Październik 2025 8(151)

W numerze:

Parę słów o cmentarzu

Koniec października to czas, kiedy więcej myślimy o naszych zmarłych i częściej  pojawiamy się na cmentarzach. Dlatego dziś parę słów, parę przypomnień dotyczących naszego parafialnego cmentarza. Przede wszystkim Bogu dzięki, że nasi poprzednicy pomyśleli o miejscu na cmentarz. Ale lata mijają i cmentarz jest już prawie cały zapełniony miejscami pochówków naszych zmarłych.
To duże wyzwanie, bo wolne miejsca się kończą. Czasami ktoś pyta o konkretne miejsce, które wydaje się wolne. Zazwyczaj tak nie jest, bo zwykle są to już miejsca zarezerwowane i opłacone. Najlepiej w takiej sytuacji wejść na nasz program cmentarza i sprawdzić, czy takaż rezerwacja już istnieje. Miejsca na cmentarzu są zarezerwowane na 20 lat od śmierci ostatnio pochowanej osoby, co należy opłacić lub uzupełnić przy pogrzebie kolejnej zmarłej osoby. Po 20 latach można przedłużyć rezerwację miejsca na kolejne lata według ustalonej opłaty, która w naszej parafii jest bodajże najniższa w okolicy. Przy grobach tak zwanych podwój- nych opłata też jest podwójna, bo mamy wtedy do czynienia z dwoma miejscami grobowymi. Program komputerowy z inwentarzem cmentarza zwykle o tym przypomina. Jeśli ktoś chce zrezygnować z konkretnego miejsca na cmentarzu, należy to zgłosić w kancelarii parafialnej. Jeżeli miejsce grobowe nie jest opłacane przez dłuższy czas, trzeba liczyć się z jego likwidacją. Jest jeszcze jedna opłata związana z nagrobkami. Kiedy stawiamy nowy nagrobek, należy wnieść opłatę 10% jego wartości. Po co są te opłaty? Generalnie przeznaczone są na utrzymanie cmentarza. Dotyczy to różnych prac prowadzonych w tym miejscu czy konserwacji już istniejących elementów infrastruktury. Kolejnym bardzo poważnym wydatkiem jest opłata za śmieci, która jest bardzo pokaźną stałą kwotą. Sami wiemy, jak pozbywanie się śmieci staje się coraz trudniejsze i kosztowniejsze, a stawki za tereny niezamieszkałe, takie jak cmentarz, są o wiele wyższe niż te, z którymi mamy do czynienia jako mieszkańcy. Stałą opłatą jest także monitoring cmentarza (czyli kamery), zwłaszcza punktu poboru wody oraz śmietnika. Musimy to kontynuować, żeby przy naszym miejscu składania odpadów nie pojawiały się „dzikie wysypiska”. Przy okazji bardzo proszę w miarę możliwości o segregowanie odpadów.

Do wydatków należą także planowane inwestycje na cmentarzu. Z pewnością będziemy musieli teren za krzyżem, który ma znaczny spadek, przystosować do możliwości pochówków w tym miejscu. Będzie to duża praca, ponieważ najprawdopodobniej będzie trzeba stworzyć „tarasy”, aby pochówki były możliwe i bezpieczne.

Kolejną dużą inwestycją będzie budowa kolumbarium, czyli ściany, w której będziemy mogli składać urny z prochami zmarłych. Znamy takie miejsca z pewnością chociażby z Parku Pamięci w Kochłowicach. Zapotrzebowanie u nas na takie rozwiązanie jest już całkiem spore. No i jeszcze w tym roku doszła nam jedna inwestycja. Wskutek kontroli z sanepidu jesteśmy zobligowani stworzyć miejsce socjalne dla grabarza z odrębnym miejscem przechowywania czystych i roboczych ubrań, z prysznicem, wc, umywalką, brodzikiem. Żeby to zadziałało, musi też być jakieś ogrzewanie, a w związku z tym energia elektryczna. No więc trzeba wziąć się do roboty!

ks. proboszcz Leszek Makówka

Herbert Bednorz – „biskup robotników” i przewodnik Kościoła w czasach próby
Biskup-­koadiutor

Śmierć bpa Stanisława Adamskiego wywołała głębokie poruszenie wśród katowickich diecezjan. Jako długoletni ordynariusz był postacią niezwykle zasłużoną i cenioną. Jego odejście było postrzegane jako koniec pewnej epoki – był ostatnim biskupem konsekrowanym przez kard. Hlonda i jednym z najdłużej urzędujących ordynariuszy w Polsce. W 1950 roku bp Adamski – ze względu na pogarszający się stan zdrowia – poprosił Stolicę Apostolską o pomoc. Papież Pius XII polecił mu pozostać na urzędzie, dodając do pomocy ks. dra Bednorza jako koadiutora.

