CZERWIEC 2025 6(149)

W numerze:

Diakonat stały – wyzwanie na obecne czasy

Stale wydaje się nam, że księży w Polsce jest całkiem sporo. To prawda, jeszcze trochę nas księży jest, ale już najwięcej w średnim wieku i w jesieni życia. Jeśli popatrzymy na parafie sąsiednie: w Kochłowicach działa kilku księży emerytów, na Starej Halembie nie ma już ani jednego wikarego. Młodych księży coraz mniej, a i w seminarium nie jest za dobrze z liczbą kleryków. Kiedy byłem na pierwszym roku studiów teologicznych, było nas kleryków około 330, za czasów ks. Przemka już o połowę mniej, teraz tylko około dwudziestu pięciu. Na domiar złego wielu księży choruje i to dosyć poważnie. W przeciągu ostatniego roku zmarło ośmiu czynnych proboszczów w wieku plus minus 60 lat. W konsekwencji to, do czego przywykliśmy: że jest taka a nie inna liczba księży w parafii, że są stosunkowo młodzi wikarzy, odchodzi do przeszłości.

Władze kościelne będą musiały do tego tematu podejść, aby zabezpieczyć duszpasterstwo w parafiach. Jak to zrobić? Tego na razie nie wiemy. Z pewnością będzie się kurczyć liczba księży w parafiach. Z pewnością niektóre parafie będą łączone, co już się zaczęło dziać. Być może dojdzie do poważnych zmian w strukturach parafii, tak jak się to dzieje na przykład w większości diecezji niemieckich. Parafie są łączone w jeden organizm, a księża (dwóch, trzech) mieszkają razem i obsługują duszpastersko teren naszych dekanatów.

To jednak pozwala na sprawowanie eucharystii i innych sakramentów w różnych kościołach. A co z całym duszpasterstwem, działalnością grup przyparafialnych, adoracjami i modlitwą uwielbienia? Żeby temu zaradzić, musimy już wcześniej, czyli teraz, przygotować osoby świeckie, które poprowadzą zwykłą działalność duszpasterską. Chodzi o liderów, katechistów, osoby odpowie- dzialne. To dzięki nim być może życie parafialne będzie się mogło toczyć dalej. Na szczęście szafarzy Najświętszego Sakramentu w naszej parafii już mamy. Teraz czas na stałego diakona. Kim on jest? Diakonat stały to forma posługi w Kościele, w której mężczyźni, którzy mogą być żonaci lub nieżonaci, przyjmują święcenia diakonatu, aby służyć Kościołowi w konkretnych obszarach. Diakoni stali mogą wspomagać kapłanów w sprawowaniu liturgii, udzie- laniu sakramentów, głosić kazania, czytać Ewangelię i pomagać w innych działaniach duszpasterskich, ale nie mogą odprawiać mszy świętych i udzielać sakramentu pokuty.

Mamy już stałych diakonów w Kochłowicach i Borowej Wsi. Jeden z nich wygłosi jesienią w naszym kościele kazania. Teraz pora na naszą parafię. Nie chodzi o zwykły casting do jakiegoś programu telewizyjnego. Najpierw trzeba znaleźć kandydata, a właściwie to on powinien poczuć powołanie do bycia diakonem stałym. Musi zostać pozytywnie zaopiniowany przez proboszcza, parafian, formatorów, aby ostatecznie Kościół wyświęcił kandydata na diakona. Oczywiście zgodę powinna wyrazić żona i właściwie cała rodzina. No i przejść trzyletni okres formacji. Trochę tego jest. A zupełnie najpierw musimy się zacząć modlić jako wspólnota parafialna o takiego diakona w naszej parafii.

