Akademia Biblijna – wskrzeszenie Łazarza
Co zrobisz, gdy dowiesz się, że twój przyjaciel ciężko choruje? Na pewno się zmartwisz i zainteresujesz stanem chorego. Zadzwonisz, napiszesz maila, pojedziesz go odwiedzić. Co robi Jezus, gdy otrzymuje wiadomość, że jego przyjaciel choruje?
Zostaje dwa dni dłużej w miejscu pobytu. Pozwala Łazarzowi umrzeć. A nawet więcej – spóźnił się cztery dni na pogrzeb przyjaciela, który teraz leży w grobie i już cuchnie. Te właśnie zagadnienia omawialiśmy na listopadowym spotkaniu. Ewangelia wg św. Jana w rozdziale 11 opowiada historię wskrzeszenia Łazarza z Betanii, który był bratem Marty i Marii. Jezus przybywa do Betanii po czterech dniach od śmierci. Wchodzi do grobu, woła go po imieniu, a wskrzeszony Łazarz wychodzi na zewnątrz. Jak wiemy, to wydarzenie jest jednym z najdonioślejszych cudów Jezusa i ma ogromne znaczenie symbolizujące Jego władzę nad śmiercią i obietnicę życia wiecznego.
Uczucia i emocje
W Ewangelii św. Jana rzeczywiście widzimy nagromadzenie emocji i uczuć Jezusa. Ukazuje to Jego człowieczeństwo – przeżywa wszystko tak jak człowiek. Ten fragment ma wiele różnych znaczeń. Zacznijmy od tego, gdzie znajduje się Betania.
Betania
To wioska położona niedaleko Jerozolimy, na wschód od Góry Oliwnej, przy drodze prowadzącej z Jerycha. Cała publiczna działalność Jezusa toczyła się głównie wokół Jeziora Galilejskiego, ale zgodnie z żydowskim zwyczajem udawał się On do Jerozolimy na święta. Na Paschę każdy pobożny Żyd miał obowiązek pielgrzymować do Jerozolimy. Jezus również chodził tam kilkakrotnie – tradycyjnie mówi się o trzech takich wyprawach. W drodze do Jerozolimy Jezus często zatrzymywał się w Betanii, ponieważ przyjaźnił się z trojgiem rodzeństwa: Martą, Marią i Łazarzem. Ewangelia św. Jana różni się od pozostałych Ewangelii. Jan bardzo mocno i szeroko koncentruje się na konkretnych wydarzeniach, podczas gdy u synoptyków – Mateusza, Marka i Łukasza – często znajdujemy jedynie krótkie wzmian- ki o tych samych sytuacjach. Maria w Ewangelii Janowej to ta, która namaściła Jezusa. Tylko Jan przypisuje ten gest właśnie Marii, siostrze Marty i Łazarza. U pozostałych trzech Ewangelistów kobieta namaszczająca Jezusa pozostaje bezimienna, a u św. Łukasza jest nazwana „grzesznicą” i znana z prowadzenia niegodnego życia. Trzeba pamiętać, że każdy Ewangelista pisze ze swojego punktu widzenia. Nie wszyscy byli świadkami wydarzeń, które opisują, dlatego pojawiają się między nimi różnice. Kolejna ważna sprawa to żydowskie obrzędy pogrzebowe.
Żydowski pogrzeb
Żydzi wierzyli, że dusza przez trzy dni „krąży” wokół ciała, a od czwartego dnia nie ma jej już przy zmarłym. Gdy Jezus przybył do Betanii czwartego dnia po śmierci Łazarza, miał świadomość symboliki tego momentu. Przyszedł tam, aby dokonać wielkiego znaku – właśnie dlatego nie uzdrowił Łazarza wcześniej, choć przecież nie stanowiłoby to dla Niego żadnego problemu. Uzdrowił już przecież tak wielu ludzi. U Żydów żałoba trwała siedem dni. Tuż po pogrzebie – który odbywał się zawsze tego samego dnia, w którym człowiek umarł – przychodzili krewni, sąsiedzi i znajomi, aby pocieszać rodzinę zmarłego. Czasami okres żałoby przedłużano nawet do trzydziestu dni. Stąd w Ewangelii czytamy, że „wielu Żydów przybyło z Jerozolimy”, aby pocieszyć Martę i Marię. Jak wyglądał pogrzeb? Ciało zmarłego namaszczano wonnościami, zawijano w płótna i składano do grobu jeszcze tego samego dnia. Dlatego kobiety udały się o świcie do grobu Jezusa – po szabacie – aby dokończyć namaszczenie, którego nie zdążono wykonać przed zachodem słońca w dniu śmierci. Ludzi chowano w różnych miejscach, w zależności od zamożności rodziny. Jezus został złożony w grobie, który można nazwać „luksusowym” – był to grób dwukomorowy, należący do Józefa z Arymatei. Po około roku, gdy z ciała pozostawały już tylko kości, zbierano je i składano do ossuarium, czyli specjalnej skrzynki na kości. Jeszcze jedna rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę w tekście, to słowo „miłość”.
