabarce wbili krzyże, tym samym wytyczając szlak wielowiekowej tradycji kultywowanej także i dzisiaj. U podnóża wzniesienia znajduje się źródełko, którego to „moc” (obok modlitwy) w XVIII w. ocaliła ludzi przed cholerą. Ludzie, których widzieliśmy z butelkami wypełnionymi po brzegi tamtejszą wodą, jedynie potwierdzili spisane o tym miejscu wzmianki – woda z podnóża Świętej Góry Grabarki także i dzisiaj ma dla pielgrzymów szczególne „lecznicze” znaczenie.

Z Grabarki przenieśmy się do Supraśla, a dokładnie do tamtejszego Monasteru Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy. Uroczy Supraśl był miejscem kręcenia serii „U Pana Boga za piecem”. Poza tym faktem, kilkoma wyśmienitymi zabytkami i pysznymi lodami to monaster, czyli zakon prawosławny, jest punktem, do którego bardzo chętnie zjeżdżają urlopowicze. Nam bez problemu udało się załapać na zwiedzanie grupowe dwóch cerkwi położonych na jego terenie. Oprowadzał nas jeden z braci. Liczne pytania ze strony przybyłych tylko zachęcały go do snucia kolejnych punktów niesamowitej historii tego miejsca. Wspomnę jedynie, że w XVI w. monaster supraski pod względem znaczenia był drugim ośrodkiem monastycznym prawosławia na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego. 

Kiedy mowa o monasterze, nie sposób nie wspomnieć też o jedynej w Polsce pustelni dla prawosławnych mnichów czyli skicie św. Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich w Odrynkach. Powstały w 2009 roku skit znajduje się na wysepce położonej na rozlewiskach Narwii. Pierwszym jego mieszkańcem był nieżyjący już dziś ojciec Gabriel. O pustelni, jak i o samym prawosławiu, podczas przechadzki opowiedział nam jeden z tamtejszych braci. W szybkim czasie uzbierała się spora grupa słuchaczy, w dużej mierze ze Śląska. I w tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Jedna wiara, jedna doktryna, a tak różne spojrzenie na chrześcijaństwo. Bo to co w Supraślu wybrzmiało najbardziej, to to co chrześcijan łączy, w Odrynkach zaś akcent położony został na spore międzywyznaniowe różnice… Co do jednego wątpliwości nie mam, prawosławie to bardzo złożony temat.

Prawosławie to jeden fundament życia na Podlasiu, drugim niewątpliwie jest wiara katolicka. Przed naszą pierwszą wizytą w Białymstoku postanowiliśmy wybrać się do Sokółki, gdzie w 2008 roku w kościele św. Antoniego Padewskiego doszło do cudu eucharystycznego. Sokółka leży na trasie DK19, zaledwie 19 km od granicy polsko-białoruskiej. Nie może dziwić więc, że wschodni akcent mieszkańców tego miasta wpada przyjezdnym w ucho. Sanktuarium Najświętszego Sakramentu zlokalizowane jest w centrum, tuż przy głównej drodze. Świątynia, położona na lekkim wzniesieniu, jest jasna, z zewnątrz wygląda stosunkowo skromnie, pięknym akcentem, który rzuca się w oczy, jest duży obraz Matki Bożej Ostrobramskiej zlokalizowany nad głównym wejściem do kościoła. Kustodium z cząstką Ciała Pańskiego znajduje się w ołtarzu bocznym, po lewej stronie świątyni. My Sokółkę odwiedziliśmy poniedziałkowym rankiem, w kościele było zaledwie kilka osób. Na spokojnie mogliśmy się pomodlić i przyjrzeć hostii, na której wyraźnie rysowała się ciemniejsza plamka krwi. 

Początki Sokółki sięgają XV w., wtedy to była wsią królewską, w której hodowano… sokoły. W czasach PRL-u była ważnym ośrodkiem przemysłowym. Dzisiaj zjeżdżają do niej okoliczni mieszkańcy na większe zakupy oraz pielgrzymi. Nas urzekła czystością, zadbaniem o detale. Naszą szczególną uwagę zaś przyciągnęły barwne przystanki upiększone kwiatami. 

Na koniec dzisiejszej wędrówki pozostawmy to, co nam w dużej mierze znane, i przenieśmy się w sferę kulturową już nie tak oczywistą w Polsce. Przenieśmy się do tatarskiej wsi Kruszyniany. Wieś ta została założona w XVII w., kiedy Jan III Sobieski przekazał te ziemie Tatarom w podzięce za służbę w polskiej armii. Dziś z założonych wtedy wsi pozostały tylko dwie – Kruszyniany i Bohoniki. W Kruszynianach, na terenie których dalej żyją rodziny tatarskie, znajduje się ponad 300-letni meczet, choć kształtem przypomina on raczej cerkiew niż świątynię islamu. Jak nam wyjaśniono – tak to jest jak w państwie brak specjalistów od stawiania meczetów, zaś tych od cerkwi całkiem sporo. Do meczetu w sezonie wiosenno-letnio-jesiennym można wejść bez problemu, wejściówka to koszt 10 zł. Przewodnikiem i opiekunem tego miejsca jest Dżemil. W pół godziny, w bardzo ekspresyjny i ciekawy sposób dowiedzieliśmy się o życiu Tatarów w Polsce, o ich wierze, kulturze i aktualnej sytuacji więcej niż przez całe nasze życie. Nieopodal meczetu znajduje się mizar, czyli cmentarz muzułmański. Miejsce to jest otwarte dla każdego. Można podejść, zobaczyć te niecodzienne dla nas nagrobki, nad którymi zamiast krzyża górują gwiazda i półksiężyc. W Kruszynianach można nie tylko posłuchać o Tatarach i porozmawiać z nimi, można też zobaczyć pokazową jurtę, tradycyjne schronienie tatarów stepowych, oraz skosztować wyśmienitej tatarskiej kuchni. Zdradzę tylko, że ja, jako mięsożerca, pokusiłam się na kryszonkę, czyli jedno z najstarszych tatarskich dań. Główne jej składniki to wołowina, warzywa i przyprawy. Ta kaloryczna potrawa przez wieki miała zapewniać ludziom siłę w podróży i dodawać energii w walkach.