Głos sumienia w czasach PRL

Biskup Bednorz już jako biskup koadiutor (1950­1967) dał się poznać jako obrońca katechezy w szkołach i praw wierzących. W 1952 roku został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa za organizację petycji rodziców domagających się nauki religii. Nie ugiął się – przeciwnie, jego głos stawał się coraz bardziej wyraźny. Kierował diecezją katowicką w trudnym okresie PRL-­u, kiedy Kościół poddawany był presji ze strony władz państwowych. Jego posługa była pełna odwagi, mądrości i miłości do ludzi. Nazywano go „biskupem robotników” – bronił ich praw, mówił o wolnych niedzielach, stawał po stronie pokrzywdzonych, a pielgrzymki do Piekar, które organizował, były nie tylko wydarzeniem religijnym, ale także manifestacją godności robotnika.

Ojciec soborowy

Podczas Soboru Watykańskiego II (1962–1965) bp Bednorz aktywnie uczestniczył w obradach jako ojciec soborowy i przedstawiciel Episkopatu Polski. Pełnił funkcję rzecznika prasowego, przekazując informacje o przebiegu Soboru. Na czas trwania obrad w parafiach odbywały się dni „czuwania soborowego”. Wierni modlili się w intencji Soboru, organizowano adoracje, nabożeństwa różańcowe i całonocne czuwania – nawet w mroźne dni robocze frekwencja była imponująca. Było tak również w naszej parafii, co zanotował ks. Henryk Mazurek w kronice:

Wydarzenia w Kościele Powszechnym rzutują i na najmniejszą parafię. W kościele naszym poświęcono osobne kazania na objaśnienie znaczenia Soboru, jego zadań i celów. Wierni angażują się w osobne nabożeństwa, które są odprawiane w intencji Soboru. W dniu 11 października wieczorem parafia zgromadziła się na osobnym nabożeństwie różańcowym, które ofiarowane jest w intencji Soboru. Kościół był przepełniony, tak że można powiedzieć, że cała parafia brała udział w tym nabożeństwie.

Tymczasem Sobór Watykański II toczył się dalej. W parafiach modlono się dużo w jego intencji. Konferencja Episkopatu polskiego zarządziła dla każdej parafii całonocną adorację Najświętszego Sakramentu. W tutejszej parafii taka adoracja przypadła na noc z 19­go na 20 lutego 1963 r. Choć dnie (środa i czwartek), były dniami roboczymi i jeszcze na dworze było dość mroźno, to frekwencja na poszczególnych godzinach adoracyjnych, podzielonych według stanów, była bardzo wysoka. Sięgała od stu do dwieście osób /…/ o godzinie 6­tej, która kończyła nocną adorację było 627 osób obecnych, starszych i dzieci.

Współpracownik inicjatyw ogólnopolskich

W grudniu 1965 roku zakończono prace Soboru, a w Polsce trwały obchody Tysiąclecia Chrztu Polski, których inicjatorem był prymas kard. Stefan Wyszyński. W latach 1957–1966 trwała Wielka Nowenna – dziewięcioletni proces duchowego przygotowania do jubileuszu. Jedną z  form przygotowania była peregrynacja kopii cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Władze komunistyczne próbowały ją blokować, „aresztując” obraz, jednak peregrynacja, już bez obrazu, trwała nadal. Do naszej parafii dotarła w 1967 roku. Cała parafia zaangażowała się zarówno w przygotowanie do peregrynacji, jak i w samo wydarzenie, które przynosiło błogosławione skutki. Zapis w kronice parafialnej dokumentuje to wydarzenie:

