KWIECIEŃ 2024 4(137)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne
  • Słowo księdza proboszcza.. Aby być prawdziwą wspólnotą
  • Maryja w oczekiwaniu na Wniebowstąpienie Jezusa – wg Marii z Agredy
  • Słuchaj Jej rad!
  • Błogosławiony Władysław – mąż gorliwej modlitwy
  • „Trza jenzykowi poezyje?”
  • Chwalcie, łąki umajone!
  • Poszukiwanie wiary w „zabieganym świecie”
  • Cuenca – Ateny Ekwadoruj
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
  • Z historii architektury na Śląsku. O śląskim „Drapaczu Chmur” . Cz. IV
  • Siostry zakonne związane z parafia. Krzyża Znak naszą chlubą – fragmenty albumu parafialnego
  • Wiadomości szkolnej społeczności. Kiedy wiosna puka do naszych drzwi.
  • Opowiadanie dla dzieci. Kapliczka Matki Bożej
  • Wierzyć z dziećmi. Bliżej Pana Jezusa
  • Fotokronika parafialna
  • Ostatnia strona – Wigilia Paschalna
…aby być prawdziwą wspólnotą

Często nazywamy parafię wspólnotą. A skoro tak, to jedną z najważniejszych cech wspólnoty jest komunikacja, porozumiewanie się, rozmawianie. W rozmowie można się poznawać, informować, wyjaśniać. Dobra komunikacja, nawet jeśli czasami może być bolesna, przede wszystkim buduje.

Jak budować dobrą komunikację w parafii, zwłaszcza między księżmi a parafianami? Dróg jest wiele. Oczywiście są – nazwijmy to – oficjalne drogi w postaci Rady Parafialnej i Ekonomicznej. Ale przecież żyjąc w małej społeczności, możliwości jest o wiele więcej. Zawsze można przyjść do księdza, zadzwonić, napisać i porozmawiać. Swego czasu mieliśmy nawet skrzynkę na listy do proboszcza. Akcja co prawda się skończyła, ale przecież skrzynka w kościele stoi nadal i mniej odważni, nawet bez podpisywania się, mogą tam zostawić swoje zapytania. Żeby być jeszcze bliżej parafian, stworzyłem wiele okazji, gdzie nie przychodząc nawet na probostwo, można spotkać księdza, zaczepić, pogadać „przy okazji”. Po to są między innymi różne festyny, nordic walking, wspólne wyjazdy.

Oczywiście parafia nie jest koncertem życzeń, w którym każdy może wpaść na jakiś pomysł i liczyć, że pomysł ten zostanie zrealizowany. Ale możemy rozmawiać, dlaczego coś mamy wprowadzić, stworzyć, jakie mamy możliwości, kto się tym zajmie, jakie będzie finansowanie, a przede wszystkim jaki będzie pożytek wiernych. Możemy rozmawiać, przedstawiając sobie różne argumenty. Podobnie sprawa ma się z sytuacjami, które ktoś może ocenić jako nieprawidłowe w parafii. I znowu możemy rozmawiać, przedstawiać argumenty, dochodzić do jakiegoś konsensusu.

Od czterech i pół roku staram się pokazać jako proboszcz, że po to jesteśmy w jednej parafii, aby być bliżej siebie i móc się ze sobą porozumieć. Oczywiście źle jest być małostkowym. Dlatego w moim podejściu do prowadzenia parafii niczego nie zmienię. I jeszcze bardziej będę starał się być dostępny dla każdego, ktokolwiek będzie tylko chciał rozmawiać czy uczestniczyć w życiu parafii. Jako chrześcijanie jesteśmy stworzeni do budowania mostów, nie burzenia.

