Marzec 2026 3(157)

W numerze:

  • Życzenia wielkanocne
  • Słowo księdza proboszcza. Zmiany, które służą nam wszystkim
  • Zmartwychwstanie wg bł. Katarzyny Emmerich
  • Wielkie dni i jedna Wielka Noc
  • Triduum Paschalne inaczej
  • On sam mnie dotknął – o Jezusie Zmartwychwstałym w dziełach mistrzów
  • Psałterz Najświętszej Maryi Panny cz. III
  • Niedziela Miłosierdzia Bożego – pragnienie Pana
  • Nie przymus, lecz odpowiedź na zaproszenie Miłości. Rozważanie o sakramencie pokuty i pojednania
  • Warto znać swojego patrona – bierzmowanie
  • Zawód: ksiądz
  • Żydowska Pascha a ostatnia wieczerza.
  • Judasz, który był trak blisko, a jednak zdradził
  • Z życia Kościoła – 
subiektywny wybór
  • Asyż – miasto św. Franciszka i Carlo Acutisa
  • Wiosenne odrodzenie – troska o zdrowie psychiczne w czasie Świąt Wielkanocnych
  • Warsztaty muzyczne – refleksje uczestników
  • „W ciszy Bóg mówi najgłośniej” – refleksja po rekolekcjach wielkopostnych
  • Sprawozdanie z zebrania Rady Duszpasterskiej
  • Statystyka
  • Wiadomości z Syberii
  • Fantastyczny luty i marzec
  • Wierzyć z dziećmi
  • Fotokronika parafialna.
  • Ostatnia strona. Miniekstremalna Droga krzyżówa
Zmiany, które nam wszystkim wyjdą na dobre

Niektóre zwyczaje, porządki, rzeczy trzeba zmieniać czy modyfikować. Jeżeli człowiek do czegoś się przyzwyczaja, przygląda się czemuś nawet codziennie, można łatwo utracić zdolność krytycznego patrzenia, człowiek dostrzega po prostu mniej. Nie darmo starożytni Rzymianie mawiali, że przyzwyczajenie jest drugą naturą. I nie ma znaczenia, że tak zawsze było. To jest raczej słaby argument. Pamiętam, że kiedy zostałem proboszczem w Kłodnicy, niektóre elementy wewnątrz kościoła drażniły mój wzrok, a potem już nie pamiętałem, co mnie drażniło. Mała sprawa: stolik na gazetki z tyłu kościoła, który był z innej bajki i do niczego nie pasował. I jeszcze wystawał poza linię ławek. Jedynym jego plusem było to, że był stosunkowo duży, ale estetycznie to była klapa. Dlatego po sześciu i pół roku przypomniałem sobie, że miałem kupić i ustawić w tym miejscu stojak na gazety. I wreszcie jest. Przy okazji Triduum Paschalnego i świąt Zmartwychwstania pamiętam, że kiedyś coś mi nie pasowało z miejscem Bożego Grobu. Niby jest przestrzeń, ale coś było nie tak. W tym roku uświadomiłem sobie, co mi przeszkadzało – miejsce, które było źle wybrane. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze: ludzie przechodzący przez kościół, podchodzący do adoracji krzyża, a tym bardziej podczas święcenia pokarmów (dziś już na zewnątrz kościoła, ale w razie niepogody do wnętrza trzeba będzie wrócić) tak sobie mijali, przechodzili bokiem do wystawionego Najświętszego Sakramentu w Bożym Grobie. Trochę niegodnie. Po drugie: ci, którzy ten Najświętszy Sakrament adorowali klęcząc lub siedząc w ławkach, też mieli kłopot, aby modląc się, móc wpatrywać się w białą hostię. Układ ławek to utrudnia. Dlatego właśnie Boży Grób znalazł nowe miejsce, tak aby i podchodzący, i adorujący Najświętszy Sakrament mieli go przed sobą. Nie wiem, czy będzie wyglądał tak samo w kolejnych latach, ale na pewno będzie aranżowany z przodu kościoła. 