Samą uroczystość peregrynacyjną poprzedziły misje parafialne, które prowadzili księża Salezjanie z Poznania: ks. Wiktorowicz i ks. Kubera. Nauki misyjne były raczej tradycyjne, ale na ogół podobały się i były licznie odwiedzane. /…/ Frekwencja na naukach stanowych była i u mężczyzn, i kobiet, i u młodzieży 95%. Dzieci były wszystkie na naukach dla nich urządzonych. Liczba Komunii św. rozdzielonych w dniu peregrynacji wynosiła 1428, zaś podczas całych misji od 20/III do 27/III, 9264. Usanowano z 7 dzikich małżeństw trzy. Sama peregrynacja zaczęła się we wtorek wieczorem i trwała przez całą noc. Adorowano Najświętszy Sakrament Ołtarza. Księży przy rozpoczęciu było 32. Adoracja, jak na parafię wybitnie przemysłową, była bardzo licznie odwiedzana. W nocy adorowali mężczyźni i młodzieńcy, którzy albo co dopiero wrócili z szychty popołudniowej, ale wcześnie rano musieli pójść do pracy przeważnie w kopalni. /…/ Błogosławione skutki peregrynacji pokazały się w pogodzeniu powaśnionych rodzin i powrotu pięciu osób do Kościoła. Z 500 rodzin należących do tut. parafii 156 zobowiązało się codziennie wspólnie w rodzinie odmawiać Różaniec święty. Peregrynacja dała okazję wiernym zamanifestowania swej wiary na zewnątrz i naprawiła wiele defektów moralnych. Obudziła też do nowej wiary wiele obojętnych, których nie brakuje w żadnej parafii. Należy Pana Boga prosić, aby to nie był chwilowy wyskok religijności, ale żeby to było trwałym owocem na przyszłość. Ze strony czynników państwowych grożono zwolnieniem z pracy za udekorowanie swojego domu i udział w samej uroczystości. Takich wypadków było trzy, o których doniesiono proboszczowi. W całości była to uroczystość udana i pożyteczna.

Inicjator synodu diecezjalnego

1 stycznia 1972 roku bp Bednorz ogłosił dekret o rozpoczęciu pierwszego synodu diecezji katowickiej. Celem było wdrożenie nauki Soboru Watykańskiego II w życie lokalnej wspólnoty. Uzasadniając podjętą decyzję, pisał: Wielkość przemian zachodzących w naszym środowisku prowadzi mnie do przekonania, że będzie rzeczą pożyteczną i dobrą, gdy Kościół Diecezjalny Katowicki w osobach przedstawicieli duchowieństwa, zakonów i świeckich spotka się na pierwszym Synodzie Diecezjalnym dla szukania realnych i skutecznych sposobów odnowy i ożywienia życia religijnego całej wspólnoty diecezjalnej. Chcemy przez wspólne poszukiwania zaradzić nowym potrzebom wiernych w zmienionych warunkach dzisiejszych czasów, chcemy wprowadzić w nasze życie myśl i ducha Soboru Watykańskiego II.
W pracach synodalnych aktywnie uczestniczyli nie tylko duchowni, ale również świeccy – co było wydarzeniem niezwykłym w skali PRL-­u.

Zatroskany o przyszłość diecezji

W duchu soborowej odnowy bp Bednorz wspierał rozwój duszpasterstwa, budowę nowych świątyń oraz promował katolicką naukę społeczną, zwłaszcza w kontekście obrony praw robotników na Górnym Śląsku. Choć szczególną troską otaczał środowiska robotnicze, rozwijał również duszpasterstwo specjalistyczne, powołał między innymi Ogólnopolski Sekretariat Duszpasterstwa Głuchoniemych, będący jednym z pierwszych takich ośrodków w Polsce. Przykładał wielką wagę do formacji kapłańskiej w regionie, dlatego też przeniósł Śląskie Seminarium Duchowne z Krakowa do Katowic i doprowadził do powstania Punktu Konsultacyjnego Akademii Teologii Katolickiej. Jako jedyny biskup w Polsce posyłał kleryków na jednoroczny staż pracy fizycznej.

Organizator kościelnej pomocy w stanie wojennym

Po ogłoszeniu w grudniu 1981 roku stanu wojennego odwiedzał osobiście obozy dla internowanych, organizował dla ich rodzin pomoc materialną i żywnościową. Powołał do życia Biskupi Komitet Pomocy Uwięzionym i Internowanym, któremu osobiście przewodniczył. Komitet był jedną z najważniejszych inicjatyw Kościoła katowickiego w czasie stanu wojennego – niósł pomoc prawną, medyczną i materialną tysiącom represjonowanych oraz ich rodzinom. W zakres jego działalności wchodziły również inicjatywy społeczne – organizowano kolonie letnie i zimowe dla dzieci internowanych oraz wczasy dla ich rodzin, obejmowano opieką osoby wyrzucone ze szkół, zwolnione z pracy, skazane sądownie. Biskupi Komitet Pomocy udzielił wsparcia 3 tysiącom represjonowanych oraz ich rodzinom, nie tylko zapewniając pomoc materialną, ale pomagając również rozwiązywać trudne problemy moralne.