ks. proboszcz Leszek Makówka

Cuenca – Ateny Ekwadoru

Dzisiaj mniej słów, więcej obrazów. Tego bowiem miasta, które za chwilę pokrótce wam przedstawię, opisać dobrze się nie da. W sumie można by długo mówić o bogactwie architektonicznym, kulturowym, o przebogatej historii i przecudnym położeniu, jednak to zawsze będzie za mało. Zawsze czegoś w tej całej tyradzie zwyczajnie będzie brakować. Dlatego lepiej pokazać – i tak Cuenca zdefiniuje się sama. Gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie chciałabym w Ekwadorze mieszkać, to właśnie tam, w Cuence… Przechadzać się uliczkami, pić kawę w parku naprzeciw katedry, zajadać się chaulafanem w rodzinnej restauracji, a w weekendy robić wypady do sąsiednich parków narodowych. Cuenca jest wyjątkowa, jest tym numerem jeden. Cuenca jest perłą pośrodku Andów.

W wydaniu marcowym wybraliśmy się na spacer po centrum Guayaquil, miasta olbrzymiego, upalnego i głośnego. Dzisiaj będzie spokojniej, chłodniej, bardziej „europejsko”. Dzisiaj udajemy się na południowy wschód od Guayaquil. Po niecałych dwóch godzinach drogi zostawiamy za sobą pola pełne ryżu, palm, bananów i zaczynamy się wspinać. Wchodząc w kolejne zakręty, dosyć szybko przekraczamy bramy Paraque Nacional Cajas, aż mijając przydrożnie pasące się lamy, dobijamy w końcu do 4000 m.n.p.m. Przed nami droga zjazdowa. Z godzinę dystansu od tej sporej wysokości, na poziomie 2500 m.n.p.m, w kotlinie śródgórskiej, rozciąga się nasze miejsce docelowe Santa Ana de los Ríos de Cuenca, czy po prostu Cuenca, trzecie pod względem populacji miasto Ekwadoru.

Cuenca oficjalnie przez Hiszpanów założona została w 1557 r., na ruinach inkaskiego miasta Tomebamba. Swoją niepodległość wywalczyła w 1820 r. Nazywana jest Atenami Ekwadoru ze względu na wkład w ekwadorską literaturę, naukę i sztukę, a także za to, że jest miejscem narodzin wielu wybitnych ludzi. Ponadto, w 1999 r. miasto wpisane zostało na listę UNESCO między innymi za sprawą „piękna jego historycznego centrum, ze szczególnym typem architektury republikańskiej” oraz „harmonii, jaką utrzymuje z otoczeniem geograficznym” (Wikipedia). Obok turystyki, która prężnie w ostatnich dekadach rozwija się w tym mieście, w Cuence silnie rozwinięte są też przemysł i handel, co daje liczne miejsca pracy mieszkańcom miasta, jak i całej prowincji. Cuenca jest też największym producentem wywodzących się z Montecristi kapeluszy panamskich, o których pisałam niedawno w „Znaku Krzyża”.

Tyle ogółem, przejdźmy do szczegółów. W centrum miasta znajdują się muzea i starożytne kościoły, brukowane uliczki, liczne ryneczki, place oraz domy z republikańskimi fasadami w stylu ukazującym europejskie wpływy architektoniczne. Budynki użyteczności publicznej przyciągają wzrok kunsztem wykonania. Wejście do muzeów w większości przypadków jest bezpłatne, wystarczy jedynie wpisać się na listę, i tyle. To, co pozostawili po sobie Inkowie, Hiszpanie, historyczni Ekwadorczycy zostało solidnie uporządkowane i przystępnie przedstawione, tak więc wizyta w tych miejscach to przyjemny obowiązek. 

Sercem centrum Cuenki jest Katedra Metropolitalna Niepokalanego Poczęcia. Budowla inspirowana jest bazyliką św. Piotra w Rzymie. Jej budowa rozpoczęła się w 1885 r. i trwała blisko sto lat. Efekt robi wrażenie. Naprzeciw katedry znajduje się „stara” katedra, którą w każdym dniu tygodnia o określonych godzinach można zwiedzić. Pomiędzy obiema świątyniami rozciąga się park; mnóstwo ławek, choin, drzewek i kwiatów. To strategiczne miejsce w mieście. Przyciąga turystów, młodzież wracającą ze szkoły, emerytów z gazetami i zakochane pary. O każdej porze dnia jest tam wiele osób, które absolutnie sobie nie przeszkadzają. Pomimo niedużych rozmiarów parku zawsze jakaś wolna ławka się znajdzie.