To dotyczyło materii fizycznej. Ale takie samo krytyczne myślenie, analizowanie trzeba zastosować do organizacji kwestii duszpasterskich. Na początku Wielkiego Postu przeżywaliśmy rekolekcje parafialne, które głosił o. Kryspin, franciszkanin. W tygodniu nauki ogólne są głoszone podczas mszy św. o godz. 7 i 18. Godzina wieczorna cieszy się zwykle dużo większą frekwencją. To oczywiste, osoby uczące się, pracujące, rano nie mają czasu, bo spieszą do swoich zajęć. Ale pozostaje nam duża grupa osób niepracujących zawodowo i emerytów. Na porannych mszach św. liczba osób jest mocno ograniczona. Może jedynie w środę wiernych jest troszkę więcej. O. Kryspin podpowiedział mi, że być może ta siódma jest za wcześnie. Gdyby mszę św. poranną podczas rekolekcji przesunąć np. na godzinę 9, to może więcej osób by na nią dotarło. To jest do przemyślenia.

Dlaczego dzisiaj o tym piszę? Bo zachęcam Was do tego, aby spróbować na niektóre nasze zwyczaje parafialne spojrzeć na świeżo, odrzuciwszy wszystkie przyzwyczajenia. I tym się podzielić, aby wspólnie się nad nimi zastanowić. Nie chodzi o to, żeby coś wymyślać, ale o to, by to, co się da, usprawniać i ulepszać. Usprawniać i ulepszać dla nas, by bardziej służyło naszemu dobru duchowemu.

ks. proboszcz Leszek Makówka

Wielkie dni i jedna Wielka Noc 

Każdy z nas ma wspomnienia związane z przygotowaniem do Wielkanocy i z przeżywaniem jej samej. Dla jednych to czas spędzany w kuchni, dla innych na intensywnym sprzątaniu, ale są i tacy, którzy z sentymentem wracają do tego, jak święta wyglądały kilkadziesiąt lat temu, w czasach ich młodości, i jak wiele z tych tradycji udaje im się pielęgnować do dzisiaj.

Z zachowanych zapisków z naszej kroniki parafialnej (1963-1986) dowiadujemy się, że rekolekcje wielkopostne odbywały się zazwyczaj w Wielkim Tygodniu i prowadzili je najczęściej franciszkanie z pobliskich Panewnik. Kłodnica w tym czasie odznaczała się dużą pobożnością: 

  • 1963 r. „W pierwsze święto wielkanocne przystąpiło do Komunii św. 1116 osób (na 1800 wiernych należących do tut. parafii)” 
  • 1979 r. „Rekolekcje zakończyły się w I Święto Wielkanocne Komunią św., do której przystąpili parafianie w 80%, dokładnie 1212 osób przyjęło w pierwsze Święto Komunię św.” 
  • 1986 r. „Za to nabożeństwa postne: Droga Krzyżowa w piątek pod wieczór o godz. 17. i Gorzkie Żale w każdą niedzielę o godz. 16. są bardzo licznie odwiedzane”.

Tradycją było samodzielne robienie palm wielkanocnych, święconych w Niedzielę Palmową, dawniej nazywaną Kwietną. I właśnie z tych palm w święta gospodorze robili krzyżyki, które następnie wkładało się do rogów pól i kropiło wodą święconą z Wielkiej Soboty. Ta tradycja jest we mnie żywa po dziś dzień – pamiętam od dziecka, że – już po świątecznym śniadaniu – szliśmy z tatą do każdego rogu naszego ogrodu, by poprosić o opiekę nad tym, co mamy. Kultywujemy zresztą ten zwyczaj do dzisiaj.

Później nadchodziły wielkie dni. Ważnym było, by już od czwartku nie prowadzić prac w ziemi, na polu. Te dni były czasem ciszy – szczególnie od piątkowego wieczoru. Aż do sobotniej mszy w domach czuć było podniosłość, bo coś ważnego się wydarzyło – a najważniejsze, zmartwychwstanie, dokona się już niebawem. 

W sobotę gospodynie rządziły w kuchni – bo choć bieda dotykała prawie każdego, na święta musiał być swojski kołocz. A o składniki nie było łatwo. Jak czytamy w kronice z 1986 r.: „Warunki gospodarcze i żywnościowe w dalszym ciągu są tego rodzaju, że przepisy postne dawniej zawsze odczytywane z ambon, obecnie praktycznie nikogo nie obowiązują z powodu biedy i niedostatku, który w tych latach powszechny jest na całą Polskę”. Mężczyźni z kolei troszczyli się o obejście, choć ważnym było, by w Wielką Sobotę zachować wspomnianą ciszę – dotyczyło to nawet przybijania gwoździ. 