Pasterz o gorącym sercu

23 kwietnia 1983 roku, po ukończeniu 75. roku życia, bp Bednorz złożył rezygnację z biskupstwa katowickiego. Choć historia zapamiętała go jako „biskupa robotników”, był kimś znacznie więcej niż tylko obrońcą ludzi pracy. Jego pasterska troska obejmowała całe spektrum życia diecezji katowickiej – od rodzin, przez młodzież, osoby niepełno- sprawne, aż po duchowieństwo i sprawy publiczne. Był inicjatorem pielgrzymek do Piekar, które stały się duchowym centrum regionu. Był pasterzem sumienia, wizjonerem Kościoła soborowego i duchowym przewodnikiem w czasach próby. Był to, jak powiedział o nim Jan Paweł II: Patriota i pasterz o bystrym umyśle i gorącym sercu. Surowy w wymaganiu od siebie i innych. Związał się ze swoim ludem, zwłaszcza cierpiącym i potrzebującym, którym niósł przez całe życie kapłańskie i biskupie – wieloraką pomoc i poparcie.

Zmarł 12 kwietnia 1989 roku i został pochowany w krypcie katedry Chrystusa Króla w Katowicach.

Felicja Pająk

Literatura
1. F. Moroń, Historia diecezji katowickiej
2. J. Myszor, Życie i działalność ks. Bpa Herberta Bednorza (1908­
1989). Szkic biograficzny
3.https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/kosciol/105051,Kosciol-
z­pomoca­poszkodowanym­w­stanie­wojennym­Diecezja-katowicka.html
4.B. Sobańska, A. Sobański, Biskupi Komitet Pomocy Uwięzionym
i Internowanym, w: Śląskie Studia Historyczno­-Teologiczne XXII
(1989)

Felicja Pająk

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan było mu na imię. Refleksja z wrześniowej Akademii Biblijnej

Bardzo się cieszę, że wróciliśmy do naszej Akademii Biblijnej. Takich wiadomości nie znajdziecie nigdzie indziej! Ksiądz tak ciekawie opowiada, że aż chce się słuchać więcej i więcej.
W tym roku będziemy zgłębiać Ewangelię św. Jana, która uchodzi za trudną i wymagającą dla czytelnika.

Zupełnie inna Ewangelia

Jak pamiętamy, wcześniej rozważaliśmy trzy Ewangelie: św. Marka, św. Łukasza i św. Mateusza. Każda z tych Ewangelii rzuca inne światło na Jezusa. Wiemy, że są do siebie bardzo podobne. Ewangelie Mateusza, Marka i Łukasza to ewangelie synoptyczne, czyli odznaczające się (przy wszystkich dzielących je różnicach) licznymi podobieństwami w przedstawianych przez siebie wydarzeniach, w treści przekazywanych przez nie nauk Jezusa Chrystusa oraz w języku, jakim się posługują. Natomiast Ewangelia św. Jana jest zupełnie inna. Najprawdopodobniej ostateczna redakcja czwartej Ewangelii miała miejsce w Efezie. Według znaczącej większości starożytnych świadectw Ewangelia wg św. Jana została napisana jako ostatnia. Trudno podać dokładną datę jej powstania.

Dwie natury Jezusa

Większość komentatorów uznaje, iż Ewangelia wg św. Jana powstała między 90 a 100 r. Święty Jan, tak jak i inni ewangeliści, chciał przedstawić zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa, kogoś wyjątkowego. Jezus był wprawdzie człowiekiem, mającym tak jak my duszę i ciało, jednak różnił się od nas czymś niezwykle istotnym: posiadał i nadal posiada – oprócz ludzkiej – także Boską naturę. Dlatego, aby nam przybliżyć nieco tajemnicę Jezusa Chrystusa, ewangelista Jan rozpoczyna swoją księgę od ukazania Jego pozaziemskiego i Boskiego początku. To w tajemnicy Trójcy Świętej trzeba szukać jej wyjaśnienia – w Boskim Słowie, a zwłaszcza drugiej Osobie Boskiej.

Prolog – jak go rozumieć?

Dzieło św. Jana rozpoczyna prolog o Odwiecznym Słowie, które zamieszkało między nami, a które od wieków było u Boga, które było Bogiem. Prolog Ewangelii św. Jana uważany jest powszechnie za najdojrzalszy wyraz chrystologicznej refleksji Nowego Testamentu.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.

