Styczeń 2024 1(134)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne
  • Słowo księdza proboszcza.. Sprawozdanie roczne. 
  • Trochę historii. Krzyża Znak naszą chlubą – fragmenty albumu parafialnego
  • Prawdy katechizmowe. Chciwość
  • Cud zimowego kwitnienia śliwek
  • „…idźcie całować ziemię za nawrócenie grzeszników”
  • Korespondencja z Ekwadoru. Wrota Amazonii, czyli Baños de Santa Agua
  • Perła słoweńskiego gotyku
  • Naszo ślōnsko godka
  • Wychowanie katolickie. I Komunia św., 
i co dalej?
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
  • Z historii architektury na Śląsku. O śląskim „Drapaczu Chmur” . Cz. I
  • Wiadomości z Syberii. Listy o. Artura
  • Wiadomości szkolnej społeczności. Interesujący grudzień w naszej szkole…
  • Opowiadanie dla dzieci. Wróbelek
  • Wierzyć z dziećmi. Bliżej Pana Jezusa
  • Fotokronika parafialna
  • Ostatnia strona – zdjęcia z Barbórki i Mikołaja
Sprawozdanie roczne

Początek roku to czas podsumowań. Dziękujemy Panu Bogu za cały miniony rok i życie w naszej parafii. Dziękujemy za wszystkich mieszkańców i witamy tych, którzy osiedlili się tutaj w minionym roku. Zapraszamy wszystkich do uczestnictwa w życiu naszej parafii: wszelakich formach modlitewnych, duszpasterskich i integracyjnych. Dziękujemy wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób wymyślają, organizują, przyczyniają się do tych działań, tym, którzy są widoczni, i tym, którzy działając, nie chcą się ujawniać. Przy tej okazji bardzo pragnę podziękować redakcji naszej parafialnej gazetki „Znak Krzyża”. Jesteście cudowni! Dzięki Wam nie tylko gazetka regularnie się ukazuje, ale ma większy nakład, więcej stron, a szata graficzna jest
z numeru na numer coraz piękniejsza. Wymownym znakiem tego jest fakt, że po
mszy św. w niedziele o godz. 10 zwykle sprzedajemy ostatnie egzemplarze.

Zwykle podczas mszy św. w Stary Rok mówię większe sprawozdanie z naszych działań w minionym roku. Tak było i 31.12 ubiegłego roku. Jako że nie da się z ambony jasno wypowiedzieć różnych wykonanych fizycznych prac, a tym bardziej pokazać, a także zapamiętać podanych kwot, w tym miejscu chciałbym podać najważniejsze ubiegłoroczne realizacje. Jeśli chodzi o wydatki, był to rok wyjątkowy. Wynikało
to po części z faktu, że udało się nam uzyskać na bardzo korzystnych warunkach pożyczkę na wykonanie fotowoltaiki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Pożyczka w wysokości 135 tys. zł jest korzystna, ponieważ jest bardzo niskooprocentowana z możliwością częściowego umorzenia. Z pewnością na tym zyskamy!

Przejdźmy do konkretów. Na cele duszpasterskie wydaliśmy w ubiegłym roku 72 tys.
zł. Można zapytać na co. Ogólnie odpowiem: wszelkie działania duszpasterskie kosztują. Organizacja festynu letniego i na św. Marcina, festynu dla dzieci podczas parafialnego odpustu, organizacja Seminarium Odnowy Wiary, dofinasowanie pracy grup parafialnych i wakacyjnych rekolekcji, można jeszcze dodawać. Ale są to najlepiej wydane pieniądze. Między innymi dzięki temu ludzie odnajdują się w naszej parafii i chcą uczestniczyć w różnych formach jej działania. Kolejne 30 tys. zł zostały przekazane na różne cele pomocowe. Bardzo duża kwota 382 tys. zł została wydana na prace remontowe, inwestycje i zakupy środków trwałych.