Oczywiście wszystkie trzy dni gromadziły tłumnie Kłodniczan na wielkotygodniowych liturgiach. Przez lata wielkosobotnia adoracja przy Bożym grobie podzielona była ulicami. Osobno spotykały się też dzieci. Aż wreszcie nadchodził czas Wielkiej Nocy. I choć już sobotnia liturgia była podniosła, to rezurekcja z procesją jeszcze kilkanaście lat temu odbywała się w niedzielę o szóstej rano. Istotnym było również to, że za czasów ks. Henryka Mazurka w czasie procesji kościół obchodzono trzykrotnie. Po mszy wszyscy obecni z radością składali sobie życzenia, a później spotykali się całymi rodzinami przy suto zastawionych stołach. Samo określenie „suto” uzależnione było od tego, ile dała rola i ile udało się wystać w sklepowych kolejkach. Niemniej, nigdy nie brakowało jajek, gotowanych w cebuli i z wydrapanymi wzorami, ani śląskiego kołocza. Nie brakowało też świątecznej atmosfery, która na świątecznym śniadaniu gromadziła często wielopokoleniowe rodziny.

Po śniadaniu, poświęceniu pól i wspólnym obiedzie przychodził czas na wielkanocne nieszpory. Kłodniczanie kolejny raz spotykali się w kościele i gromkim głosem śpiewali, że Chrystus zmartwychwstał. A w poniedziałek wielkanocny wszyscy młodzieńcy ruszali do swoich młodszych i starszych sąsiadek, by obficie oblać je wodą. Te z kolei czekały na nich z własnoręcznie zrobionymi kroszonkami.

Może brakowało wtedy mięsa, wędlin czy cukierków, ale nie brakowało prawdziwej radości z Chrystusowego zmartwychwstania, z rodzinnych spotkań przy stole i tych sąsiedzkich – w kościele. Spróbujmy i my przeżyć trwające właśnie dni w duchu wdzięczności za to, co mamy i kogo mamy obok siebie. A jeśli mamy to szczęście, że święta spędzamy w gronie naszych dziadków, poprośmy, by opowiedzieli nam oni o Wielkanocy z czasów ich dzieciństwa. Myślę, że dla wielu będzie to moment dobrego powrotu do niekoniecznie łatwych czasów.

Monika Fenisz

Felicja Pająk

Akademia Biblijna – Żydowska Pascha a ostatnia wieczerza

Ostatnia katecheza w ramach Akademii Biblijnej była inna niż poprzednie. Mieliśmy okazję spróbować jednej z potraw paschalnych i choć trochę poczuć klimat tamtych czasów. 

Geneza Paschy

Miesiąc temu mówiliśmy o Eucharystii, a tym razem – jako dopełnienie – omówiliśmy Paschę. To święto żydowskie upamiętniające wyprowadzenie Izraelitów z niewoli egipskiej i uwolnienie narodu wybranego spod jarzma niewolnictwa. Słowo „Pascha” oznacza „przejście” – przejście Pana Boga przez Egipt, ale także przejście z niewoli do wolności. W Księdze Wyjścia czytamy, że przed opuszczeniem Egiptu Izraelici spożyli szczególny posiłek. Była to noc dziesiątej plagi – śmierci pierworodnych. Każda rodzina miała zabić baranka i skropić jego krwią odrzwi swojego domu. Gdy Pan Bóg przechodził przez Egipt, omijał domy naznaczone krwią baranka. Dzięki temu Izraelici zostali ocaleni. Posiłek ten spożywano w pośpiechu – w gotowości do drogi. Jedzono baranka oraz chleb przaśny, czyli taki, który nie zdążył się zakwasić. Ten pośpiech symbolizował natychmiastowe wyjście z niewoli. Na pamiątkę tych wydarzeń Żydzi do dziś obchodzą święto Paschy (hebr. Pesach). 