Trzy rodzaje miłości
W języku greckim występują trzy różne określenia tego, co po polsku tłumaczymy jednym słowem. Co to znaczy, że Jezus „kochał” Łazarza? W tym fragmencie Ewangelii użyte jest słowo filía, które oznacza miłość przyjacielską i rodzinną. W języku polskim najbliższym od- powiednikiem byłaby przyjaźń, czyli więź, w której kocha się kogoś jak brata czy siostrę. Ewangelista chce więc podkreślić niezwykłą bliskość Jezusa z Łazarzem. W innym miejscu Biblii, gdy czytamy, że „Jezus ich miłował”, użyto słowa agápē. Oznacza ono miłość bezinteresowną, dar z siebie – taką miłość, jaką Bóg obdarza człowieka. To miłość oddana, wierna, służebna, nastawiona na dobro drugiego. Istnieje też trzecie greckie słowo: érōs – oznaczające miłość cielesną, namiętność i pożądanie. Znak na chwałę Bożą Jezus zwleka, bo znak ma być dany po to, aby objawiła się chwała Boża. To zdanie jest kluczowe. Każdy znak, którego Jezus dokonuje – czy to rozmnożenie chleba, czy uzdrowienia – ma właśnie ten cel: aby objawiła się chwała Boga i aby ludzie uwierzyli, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem. Można powiedzieć, że to swego rodzaju motto odnoszące się do wszystkich cudów Jezusa. W każdym z nich chodzi o to, aby Bóg stał się widoczny w działaniu Jezusa, a ludzie mogli przez te znaki dojść do wiary.
Światło
Gdy Jezus wraca do Betanii, do Łazarza, uczniowie nie są z tego zadowoleni. Pamiętają bowiem, że gdy ostatnio byli w Jerozolimie, sytuacja była bardzo napięta – faryzeusze i uczeni w Piśmie szukali okazji, by Jezusa pochwycić i znaleźć pretekst do zgładzenia Go. Ucz-niowie naprawdę się tego bali. Jezus im odpowiedział: J 11, 9-10 «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». Jezus mówi o tym, że to On jest prawdziwym światłem, dlatego ucz- niowie nie powinni się bać, że w Jerozolimie zostanie pochwycony, osądzony, ubiczowany i zabity. Nie należy bać się światła – to ciemność jest zagrożeniem. Ciemność oznacza grzech, odrzucenie Boga, i to właśnie przed ciemnością Jezus przestrzega.
Sen wieczny
W kolejnym fragmencie Jezus mówi, że „Łazarz zasnął”. W Biblii słowo „zasnąć” często oznaczało śmierć. Śmierć była rozumiana jako sen – stan, który trwa przez pewien czas, aż Bóg „obudzi” człowieka do nowego życia. Nawet uczniowie, którzy byli przy Jezusie, nie zrozumieli od razu Jego słów, myśleli w kategoriach czysto ludzkich i pełnych obaw. W całym opisie pojawia się wiele emocji: lęk, strach uczniów, żałoba sióstr, bardzo ludzki ból. Szczególnie ważny jest fragment rozmowy Jezusa z Martą. Marta wierzy w zmartwychwstanie, a jednocześnie przeżywa ludzki smutek po stracie brata.