W ubiegłym roku do najważniejszych należały: spłata pozostałej części za wykonanie nowego ogrzewania kościoła, zakup i położenie nowej posadzki w prezbiterium, wykonanie nowego oświetlenia w kościele, zrobienie nowej izolacji na poddaszu kościoła, wykonanie i montaż nowej konstrukcji drewnianej wewnątrz wieży kościoła,
wykonanie drenażu i izolacji domu parafialnego. Lista mniejszych prac i zakupów jest długa. Ale zainwestowaliśmy też sporo pieniędzy w prace mające być rozpoczęte w bieżącym roku. Zapłaciliśmy już częściowo za nową zabudowę zakrystii oraz za położenie spieku ceramicznego, który będzie obiegał kościół do wysokości lamperii. Zakupiliśmy już również płytki ceramiczne, które zostaną położone w pozostałej części kościoła oraz wspomniane wyżej płyty spieku ceramicznego.

Pragnę bardzo podziękować wszystkim, którzy dołożyli nawet złotówkę do wykonania wymienionych prac. To wszystko dzięki Wam i dla Was. Jesteście cudowni!

ks. proboszcz Leszek Makówka

Wrota Amazonii, czyli Baños de Santa Agua

Poza wyspami Galapagos, które już z samej nazwy często od razu kojarzone są z gigantycznymi żółwiami, jednym z częściej odwiedzanych turystycznie zakątków niewielkiego Ekwadoru jest Baños, a raczej Baños de Santa Agua. Miasteczko to leży w centralnej części państwa i nazywane jest, co też przed chwilą wyczytałam w Internecie, bramą do Amazonii. Przed wyjazdem z Polski postanowiłam, że tym razem już w rejony oriente, tej właśnie ekwadorskiej dżungli, pojadę. No cóż, nie wyszło. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Może do Amazonii nie wjechałam, ale bramę do jej czeluści widziałam, i bardzo mi się spodobała. W tym wydaniu „Znaku Krzyża” opowiem wam o tym niezwykle interesującym, wielowymiarowym miasteczku, jakim jest Baños, o lokalnych atrakcjach, świętej patronce, ale też o… cenach, bo te przecież zawsze budzą emocje.

O podziale geograficznym Ekwadoru już we wcześniejszych wydaniach gazetki pisałam, więc przypomnę tylko, że dzieli się na trzy części: costa (wybrzeże), sierra (góry Andy) i oriente (Amazonia). Nasz dzisiejszy bohater, Baños de Santa Agua, znajduje się na zewnętrznych zboczach wschodniego pasma górskiego Andów, na zboczach wulkanu Tungurahua (dosyć aktywnego), na wysokości 1820 m n.p.m. Temperatura na miejscu waha się od 15 do 25 stopni Celsjusza.

Ja Baños odwiedziłam w drodze ze stolicy, z Quito, na wybrzeże. Mając zaledwie jeden dzień, zdecydowaliśmy, że warto wybrać się w to sławetne miasto. Bilety kosztowały po 5 dolarów sztuka i kupiliśmy je na dworcu od ręki, zaś sam przewóz był komfortowy i szybki (o transporcie pisałam w grudniowym wydaniu). Kilka flot autobusowych do Baños kursuje parę razy dziennie, lepiej jednak, jak jest okazja, zapytać wcześniej na dworcu o godziny odjazdów. My mieliśmy szczęście, na wyjazd autobusu czekaliśmy niecałe 30 min.

Kierowca wyjeżdżający z Quito w stronę Baños, literalnie mówiąc, ma z górki. Wraz z pokonywaniem kolejnych kilometrów wysokość nad poziomem morza się zmniejsza, zmianie ulega też krajobraz. Najpierw obserwujemy więc roślinność mniej bujną, powściągliwą, więcej choin i krzewów otaczających lokalne wioski, gdzieś w dali przez chmury prześwituje masyw wulkanu Cotopaxi. Im bliżej Baños, tym też przyroda nabiera rozpędu. Po 4 godzinach jazdy wysiadamy na małym dworcu autobusowym, w kotlinie, pośród wysokich gór, ścian, które praktycznie stykają się z tym wyjątkowym miasteczkiem. 

Baños samo w sobie nie jest duże. Moglibyśmy powiedzieć: idealnie sanatoryjne. To miasteczko spokojne, na tyle obszerne, by udać się na niekrótkie spacery, a zarazem na tyle małe, by wszędzie dojść na piechotę. Poza tym są jeszcze lecznicze dobra natury w postaci wód termalnych. Takie plusy płynące ze strony wulkanicznego sąsiada. Chętni całe dni mogą spędzać na małych kąpieliskach, położonych w różnych częściach miasteczka, tzw. balnearios. Wejściówka kosztuje jakieś 4 dolary. 