Symbolika i przebieg

Zrozumienie tego święta jest kluczowe, aby pojąć sens ostatniej wieczerzy. Jezus spożywał ją właśnie podczas żydowskiej Paschy. Nadał jednak temu wydarzeniu nowe znaczenie – wskazując, że to On jest prawdziwym Barankiem, który oddaje swoje życie za ludzi. To tło historyczne i religijne jest bardzo ważne. Święto Paschy rozpoczyna się po zapadnięciu zmroku. W judaizmie nowy dzień zaczyna się wieczorem, dlatego uroczystości zaczynają się po zachodzie słońca, niezależnie od dnia tygodnia. Święto Pesach obchodzone jest corocznie od 15. do 22. dnia miesiąca nisan według kalendarza hebrajskiego i trwa siedem dni (w diasporze osiem). Najważniejszy jest dzień pierwszy i ostatni. Centralnym momentem pierwszego dnia jest uroczysta wieczerza paschalna – Seder, co oznacza „porządek”, ponieważ cały jej przebieg ma ściśle określoną kolejność. W czasach, gdy istniała Świątynia Jerozolimska, po południu – przed wieczorem – w świątyni składano w ofierze baranki paschalne. Następnie rodziny spożywały je podczas wieczerzy w swoich domach. Do tego święta należało się starannie przygotować. Musiało być ono obchodzone zgodnie z zasadami koszerności. Żydzi nie jedzą wieprzowiny ani owoców morza. Spożywać można jedynie mięso zwierząt parzystokopytnych i przeżuwaczy. Bardzo ważne jest również rozdzielenie potraw mięsnych i mlecznych – nie wolno ich ze sobą łączyć. W domach ortodoksyjnych Żydów znajdują się osobne naczynia, dla obu rodzajów żywności, a często także dwukomorowy zlew, który umożliwia ich oddzielne mycie. Osobne są garnki, talerze i sztućce przeznaczone do każdego rodzaju potraw. W czasie przygotowań do Pesach kobieta przygotowująca potrawy powinna być rytualnie czysta. Samo przygotowanie domu do święta trwa wiele dni. Należy bardzo dokładnie posprzątać dom i usunąć z niego wszystko, co zakwaszone, czyli tak zwany chamec. Pozbywa się takich produktów jak chleb czy inne wyroby z ciasta. Wieczerzę paschalną można porównać do naszej wigilii – to rodzinne i bardzo uroczyste spotkanie. Święto rozpoczyna się od zapalenia świec, a następnie głowa rodziny przewodniczy dalszym obrzędom. Na środku stołu stawia się najpiękniejszy kielich, który napełnia się winem. Jest to kielich przeznaczony dla proroka Eliasza. Według tradycji, zanim przyjdzie Mesjasz, prorok Eliasz ponownie pojawi się na ziemi. Dlatego uchyla się drzwi domu, aby – jeśli przybędzie – mógł wejść, zasiąść do stołu i napić się wina. Cała kolacja ma określony porządek. Odczytuje się Hagada, czyli opowieść i komentarz do historii wyjścia Izraelitów z Egiptu. Ma to przypominać, co jest istotą tego święta, a jednocześnie pełnić funkcję edukacyjną – przekazywać młodemu pokoleniu historię i tradycję. Podczas kolacji dzieci mogą zadawać pytania dotyczące znaczenia poszczególnych elementów, a głowa rodziny udziela wyjaśnień. Na stole znajdują się ściśle określone potrawy, z których każda ma swoją symbolikę. Pierwszą jest maca, czyli niekwaszony podpłomyk z mąki i wody – najważniejsza potrawa święta. Znajduje się tam także zeroa – kawałek pieczonego mięsa z kością baranka, upamiętniający baranka spożywanego przed wyjściem z Egiptu. Kolejnym elementem jest maror, czyli gorzkie zioła, to kawałki ostrego chrzanu, sałata, które po zmoczeniu w słonej wodzie symbolizują łzy i gorycz niewoli egipskiej. Kolejną potrawą jest bejca – jajko w skorupce pieczone w gorącym popiele. Symbolizuje ono życie i odrodzenie. Następnie pojawia się karpas – aromatyczne zioła, takie jak nać pietruszki czy selera. Kolejną potrawą jest charoset – słodkawa masa przygotowana z jabłek, mielonych orzechów i migdałów, wymieszanych z niewielką ilością wina (często rodzynkowego). Konsystencją przypomina zaprawę murarską i symbolizuje ciężką pracę Izraelitów w Egipcie. Właśnie tą potrawą zostaliśmy poczęstowani podczas naszego spotkania – i naprawdę było to dobre. 