ks. proboszcz Leszek Makówka

Zesłanie Ducha Świętego wg objawień Anny Katarzyny Emmerich
50 dni po zmartwychwstaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa obchodzimy święto Zesłania Ducha Świętego zwane również zielonymi świątkami.
Wstępując do nieba, Pan Jezus obiecał apostołom postać Parakleta, który będzie ich prowadził na drodze ewangelizacji. Oczekując na przyjście obiecanego Pocieszyciela, gromadzili się wszyscy wraz z Naj- świętszą Panną w Wieczerniku, oddając się modlitwom i śpiewom na cześć Pana. W dniu Pięćdziesiątnicy także spotkali się, aby uczestniczyć w nabożnych modlitwach, kiedy nagle, niepostrzeżenie, doszło do niezwykłego wydarzenia. Błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich tak opisuje owo oczekiwanie na zesłanie Ducha Świętego: „Potem Piotr łamał i rozdzielał pobłogosławiony przez siebie chleb, najpierw Najświętszej Pannie, następnie Apostołom i uczniom. Wszyscy całowali go przy tym w rękę, nawet Najświętsza Panna. (…) Po północy nastało jakieś dziwne poruszenie w całej naturze, udzielając się wszystkim zebranym, którzy stali wokoło sali głównej i w salach bocznych, wsparci o filary z rękami skrzyżowanymi na piersiach, pogrążeni w cichej modlitwie. Spokój i głęboka cisza zapanowała w całym domu”.
Dalej niemiecka mistyczka opisuje swoje wizje, które dotyczą nie tylko Wieczernika, ale całej okolicy. Bardzo wyraźnie widzi „nad Górą Oliwną obłok świetlisty o srebrnobiałym połysku opuszczający się z nieba ukośnie w kierunku Wieczernika”.
Opisuje, że obłok przypominał ognistą kulę, która poruszała się miłym, ciepłym tchnieniem wiatru; jak mgła spowiła całe miasto i zatrzymała się nad Wieczernikiem. Wizjonerka sama przestraszyła się, oczekując jakiejś burzy czy nawałnicy z ciemnymi chmurami, gradem i grzmotami. Myliła się bardzo, spostrzegła, że chmura była jasna, a grzmotów nie usłyszała. Dawał się słyszeć niespotykany szum i ciepły, pokrzepiający powiew wiatru. „Zniżywszy się nad Wieczernikiem, obłok błyszczał coraz jaśniej, a szum z każdą chwilą stawał się większy. Dom cały jaśniał coraz więcej; zebrani modlili się z wzrastającym skupieniem i namaszczeniem. Wtem z szumiącego obłoku spłynęły na cały budynek białe strugi światła, krzyżując się siedmiorako, a niżej znowu rozdzielając się na delikatniejsze promienie i ogniste krople”.
Święty ogień spłynął na apostołów, uczniów i obecne tam kobiety, ale na każdego w różnej sile i różnej barwie. Wstąpiła w nich niesamowita radość i odwaga. Byli świadomi tego, czego doświadczyli, i oszołomieni, ale pełni ufności spoglądali na obłok, z którego otrzymali dary Ducha Świętego, który w tej chwili jakby się rozpłynął. Skupieni wokół Maryi rzucili się sobie w ramiona, dziękując i radując się. Stało się dla nich oczywiste, że teraz, gdy otrzymali moc Ducha Świętego, pójdą w świat nieść Dobrą Nowinę. Zrozumieli słowa wypowiedziane przez Jezusa: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze” (J 14,16).
Katarzyna, będąc mistyczną uczestniczką tych wydarzeń, postrzega je nie tylko jako moc, która przemienia i ożywia Kościół, ale Duch Święty jawi jej się jako Osoba Boska, która konkretnie działa w życiu każdego człowieka. Jest ogniem, który nie wypala, ale wypełnia serca. Jest światłem, które rozświetla duszę i oczyszcza z bojaźni. Jest miłością i prawdą. Paraklet był dla niej rzeczywistością duchową i boską ukazaną jako języki ognia, które nie parzyły, ale dawały jasność i gorliwość. Widziała, że przyszedł z mocą, ale też delikatnością rozlewając w duszach światło i odwagę. Najświętszą Panienkę postrzega w tych wydarzeniach jako „Tron Ducha Świętego”. On w Niej mieszkał w sposób szczególny. Nie zstąpił na Nią tak jak na apostołów, bo już była całkowicie z Nim zjednoczona. Ona jednak pośredniczyła w Jego udzielaniu się innym – była jak naczynie pełny światła, z którego inni czerpali. Maryja nie tyle otrzymała Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy, ile z Nim współpracowała całe życie. W Wieczerniku była „jak źródło, z którego inni mogli pić ogień i miłość Bożą”. Duch Święty przemienia zalęknionych apostołów w odważnych głosicieli Ewangelii. Daje im moc i siłę do działania.
Tak samo może stać się w naszym życiu. Duch Święty nie tylko nas pociesza, ale daje siły do walki z grzechem. Uwalnia od lęku, obojętności i zastoju duchowego.
Duch Święty obdarzył apostołów darem języków, ale dał im także język miłości, który przełamuje bariery. My też możemy posługiwać się tym językiem, który jest uniwersalny, gdyż niesie pokój i przebaczenie.
Zesłanie Ducha Świętego uznawane jest za narodzenie Kościoła jako wspólnoty, która jednoczy, buduje i prowadzi.
Mistyczka ukazuje działanie Ducha Świętego, szczególnie w trudnych czasach, w małych, cichych, wiernych uczniach. Kościół przetrwa nie dlatego, że jest silny ludźmi, ale dlatego, że ma w sobie Ducha Świętego jako duszę i oddech.
Wezwanie błogosławionej Katarzyny Emmerich: „Nie lękajcie się Ducha Świętego, On przychodzi nie po to, by niszczyć, lecz by oczyszczać, nie po to, by zawstydzać, ale by prowadzić do prawdy. On jest Miłością!”.
W każdej wizji błogosławiona Katarzyna widzi Ducha Świętego jako duszę Kościoła, która:
– jednoczy różne narody – języki ognia są symbolem uniwersalizmu
– umacnia kapłanów – zwłaszcza tych wiernych i pokornych
– jest światłem w ciemnych czasach
– często powtarza, że Duch Święty działa najmocniej wtedy, gdy Kościół jest atakowany lub zdradzany.
Błogosławiona Katarzyna przypomina nam, że działanie Ducha Świętego jest głównym motorem naszego życia duchowego. Pomaga wzrastać w świętości, prowadzi do ciągłego nawracania i przemiany życia. Uzdalnia człowieka do życia w zgodzie z Ewangelią. Daje potrzebne łaski. Jego działanie jest ciche, ale z mocą przemienia serca człowieka. Poznać to można po owocach Ducha, które objawiają się jako:
MIŁOŚĆ, RADOŚĆ, POKÓJ, CIERPLIWOŚĆ, UPRZEJMOŚĆ, DOBROĆ, WIERNOŚĆ, 
ŁAGODNOŚĆ, OPANOWANIE.
Otwórzmy się więc na Jego działanie, aby nie zboczyć z drogi, którą nas prowadzi, abyśmy mogli dostąpić zbawienia i osiągnąć życie wiecz- ne w obecności Ojca, Syna i Ducha Świętego. Danuta Dominik