Baños de Santa Agua przydomków ma wiele – El Pedacito de Cielo (kawałeczek nieba), La Puerta de El Dorado (brama do El Dorado) czy Ciudad del Volcán (miasto wulkaniczne). Nie przez przypadek nazywane jest też „ekwadorską stolicą adrenaliny”.

Kajakarstwo; skoki na bungee; rafting, czyli spływ rzeką w ekstremalnych warunkach; spadochroniarstwo; canyoning, tj. wspinaczka praktykowana w kanionach rzek lub wąwozach; do tego mnóstwo przeróżnych możliwości przejazdu tyrolką i to w takich miejscach, do których z lękiem wysokości lepiej nie podchodzić – to wszystko kusi turystów z całego świata i ci turyści przyjeżdżają. Liczba atrakcji jest powalająca, a do każdej z nich jedzie się pośród gór, przy akompaniamencie rzecznych nurtów. Można wynająć rower w bardzo dobrej cenie, bo już za 5 dolarów, można jechać autobusem miejskim, a można też zdecydować się na przejazd transportem nazywanym chiva, czyli otwartym, kolorowym autobusikiem. Liczne agencje turystyczne zapraszają do udziału w trasie np. szlakiem wodospadów, których w przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów od Baños jest ogrom, można też zdecydować się na przejazd zahaczający o punkty widokowe okalające miasto, czy wybrać wyłącznie sporty ekstremalne. Możliwości jest naprawdę sporo i co fajne, taki przejazd kosztuje do 5 dolarów. Już sam przejazd chivą jest niemałą atrakcją. My pierwszy z przejazdów zakończyliśmy przy La casa del arbol, czyli domku na drzewie. Na terenie małego parku kwietnego znajdują się huśtawki zwane „huśtawkami z końca świata”. Tam huśtanie przechodzi na wyższy poziom, a widoki rozciągające się w trakcie zabawy są niezapomniane. 

Było o profanum, teraz przejdę do sacrum. Przechadzając się po Baños, przytulnych uliczkach miasteczka, bogatych w piękne murale, pomniki, ławeczki, liczne kafejki, restauracje, sklepiki z pamiątkami, szybko trafiamy na plac, przy którym w latach 40. ubiegłego wieku ukończono sanktuarium maryjne ku czci Virgen del Rosario de Agua Santa. To jedno z najważniejszych miejsc kultu Matki Bożej w Ekwadorze. Odwiedzane jest też chętnie przez pielgrzymów z zagranicy. Papież Pius XII Virgen de Baños de Santa Agua w 1957 roku nazwał główną patronką misji prowadzonych w ekwadorskiej Amazonii. Jej święto obchodzone jest 7 października, w święto Matki Bożej Różańcowej. 

Początki kultu maryjnego w tym miejscu sięgają XVI w. W tym czasie w Baños istniał ośrodek dla misjonarzy, którzy z oriente wrócili lub mieli się tam udać. Na początku wzniesiono małą kaplicę, w której czczono figurę Maryi Panny z Monserrat. Jak podają źródła, pewnej nocy kościelny zobaczył figurę Matki Bożej, która unosiła się w powietrzu wśród aniołów, zniżając się do stóp źródła tryskającego ze wzgórza. Sytuacja kilka razy się powtórzyła, dlatego proboszcz i miejscowi zgromadzili się w kaplicy, by prosić Matkę Bożą o wytłumaczenie tego, co widziano. Następnej nocy virgencita objawiła się proboszczowi, prosząc o wzniesienie kaplicy obok źródła i obiecując uzdrowienie chorym, którzy z wiarą będą się kąpać w tych wodach. Proboszcz spełnił tę prośbę, jednak kiedy chciano przenieść figurę Maryi, okazało się, że zniknęła. Ciąg dalszy historii głosi, że pewnego dnia na rynku, na którym zbudowano świątynię, pojawił się muł niosący spore pudło. Nikt nie wiedział, skąd zwierzę pochodzi, więc postanowiono schować skrzynię i czekać na jej właściciela. Takowy się jednak nie zgłosił, więc ostatecznie ją otwarto. Oczom zebranych ukazała się figura, która do dzisiaj czczona jest w Baños. 