Cztery kielichy

Słowa ustanowienia Eucharystii podczas ostatniej wieczerzy, kiedy Jezus podnosi kielich z winem i wypowiada nad nim określone słowa, wyraźnie wpisują się w rytuał żydowskiej Paschy. Jednocześnie nadają mu nowe znaczenie – w tradycji chrześcijańskiej kielich ten staje się znakiem Nowego Przymierza. W czasie uczty paschalnej pierwsze odniesienia kierują nas do Księgi Wyjścia, czyli do wydarzenia wyjścia Izraelitów z Egiptu. Podczas Sederu przywoływane są słowa, które Bóg skierował do Mojżesza. Każdy z czterech kielichów wina, wznoszonych w trakcie wieczerzy, ma swoje głębokie znaczenie i nawiązuje do Bożych obietnic zapisanych w Księdze Wyjścia. Pierwszy kielich nawiązuje do słów: „Wyprowadzę was spod ciężarów egipskich”. Wypija się go przed rozpoczęciem posiłku. Symbolizuje zapowiedź wyzwolenia. Drugi kielich odnosi się do obietnicy: „Wybawię was z niewoli”. Również jest wypijany przed jedzeniem, ale już po odczytaniu Hagada, którą tradycyjnie czyta ojciec rodziny. Ta część ma charakter opowieści i przypomnienia historii wyjścia z Egiptu. Trzeci kielich wypija się po posiłku i po odmówieniu błogosławieństwa. Nawiązuje on do słów: „Uwolnię was wyciągniętym ramieniem i przez wielkie czyny sądu”. Oznacza okazanie mocy Boga i dokonane wyzwolenie. Czwarty kielich jest wypijany na zakończenie uczty, po odśpiewaniu psalmów pochwalnych, zwanych Hallelem. Upamiętnia obietnicę: „Wezmę was za mój lud i będę waszym Bogiem”. Podkreśla on zawarcie przymierza między Bogiem a Izraelem. Jezus mówi do uczniów: „Przygotujcie Paschę, abym mógł ją spożyć”.

Nowe Przymierze

Mamy cztery Ewangelie, a tylko Święci Mateusz i Marek wspominają o jednym kielichu wina i jednym błogosławieństwie przed łamaniem chleba. W opisie tym pojawia się kielich, który w tradycji paschalnej bywa łączony z tzw. kielichem odkupienia – trzecim kielichem wypijanym po wieczerzy. Jezus wpisuje więc swoją ostatnią wieczerzę w strukturę żydowskiej Paschy. To, co słyszymy w Ewangelii, sugeruje, że wcześniej musiały być także inne kielichy, zgodnie z porządkiem Sederu, jednak ewangeliści ich nie opisują, ponieważ nie były one kluczowe dla przesłania teologicznego. Najważniejszy staje się moment, w którym Jezus bierze kielich po wieczerzy i mówi, że jest to Jego Krew – Krew Nowego Przymierza. Słowa przeistoczenia, które słyszymy podczas Mszy Świętej, są bezpośrednim nawiązaniem do tych wydarzeń. Odwołują się zarówno do ostatniej wieczerzy, jak i do symboliki trzeciego kielicha – kielicha odkupienia. Święty Łukasz wspomina nawet o dwóch kielichach. Drugi z nich, jak zaznacza, został podany po wieczerzy. W kontekście paschalnym można to odczytać jako odniesienie do mesjańskiego wypełnienia obietnic. W tym momencie Jezus objawia, że to On jest zapowiadanym Mesjaszem. Słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę” nadają nowy sens całemu obrzędowi. Od tej chwili uczta paschalna zostaje wypełniona nową treścią – staje się zapowiedzią i uobecnieniem Nowego Przymierza. Dopiero gdy znamy strukturę żydowskiej Paschy, wyraźniej widzimy, jak wydarzenia ostatniej wieczerzy wpisują się w to, czego Izrael oczekiwał przez wieki. 

W Katowicach Paschę (prawosławną Wielkanoc) można zobaczyć przede wszystkim w cerkwiach prawosławnych oraz greckokatolickich, są to: Parafia Prawosławna pw. św. Równej Apostołom Marii Magdaleny (Katowice, ul. Wita Stwosza 19) i Parafia Greckokatolicka pw. św. Cyryla i Metodego. 

Aleksandra Trubic