Danuta Dominik

Historia diecezji katowickiej
Cz. VI. Diecezja pod rządami „księży patriotów”
Wikariusz kapitulny – ks. Filip Bednorz

Diecezja katowicka, opuszczona przez wygnanych biskupów, została poddawana agresywnej ingerencji władz komunistycznych, czemu sprzyjała uległa postawa wikariusza kapitulnego, ks. Filipa Bednorza. Złośliwi nazywali go „Filipem posłusznym”. Należał do grona „księży patriotów”, a w zasadzie był jednym z pierwszych i najczynniejszych działaczy tego ruchu popierających nową władzę i deklarujących „niezłomną wierność Polsce Ludowej”. Jego wybór dokonany pod presją Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach[i] był nieważny, dlatego też ks. prymas Stefan Wyszyński długo zwlekał z jego zatwierdzeniem. Ostatecznie jednak, aby uniknąć podziału katowickiego Kościoła, zgodził się na tę kandydaturę.

Nowy rządca diecezji swoje urzędowanie rozpoczął od konfliktu z proboszczem parafii Apostołów Piotra i Pawła, ks. Karolem Matheą, żądając, by jego ingres do prokatedry przebiegał wg ceremoniału przysługującego biskupom, na co ks. Mateha nie wyraził zgody. Swój sprzeciw okupił utratą stanowiska proboszcza. Był jednym spośród wielu wiernych biskupom kapłanów, którzy wraz z początkiem urzędowania nowego wikariusza utracili swoje stanowiska. Niepokorni księża byli przenoszeni na wiejskie parafie, a bardziej nieposłuszni aresztowani. Dotyczyło to również składu osobowego Kurii Diecezjalnej. Wakujące urzędy obsadzane były księżmi związanymi z ruchem „księży patriotów” bądź z PAX-em[ii], sympatyzującym z władzą ludową.