Figura jest drewniana, poza maską na twarzy, wykonaną z ołowiu. Mierzy metr i trzydzieści cztery centymetry. Lewą ręką Matka Boża trzyma swego Syna, prawą ręką trzyma berło, a w obu rękach różaniec. Samo sanktuarium wzniesione jest w stylu półgotyckim. W jego wnętrzu można zobaczyć liczne obrazy ilustrujące historię kościoła i najbardziej znane cuda dokonane przez Najświętszą Panienkę. Przyznam, że obrazy te robią wrażenie. Są olbrzymie. Pod każdym z nich jest opis historii, którą dzieło przedstawia.

Baños polecam każdemu, kto się do Ekwadoru wybiera. Sama z pewnością tam jeszcze zajrzę. Tych, co mogliby martwić się o kwestie językowe, uspokajam – z językiem angielskim dogadać się można tam wszędzie. Właściciel hostelu rozbroił mnie poziomem, jaki prezentował i przyznam, że nigdzie w Ekwadorze (i nie tylko) nie słyszałam, by ktoś tak dobrze mówił po angielsku! Liczba zagranicznych turystów wymusza standardy i choć może w lokalnych comedorach przyjezdnych nie widać, to rzucają się w oczy na mieście. Ceny za noclegi są dobre, jak na prezentowane standardy, powiedziałabym nawet, że za niskie. Jedzenie tanie i drogie, zależy kto co lubi. Mnie obiad za niecałe 3 dolary pasował w sam raz. Zupa i drugie danie. No ale dla mnie w ogóle jeść za więcej niż 5 dolarów w Ekwadorze to już tylko okazja specjalna. 

Pozdrawiam, tym razem już z zimnej Polski!

Dominika

Akademia biblijna cz. 4

Już po raz czwarty uczestniczyłam w Akademii Biblijnej, a moje poznanie życia i działalności Jezusa jest coraz głębsze. Nieustannie zachęcam do uczestnictwa w spotkaniach i gwarantuję, że jest to miejsce dla każdego, kto chce lepiej poznać i zrozumieć Słowo Boże. Coraz jaśniej odkrywam prawdę, że nieznajomość Chrystusa jest w swej najgłębszej istocie nieznajomością nas samych. Poznawanie zatem Chrystusa, poprzez poznawanie Biblii, służy ostatecznie poznaniu nas samych, w tym odkryciu Bożego planu dla naszego życia. Teraz wiem, że jeżeli po przeczytaniu danego fragmentu bardzo mnie coś intryguje, a zrozumienie tego przychodzi mi trudno, powinnam rozważać podobne fragmenty w innych Ewangeliach. Dopiero wtedy mogę sobie wyrobić opinię najbardziej biblijną, bowiem jednym wyjętym z kontekstu cytatem można udowadniać wiele rzeczy, niekoniecznie zgodnych z ewangelicznym przekazem.

Jezus objawia siebie jako Mesjasz

Czytając osiem rozdziałów najkrótszej Ewangelii – św. Marka, poznaliśmy Jezusa jako nauczyciela, tego, który głosi, i tego, który jest cudotwórcą. Czyni znaki i cuda na potwierdzenie tego właśnie, co głosi. Jezus jest Mesjaszem, czyli tym, na którego oczekiwano przez stulecia, ale nie jest rozpoznawany, ponieważ współcześni Mu Żydzi oczekują króla ziemskiego, takiego, który nie tylko ich wyzwoli z rzymskiej okupacji, ale doprowadzi to królestwo do takiej świetności, jak za czasów króla Dawida. Jezus, pokazując siebie jako Mesjasza, pragnie zmienić sposób myślenia słuchaczy, oznajmiając, że przychodzi królestwo Boże pełne miłości i pokoju. Nie interesuje Go polityczna odnowa królestwa Izraela, ale walka z szatanem i śmiercią. Wszystko po to, by to Jego Królestwo mogło zaistnieć. Czytając kolejne rozdziały, obserwowaliśmy, jak Żydom, uczonym w Piśmie, a nawet Jego bliskim, trudno jest zrozumieć i przyjąć Jezusowe przesłanie, podejrzewają nawet, że postradał zmysły.