Wielki znak
Zmartwychwstanie w czasach Jezusa nie było oczywistością – różnie je interpretowano, a niektórzy, jak saduceusze, w ogóle w nie nie wierzyli. W tej rozmowie Jezus wypowiada słowa „Ja jestem”. To niezwykle mocne określenie: Jezus przypisuje sobie prerogatywy Boga. Mówi, że On jest Panem życia i zmartwychwstania – Tym, który daje życie wieczne i który może człowieka „obudzić” do nowego życia. Wskrzeszenie Łazarza jest wielkim znakiem, ale jednocześnie obrazem i symbolem zmartwychwstania, zapowiedzią tego, co objawi się w pełni w Jezusie. Łazarz wraca do zwykłego, ziemskiego życia – do tego samego ciała, które choruje i cierpi. Natomiast Jezus jako pierwszy naprawdę zmartwychwstał, czyli przeszedł do życia, które już nie podlega śmierci. Łazarz został jedynie wskrzeszony, a więc przywrócony do życia doczesnego.
Jezus w żałobie
Warto też zwrócić uwagę na słowa, którymi Jezus wyraża swój smutek. Te emocje pokazują Jego prawdziwe człowieczeństwo – Jezus współodczuwa, przejmuje się bólem Marty i Marii, płacze nad grobem przyjaciela. Jego łzy nie są wyrazem bezradności, ale miłości i współczucia, które pokazują, że Bóg naprawdę wchodzi w ludzkie cierpienie. Trzeba zatrzymać się jeszcze przy słowach, w których Jezus wyraża swój smutek. Jezus, który jest Bogiem i wie, co się za chwilę stanie, „wzruszył się w duchu” i „zapłakał” – podkreśla to szczególnie św. Jan w swojej Ewangelii. Jezus jest w żałobie, mimo że zaraz wskrzesi Łazarza. Jego łzy nie są oznaką bezradności, lecz głębokiej, prawdziwej miłości i współczucia. Ten fragment, oprócz wszystkich wcześniejszych znaczeń, jest również zapowiedzią zmartwychwstania. Znak ten ma objawić chwałę Bożą i pot- wierdzić, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Wskrzeszenie Łazarza jest więc nie tylko cudownym wydarzeniem, ale także teologicznym „dowodem”, który ma umocnić wiarę świadków. Cała ta historia ma także głęboki wydźwięk pochwały tego, co ludzkie – uczuć, które każdy z nas przeżywa. Jezus naprawdę kochał, naprawdę miłował, naprawdę cierpiał. Jego smutek i łzy są świadectwem, że Bóg w Jezusie wszedł w ludzkie doświadczenie aż do końca. Nic, co ludzkie – żal, tęsknota, ból po stracie – nie jest Mu obce. Nie ma w całej Ewangelii drugiego takiego fragmentu, w którym tak wyraźnie i tak wielokrotnie ukazane byłyby emocje i uczucia Jezusa.
Strach elit i proroctwo Kajfasza
Równocześnie widzimy narastający strach elit Izraela. Po wskrzeszeniu Łazarza najwyższa rada zaczyna się naradzać – oczekiwali Mesjasza politycznego, który wyzwoli Izrael spod okupacji rzymskiej. Patrząc na Jezusa, widzieli kogoś zupełnie innego, niż się spodziewali. Jezus nie pasował do ich wyobrażeń. W tym kontekście Kajfasz, pełniący urząd najwyższego kapłana, wypowiada słowa niezwykle ważne, choć sam nie zdaje sobie sprawy z ich głębi: „Lepiej, aby jeden człowiek zginął za lud, niż miałby zginąć cały naród” (J 11,50). Kajfasz myśli czysto politycznie i po ludzku: lepiej zabić Jezusa, aby uniknąć reakcji Rzymian i by cały naród nie został zniszczony. Dla niego to zimna kalkulacja, logiczny ruch w obliczu zagrożenia. Ale – jak podkreśla św. Jan – on wypowiada proroctwo, nie wiedząc o tym. Jego słowa mają znaczenie zbawcze: Jezus, jako jedyny, umrze za cały naród, a także – jak dodaje Ewangelista – „aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”. Tak więc Kajfasz mówi o polityce, a Bóg posługuje się jego słowami, aby ogłosić prawdę o zbawieniu. Tam, gdzie ludzie widzą zagrożenie, Bóg objawia swój plan miłości. W ten sposób dramat narady Sanhedrynu staje się kolejnym potwierdzeniem, że w osobie Jezusa działa sam Bóg.
Na koniec tych rozważań nasuwają mi się pewne przemyślenia. Przyjaźń z Jezusem sprawia, że moc Boża przemienia moje życie. Czy tak aby jest na pewno? Jak dbam o moją relację z Jezusem? Co czynię w mojej codzienności dla mego przyjaciela Jezusa? No i czy w ogóle jest moim przyjacielem?