Niektóre zwyczaje, porządki, rzeczy trzeba zmieniać czy modyfikować. Jeżeli człowiek do czegoś się przyzwyczaja, przygląda się czemuś nawet codziennie, można łatwo utracić zdolność krytycznego patrzenia, człowiek dostrzega po prostu mniej. Nie darmo starożytni Rzymianie mawiali, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. I nie ma znaczenia, że tak zawsze było. To jest raczej słaby argument. Pamiętam, że kiedy zostałem proboszczem w Kłodnicy, niektóre elementy wewnątrz kościoła drażniły mój wzrok, a potem już nie pamiętałem, co mnie drażniło. Mała sprawa: stolik na gazetki z tyłu kościoła, który był z innej bajki i do niczego nie pasował. I jeszcze wystawał poza linię ławek. Jedynym jego plusem było to, że był stosunkowo duży, ale estetycznie to była klapa. Dlatego po sześciu i pół roku przypomniałem sobie, że miałem kupić i ustawić w tym miejscu stojak na gazety. I wreszcie jest. Przy okazji Triduum Paschalnego i świąt Zmartwychwstania pamiętam, że kiedyś coś mi nie pasowało z miejscem Bożego Grobu. Niby jest przestrzeń, ale coś było nie tak. W tym roku uświadomiłem sobie, co mi przeszkadzało – miejsce, które było źle wybrane. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze: ludzie przechodzący przez kościół, podchodzący do adoracji krzyża, a tym bardziej podczas święcenia pokarmów (dziś już na zewnątrz kościoła, ale w razie niepogody do wnętrza trzeba będzie wrócić) tak sobie mijali, przechodzili bokiem do wystawionego Najświętszego Sakramentu w Bożym Grobie. Trochę niegodnie. Po drugie: ci, którzy ten Najświętszy Sakrament adorowali klęcząc lub siedząc w ławkach, też mieli kłopot, aby modląc się, móc wpatrywać się w białą hostię. Układ ławek to utrudnia. Dlatego właśnie Boży Grób znalazł nowe miejsce, tak aby i podchodzący, i adorujący Najświętszy Sakrament mieli go przed sobą. Nie wiem, czy będzie wyglądał tak samo w kolejnych latach, ale na pewno będzie aranżowany z przodu kościoła.
To dotyczyło materii fizycznej. Ale takie samo krytyczne myślenie, analizowanie trzeba zastosować do organizacji kwestii duszpasterskich. Na początku Wielkiego Postu przeżywaliśmy rekolekcje parafialne, które głosił o. Kryspin, franciszkanin. W tygodniu nauki ogólne są głoszone podczas mszy św. o godz. 7 i 18. Godzina wieczorna cieszy się zwykle dużo większą frekwencją. To oczywiste, osoby uczące się, pracujące, rano nie mają czasu, bo spieszą do swoich zajęć. Ale pozostaje nam duża grupa osób niepracujących zawodowo i emerytów. Na porannych mszach św. liczba osób jest mocno ograniczona. Może jedynie w środę wiernych jest troszkę więcej. O. Kryspin podpowiedział mi, że być może ta siódma jest za wcześnie. Gdyby mszę św. poranną podczas rekolekcji przesunąć np. na godzinę 9, to może więcej osób by na nią dotarło. To jest do przemyślenia.
Dlaczego dzisiaj o tym piszę? Bo zachęcam Was do tego, aby spróbować na niektóre nasze zwyczaje parafialne spojrzeć na świeżo, odrzuciwszy wszystkie przyzwyczajenia. I tym się podzielić, aby wspólnie się nad nimi zastanowić. Nie chodzi o to, żeby coś wymyślać, ale o to, by to, co się da, usprawniać i ulepszać. Usprawniać i ulepszać dla nas, by bardziej służyło naszemu dobru duchowemu.
ks. proboszcz Leszek Makówka