Tyle na teraz, jednak to nie wszystko. W październikowym „Znaku Krzyża” opowiemy sobie o jeszcze jednym wyznaniu, które przez lata współtworzyło wieloetniczną kulturę Podlasia. Opowiemy sobie o pięknie tamtejszej natury oraz trochę o stolicy regionu – Białymstoku… To jeszcze przed nami, a na razie życzę wam udanej niedzieli!

Dominika Rusin

Z Twoich rąk żyjemy

Z Twoich rąk żyjemy

Wrzesień. Ostatnie dni tych najcieplejszych promyków słońca, ostatni rzut oka na mieniące się złotem pola. U schyłku lata spotykamy się, by podziękować Bogu za plony. Za to, że przez cały rok mieliśmy co jeść. 

Żniwne, w Polsce nazywane dożynkami, obchodzone jest prawdopodobnie już od XVI wieku. Już wtedy rolnicy, ścinając ostatnią kiść zboża (tzw. dorżnięcie ostatnich kłosów zboża – stąd nazwa dożynki), żegnali pola znakiem krzyża i wracali do domu z wianuszkiem zrobionym z ostatnich kłosów, uroczyście obwieszczając tym samym, że zakończyli zbiory. 

Kiedy myślę o żniwnym, od razu przychodzi mi do głowy pieśń Boże, z Twoich rąk żyjemy. Dawniej pełniła ona rolę modlitwy rodzin pracujących w polu. W pierwowzorze nosiła tytuł Pieśń podczas pracy w polu, miała cztery strofy. Jej słowa podkreślają niewypowiedzianą wdzięczność ludzi dla Bożych darów oraz możliwości pracy, które daje sam Pan Bóg. Autorem tekstu jest Franciszek Karpiński, a znaleźć ją można już w zbiorach z 1792 roku. Jej słowa to nie tylko wdzięczność za Boże dary. Tekst każdej zwrotki (a znanych jest mi dziewięć) wyraźnie podkreśla, że nic nie zadziałoby się bez Bożego wsparcia. 

Żniwne dla mojej rodziny zawsze było – i jest nadal – bardzo ważnym świętem. Doskonale pamiętam, jak spotykaliśmy się najpierw na uroczystej mszy, podczas której towarzyszyła nam orkiestra, potem na wspólnym obiedzie u Zdeblów – naszych kuźnickich gospodarzy, zarazem moich dziadków, a potem wszyscy szliśmy na nieszpory przy kuźnickim krzyżu, gdzie spotykała się praktycznie cała okolica, i w towarzystwie orkiestry głośno śpiewaliśmy. Pamiętam też dobrze, jak w piątkowe popołudnia przed żniwnym, w stodole, razem z moją babcią, w otoczeniu zboża i owoców, siadały kuźniczanki i robiły koronę ze zbiorów, które w danym roku dała rola, i która zdobiła potem prezbiterium w naszym kościele. Słuchając opowieści taty, z rozrzewnieniem wyobrażam sobie, jak żniwne na Kłodnicy wyglądało jeszcze wcześniej – kiedy korony robiono dwie (jedną do kościoła, jedną do kapliczki), kiedy tę do kapliczki kobiety niosły na plecach albo gdy dziadek przywoził ks. Mazurka na nieszpory bryczką. Pewnie wielu z was pamięta te czasy.

Dziś też jest żniwne. Też spotykamy się na mszy, też widzimy przed ołtarzem nasze plony, a potem spotykamy się przy kuźnickiej kapliczce. I choć orkiestra gdzieś w ostatnich latach zniknęła, ludzi na nabożeństwie jest może mniej, a korona nie zwisa z sufitu, to jedno się nie zmienia: wciąż, bez względu na okoliczności, śpiewamy tego dnia: Boże, z Twoich rąk żyjemy, choć naszymi pracujemy. Z Ciebie plenność miewa rola, my zbieramy z Twego pola. A to znaczy, że niezmiennie niczego nam nie brakuje. Bo rola wciąż daje plony, a rolnicy dbają o to, by nam ich nie zabrakło.

Jest to Twoja święta wola,
byśmy tego, cośmy z pola
latoś szczęśliwie zebrali,
na Twą chwałę używali.

Więc tak używać będziemy,
dopóki tutaj żyjemy,
Ty pobłogosławisz dalej,
a my będziem pracowali.

A kiedy wszystko ustanie,
nasze w świecie pracowanie,
niech weźmiemy z Twej litości
w nagrodę wiecznej radości.

(z pieśni Boże, z Twoich rąk, zwrotki 7-9)

Monika Fenisz