Jezus nie chce być ziemskim królem, dlatego na początku ukrywa, że jest Mesjaszem, po to, żeby nie wzbudzać niepotrzebnych nadziei, by nie utożsamiano Go z kimś takim, kto stanie na czele powstania żydowskiego przeciwko Rzymianom. I stąd bardzo często np. po uzdrowieniach Jezus mówi: „Ale nikomu o tym nie mów”, ponieważ ludzie nie są jeszcze gotowi do przyjęcia Jego przesłania. Dopiero w Cezarei Filipowej, gdy św. Piotr mówi do Jezusa: „Ty jesteś Mesjaszem”, Jezus nie zaprzecza, po czym zapowiada swoją śmierć.

Cuda Jezusa /Mk 5, 21-43/

Kolejny fragment – dwie historie w jednym. Uzdrowienie córki Jaira i kobiety cierpiącej na krwotok. Przypomnę, że przełożony synagogi przychodzi do Jezusa, który prosi o uzdrowienie umierającej córki. Ta historia wpleciona jest w historię kobiety cierpiącej na krwotok. Musimy wiedzieć, że dla kobiety żydowskiej to była katastrofa życiowo-religijno-kulturowa. Taka choroba wykluczała z życia rodzinnego i społecznego, bowiem według prawa była nieczysta, co wiązało się nawet z zakazem wejścia do świątyni, współżycia ze swoim mężem, gdyż każdy, kto by jej dotknął, stawałby się nieczysty. Zostaje uzdrowiona przez sam dotyk – moc wyszła od Jezusa, gdy kobieta dotknęła się Jego płaszcza. Jezus wykorzystuje ten moment nie tylko do jej fizycznego uzdrowienia, ale ocala też jej ducha. Chce pokazać, że najpierw uzdrawia ducha, leczy serce, a potem ciało, jako znak ważności tego wszystkiego, co dzieje się w naszym wnętrzu.

Historia wskrzeszenia córki Jaira – przełożony synagogi upada do stóp Jezusa, błagając Go, aby do niego przyszedł, gdyż jego córka jest chora, w międzyczasie dowiaduje się, że już umarła. Jezus mówi: „Dziecko nie umarło, tylko śpi”. Kościół przyjmuje, że śmierć fizyczna jest snem, czyli nie jest końcem. Kogoś, kto śpi, można wybudzić – Jezus jest pierwszym, który się wybudza, a my zostaniemy wybudzeni w czasie zmartwychwstania.

Spór o tradycję /Mk 7, 1-13/

Kolejny fragment, który omawialiśmy, przedstawia spór o tradycję. Jak już wiemy, Ewangelia św. Marka napisana jest do ludzi mieszkających w Rzymie, nieznających zwyczajów żydowskich, tradycji i historii Izraela. W czytanej perykopie przypatrujemy się konfliktowi wynikłemu z powierzchownego przywiązania do tradycji. Widzimy, jak zebrani faryzeusze i uczeni w Piśmie zauważyli, że niektórzy z uczniów Jezusa brali posiłek nieczystymi (nieumytymi) rękami. Musimy pamiętać, że Żydzi mieli bardzo dużo przepisów prawa. Jeżeli zrobili coś nieczystego, stawali się nieczyści, a to już dla nich było wielkim zagrożeniem. Faryzeusze i Żydzi trzymali się tradycji starszych, a adresaci Ewangelii św. Marka nic o tych zwyczajach nie wiedzieli. Marek tłumaczy, że Żydzi nie jedzą, dopóki nie obmyją sobie rąk, rozluźniając przy tym pięści. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych, bo taki mieli nakaz religijny. Jezus wykorzystał tę sytuację, aby wykazać obłudę faryzeuszów. Pokazuje, że tradycje, zwyczaje, przepisy są dobre, jeśli człowiek żyje tym, co ma w sercu. Kiedy jednak pozostaje tylko zewnętrzny rytuał, a serce jest daleko od tego, czemu dany zwyczaj ma służyć, to jest obłudą i nieprawdą, fałszem.

Wyciągnięcie wniosków płynących z analizowanych perykop biblijnych, istotnych dla osobistego wzrostu duchowego, pozostawię czytelnikom, ufając, że zechcą dołączyć do grona słuchaczy Akademii i podzielić się swoimi przemyśleniami.

Aleksandra Trubic