Cuenca jest bardzo dobrze skomunikowana. Autobusem czy tramwajem dojedzie się także na obrzeża tego sporego miasta. Należy jednak pamiętać, by mieć przy sobie kartę pasażera, którą odbija się na wejściu (taki wyjątek w komunikacji ekwadorskiej). Można ją nabyć bez problemu i doładowywać w setkach miejsc na terenie miasta, kioskach, aptekach, punktach ksero… Jednym z miejsc, do którego można dojść lub dojechać takim właśnie autobusem, bo to trochę dalej i trzeba się powspinać, jest Mirador Turi (punkt widokowy). Poza widokiem na centrum miasta, które zobaczyć można w bezchmurny dzień, punktem top do odwiedzenia jest kościół parafialny zbudowany w latach 30. Wewnątrz tej niewielkiej świątyni możemy zobaczyć figurę Matki Bożej Miłosierdzia, patronki parafii, przywiezionej z Hiszpanii. Możemy też za dolar wspiąć się ponad punkt widokowy, na balkon kościoła i tam w ciszy, ponad wszystkim delektować się tym, co przed nami.

Nie można odwiedzić Cuenki bez odwiedzenia jednego z licznych targów, czy to otwartych, czy zamkniętych, zlokalizowanych na terenie miasta. Ryby, mięsa, warzywa, przeliczne owoce i zioła, poza tym tysiące innych typowych dla tego kraju produktów bez problemu można nabyć w takich właśnie miejscach. Nawet gdy nie ma się zamiaru niczego kupić, można się po takim mercado po prostu przespacerować i przysiąść na przykład na obiad. Punktów gastronomii na terenie targów nigdy za wiele. Warto pobyć dłużej, wsłuchać się, zapatrzeć, poczuć woń wymieszanych smaków Ekwadoru.

Cuenca poprzecinana jest czterema rzekami. Natura jest integralną częścią miasta. Liczne parki, miejsca zieleni, boiska wkomponowały się w strukturę miasta i są jej priorytetem. Z drugiej strony, jeśli ktoś chce całkowicie oddać się kontemplacji przyrody, w niedalekiej odległości od miasta, bo już na jego obrzeżach, zaczynają się szlaki piesze, a jeszcze dalej, około godzinę od centrum, rozciąga się Parque Nacional Cajas. Jednym z głównych punktów widokowych parku jest wzgórze Trzech Krzyży, Tres Cruces. Wejście wydaje się całkiem niepozorne, szybkie do przejścia. Na takich jednak wysokościach każdy schodek to wyzwanie. Czasem trzeba zrobić więcej przystanków niżby się chciało, nim dotrzemy na te 4150 m.n.p.m.

Tyle o Cuence. W dużym skrócie. Szerszego spektrum nawet się nie podejmuję. Zbyt dużo detali, zbyt wiele punktów zaczepienia. Do Cuenki trzeba pojechać, pobyć w niej lub rozpatrywać pod jednym kątem. To miasto jest piękne i żywe, ale też bardzo spokojne jak na ekwadorskie realia. Ponadto ten odżywczy klimat andyjski… Czasem w ciągu dnia słońce mocno żarzy, ale nie wykańcza, wieczorkiem zaś cień ochładza nagrzaną ziemię. Wtedy dobrze jest wyjść, rozprostować nogi, przespacerować po Cuence, a potem usiąść na rynku i wsłuchać w rytm tego miasta. 

Dominika Rusin

Akademia biblijna – cz. 7

Siódme już z kolei spotkanie w ramach Akademii Biblijnej stało się pielgrzymką po śladach ziemskiej działalności Jezusa. Zostaliśmy zapoznani z geografią wydarzeń, które opisane są w Ewangelii wg św. Marka, i o tym chciałabym dziś napisać. 