Najważniejsze to uwierzyć, że osobowość Jezusa Chrystusa jest zanurzona w pozaziemskim „początku”, w Słowie, w Trójcy Świętej. On, prawdziwy człowiek, jest prawdziwym Bogiem­ Słowem, które wcieliło się dla naszego zbawienia.

Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, [z tego], co się stało.

Ten fragment odsyła nas do Księgi Rodzaju, do tego, że cały świat został wymyślony i stworzony przez Boga. To początek świata. Oznacza trudną do wyrażenia słowami tajemnicę – tę, że początkiem wszystkich stworzeń jest wiecznie istniejące Słowo. Ten Boski początek wszystkiego nigdy nie miał swojego początku czasowego ani nie będzie miał końca.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci.

Pan Bóg oddzielił ciemność od światła. Sam Bóg Trójosobowy, a więc i Boskie Słowo, stworzył naszą duszę nieśmiertelną, świadomą, wolną i odczuwającą. Dzięki niej nasze istnienie, jako świadomych i rozumnych osób, nigdy się nie skończy, nawet po śmierci i przed powszechnym zmartwychwstaniem ciał. Przez łaskę wysłużoną przez Jezusa Chrystusa, wcielone Słowo Boże, nasza dusza nie tylko powstała, nie tylko zaczęła istnieć, ale została uwolniona od grzechu pierworodnego.

Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię.

Jan Chrzciciel był świadkiem Jezusa Chrystusa, Światłości, chociaż spotkał się z Nim dopiero wtedy, gdy udzielił Mu chrztu. Świadczył o Nim, zanim spotkał Go w sposób widzialny.

Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego.

Jezus jest światłością, przeciwieństwem ciemności, czyli naszych grzechów i wszystkiego, co złe. Przyszedł na świat, aby wszyscy w Niego uwierzyli. W czasach starożytnego Izraela Żydzi byli przekonani, że są narodem wybranym. Myśleli, że tylko u nich przyjdzie Jezus na świat i tylko oni będą zbawieni.

Nie był on światłością, lecz [został posłany], aby zaświadczyć o światłości.
Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Święty Jan Ewangelista mówi o tajemniczym działaniu Boskiego Słowa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Zwykły sposób oświecania człowieka przez Syna Bożego, Boskie Słowo, dokonuje się przez głoszenie słowa Bożego, czyli przez Pismo Święte – czytane i wyjaśniane – i przez nauczanie prawd objawionych, przekazanych przez ustną Tradycję. Ale Odwieczne Słowo nie jest ograniczone tylko do takiego sposobu oświecania umysłów i serc, do rozbudzania wiary za pośrednictwem głosicieli prawd Bożych.

Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.

To jest aluzja do świata żydowskiego, ponieważ Żydzi myśleli, że są narodem wybranym i że Mesjasz przyjdzie właśnie w ich narodzie. Nie mogli pogodzić się z faktem, że ktoś, kto nie był Żydem, również może być zbawiony. Oczekiwali Mesjasza, ale nie rozpoznali w Jezusie tego fizycznego, historycznego Mesjasza. Czuli się odrzuceni. Jezus przyszedł do swoich ludzi. Autor tej Ewangelii mówi, że ci, którzy z Boga się narodzili, są Jego prawdziwymi dziećmi.

Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w Imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

Ten smutny fakt pokazuje z jednej strony ułomność, słabość i złośliwość ludzką, a z drugiej – niezmierzoną miłość, miłosierdzie i cierpliwość Boga, który przychodzi na świat, chociaż wie, że zostanie odrzucony i że to odrzucenie będzie się w historii powtarzać niezliczoną ilość razy.

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.

Pojęcie „ciało” nie oznacza tutaj samego tylko materialnego elementu natury ludzkiej, ale całą naturę, czyli złożoną z duszy i ciała. Tak więc Słowo, czyli druga Osoba Boska przyjęła całą ludzką naturę, duszę i ciało, dlatego Jezus był w pełni człowiekiem. Był jedną Osobą Boską, która zawsze posiadała Boską naturę, a od chwili wcielenia – także naturę ludzką. Jezus Chrystus, ze względu na swoją Boskość, nie miał czasowego początku, był wieczny. W Ewangelii św. Jana pojawiają się wydarzenia przemilczane przez innych ewangelistów, w których Jan dostrzega dodatkowe znaczenie. Symboliczne cuda i znaki ukazują logikę czynów i nauki Jezusa, mających stopniowo doprowadzić uczniów do wiary w Trójcę i w moc sakramentów.

Zapraszam do wzięcia udziału w comiesięcznej katechezie oraz podzielenia się swoimi przemyśleniami.

Aleksandra Trubic