Jak wiemy, Izrael za czasów Jezusa był pod okupacją Rzymian. Królowie i namiestnicy, którzy rządzili Izraelem, byli wyznaczani przez Rzym. Biblia wspomina o Herodzie Wielkim jako tym, który „pobił wszystkie dziatki”. Na samym początku zawartej w Ewangelii św. Marka opowieści słyszymy o Jezusie niewiele, tylko tyle, że przybył z Nazaretu w Galilei, aby dać się ochrzcić w rzece Jordan przez Jana Chrzciciela (1,9). Jezus, po chrzcie w Jordanie, nie wrócił do swego rodzinnego domu. Udał się na pustynię, gdzie przebywał czterdzieści dni (1,12-13). Dopiero stamtąd powrócił w rodzinne strony, jednak nie do Nazaretu, lecz nad Morze Galilejskie. Tutaj rozpoczął swoją publiczną działalność, w której Jego słowom zawsze towarzyszyły czyny.

Wieść o tych wszystkich niezwykłych czynach Jezusa i o Jego pełnym mocy nauczaniu rozeszła się po całej Galilei. Głosił więc dobrą nowinę o panowaniu Boga, powołując uczniów, nauczając i dokonując cudów (1,14-15). Ewangelia św. Marka sytuuje działalność Jezusa w trzech głównych obszarach: w regionie zwanym Galileą (1,14-8,26), w drodze do Jerozolimy (8,27-10,52) oraz w samej Jerozolimie (11,1-16,20). Ewangelia nie daje jednak żadnych szczegółowych opisów tych miejsc, które mogłyby nam pomóc wyobrazić sobie wygląd Palestyny z czasów Jezusa.

Większość wydarzeń dzieje się nad morzem. Tam Jezus spotkał pierwszych uczniów, tam też nauczał tłumy. Idąc Jego śladem, natrafiamy na Kafarnaum, gdzie Jezus dokonał wielu cudów. Uzdrowił m.in. paralityka, teściową św. Piotra, wskrzesił córkę Jaira czy uwolnił opętanego. Z Galilei przemierzał bezludną Pustynię Judzką do jednego z najstarszych miast świata, bo liczącego około 11 000 lat Jerycha, położonego we wschodniej części Palestyny, na terytorium dawnej Judei, w głębokiej depresji, sięgającej 276 m.n.p.m.,10 km na północny zachód od Morza Martwego. Po drugiej stronie miasta widoczna jest Góra Kuszenia wraz z prawosławnym klasztorem, której szczyty były położone ok. 600 m. wyżej. Podążając ziemskimi ścieżkami Mistrza z Nazaretu, dochodzimy do Jerozolimy, która obecnie jest świętym miejscem kultu dla chrześcijaństwa, judaizmu, islamu i jeszcze innych, mniejszych religii. W czasie swojego życia Jezus wielokrotnie odwiedzał Jerozolimę. O wielu ważnych wydarzeniach, które dokonały się w okolicach Świętego Miasta, świadczą bardzo liczne i ważne zabytki. Jednym z nich jest Ściana Płaczu – przypuszczalna pozostałość z drugiej Świątyni Jerozolimskiej, bardzo znacząca dla judaizmu. Wzgórze Świątynne uchodzi za najświętsze obok sanktuarium Kaaby w Mekce i meczecie Grobu Mahometa w Medinie, miejsca islamu. Również dla Żydów i chrześcijan wzgórze to jest święte. Tutaj stał ołtarz Abrahama i obie świątynie żydowskie, tutaj nauczał Jezus.

Meczet Omara, zwany Kopułą na Skale, należy do najpiękniejszych budowli architektury islamskiej. Błyszcząca kopuła wykonana z pozłacanego aluminium wznosi się nad świętą skałą, na której, według Żydów, Abraham miał poświęcić swego syna Izaaka. W północno-wschodniej części miasta znajduje się wzgórze Syjon, gdzie zasiadał Salomon i przebywała dawna Arka Przymierza. Dzisiaj znajduje się tu kościół Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny – w miejscu, w którym według tradycji Maryja ukończyła swój ziemski żywot. Opodal jest Wieczernik, grób Dawida oraz kościół św. Piotra in Gallicantu, upamiętniający pałac Kajfasza i scenę trzykrotnego zaparcia się Piotra zanim dwa razy zapiał kogut.

Niedaleko, bo ok. 3 km od Jerozolimy, za Górą Oliwną znajduje się Betania, która kojarzy nam się jako miejsce zamieszkania rodzeństwa: Marii, Marty i Łazarza. Tu Jezus został namaszczony bardzo drogim olejkiem nardowym, co tak bardzo zezłościło Judasza. Na stoku Góry Oliwnej znajduje się Ogród Oliwny – Getsemani, Jezus przebywał tam na czuwaniu modlitewnym razem z apostołami w wieczór przed pojmaniem. To ogród, gdzie rosną drzewa oliwne, gdzie znajdowała się tłocznia oliwy. Stamtąd schodziło się słynnymi schodami, które dziś możemy zobaczyć w Rzymie. Z całą pewnością po tych schodach wchodził ze swoimi uczniami w noc po spożyciu wieczerzy. I po tych samych schodach, już po aresztowaniu w Ogrodzie Oliwnym, był eskortowany przez straż świątynną do pałacu Kajfasza, który również znajdował się na Syjonie. To najważniejsze dla chrześcijan miejsce związane z Wielkim Czwartkiem. To właśnie tam, przed ukrzyżowaniem, Chrystus spożył z uczniami ostatnią wieczerzę.

W pierwszym etapie procesu Jezus stanął wobec żydowskich przywódców religijnych – wobec Wysokiej Rady i stojącego na jej czele Arcykapłana Kajfasza. W podziemiach jego pałacu znajduje się cysterna, gdzie Jezus spędził noc po pojmaniu. Arcykapłan nie mógł skazać Jezusa na śmierć, gdyż Palestyna znajdowała się wówczas pod rzymską okupacją, dlatego też o świcie następnego dnia Jezus został postawiony przed prokuratorem rzymskim – Poncjuszem Piłatem. Podczas procesu Jezus na rozkaz Piłata był biczowany, co upamiętnia Kaplica Biczowania.

Miejsca męki Jezusa usytuowane w pobliżu dawnej Twierdzy Antonia wprowadzają w kolejny etap, jakim była jerozolimska droga krzyżowa. Nie znamy jej dokładnego przebiegu. Wynika to z faktu, że Ewangelia nie podaje nam szczegółów, a te, które znamy, pochodzą z tradycji chrześcijańskiej. Wiadomo, że po wyroku skazującym Jezus został obarczony belką krzyża i poprowadzony na miejsce straceń, które wówczas znajdowało się poza bramami miasta.

Obecnie najważniejszym miejscem w Jerozolimie jest niewątpliwie bazylika Grobu Pańskiego. Niewiele osób przyjeżdżających do Ziemi Świętej zdaje sobie sprawę z tego, że Golgota, którą zwykle wyobrażamy sobie jako górę gdzieś poza miastem, jest częścią bazyliki i znajduje się dosłownie 30-40 metrów od grobu, w którym złożono ciało Pana Jezusa. Z Golgoty można przejść do grobu w minutę – te miejsca są tak niedaleko siebie, że dziś mieszczą się w obrębie jednego kościoła!

To „wędrowanie” stało się dla mnie czymś znaczącym, pozwoliło oczami wyobraźni dotknąć Ziemi Świętej, zobaczyć miejsca tak bardzo związane z naszym Panem, choć już dziś inaczej wyglądające, noszące ślady Jego ziemskiej wędrówki, pomagające wejść w klimat wydarzeń sprzed 2 tysięcy lat. Nie sposób było się tym nie podzielić z czytelnikami naszego czasopisma. Życzę radości płynącej z faktu pustego grobu!

Aleksandra Trubic