Ksiądz Bednorz, choć posłuszny komunistom, był jednak gorliwym administratorem troszczącym się o dobro diecezjan. Kontynuował budowę katedry, która dzięki jego układom z władzami przebiegała sprawnie, ponieważ państwo ludowe dostarczało materiały budowlane, takie jak cement, stal i drewno[iii]. Występował w obronie skazanych księży i starał się chronić duchowieństwo przed represjami ze strony UB. W miarę upływu czasu coraz lepiej rozumiał, jak bardzo jest dyspozycyjny wobec władz nieprzychylnych Kościołowi. Nie był jednak na tyle silny, by przeciwstawić się wówczas, gdy władza jawnie ingerowała w sprawy kościelne. 10 lutego 1953 r. Rada Państwa uchwaliła dekret o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych,
co w praktyce oznaczało całkowite upaństwowienie Kościoła – ks. Bednorz dopuścił do tego, aby grupa księży ze Śląska jako pierwsza złożyła wobec władz polityczne ślubowanie posłuszeństwa. Komuniści uznali ten akt jako zgodę na „zatwierdzanie” księży, co było uzurpacją sprzeczną z „Porozumieniem” zawartym w 1950 r. W odpowiedzi na te działania, Episkopat Polski wystosował memoriał do Rady Ministrów „Non possumus”, w którym biskupi odmawiali podporządkowania się temu dekretowi. Skutkiem tego było aresztowanie prymasa Stefana Wyszyńskiego.

Nasilające się represje stalinowskich władz, wobec których wikariusz kapitulny był coraz bardziej bezsilny, oraz uświadomienie sobie swojej roli w tym procesie, przyczyniło się do jego przemiany. Krótko przed swoją tragiczną śmiercią w kazaniu wygłoszonym do członków PAX-u wyraził ubolewanie nad faktem dokonującej się eliminacji Boga z życia publicznego, nad laicyzacją społeczeństwa, nad płytką pobożnością katolików. Mówił:

Dziś żyjemy w strasznym zakłamaniu. Na wszystkie sposoby głoszą nam różne prawdy, a tymczasem Prawda jest tylko jedna. Ta prawda nie potrzebuje krzykliwej reklamy, bo ona sama się obroni i zwycięży, bo ona jest siłą sama w sobie, dlatego, ponieważ oparta jest na prawie niezmiennym, jakim jest byt odwieczny – Bóg[iv].

10 stycznia 1954 r. ks. Filip Bednorz uległ wypadkowi samochodowemu. Zmarł 13 stycznia, został pochowany w podziemiach prokatedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Pod rządami „twardej ręki” – ks. Jan Piskorz

Kolejnym rządcą diecezji został ks. Jan Piskorz z Wrocławia, związany również ze środowiskiem PAX-u, i jak wcześniej jego poprzednik także on był współpracownikiem UB. Już na początku urzędowania jasno określił swoje stanowisko wobec dokonujących się zmian polityczno-społecznych i określił rolę Kościoła w obliczu tych zmian. Zadaniem Kościoła miało być kształtowanie świadomości katolików zgodnej z komunistyczną ideologią. Nowy wikariusz kapitulny kontynuował budowę katedry, co było możliwe dzięki ciągłości dostaw materiałów budowlanych. Doprowadzenie do końca budowy było założeniem propagandowym zarówno władz stalinowskich, jak i samego ks. Piskorza. Jednak w trosce o tempo prac dopuścił się wielu zaniedbań, stosując nienajlepszej jakości materiały, rozrzutnie gospodarując finansami, naciskając na proboszczów parafii, by przeprowadzali liczne zbiórki pieniędzy. Ostatecznie też, pod naciskiem władz, zmienił plany architektoniczne, co zniekształciło bryłę budynku (m.in. aż o 38 m obniżono kopułę i ostatecznie katedra osiągnęła wys. 64 m, dł. 101 m, szer. 50 m). Władze komunistyczne wysunęły żądanie obniżenia kopuły, nie chcąc, aby 100-metrowa budowla zwieńczona krzyżem dominowała w pejzażu „czerwonych” Katowic, a ks. Jan Piskorz uległ tym żądaniom. Apodyktyczna postawa ks. Piskorza, wymuszanie posłuszeństwa siłą i jego despotyzm rodziły sprzeciw śląskiego duchowieństwa, czego ślad znajdujemy również w naszej Kronice parafialnej, gdzie czytamy:

Odtąd zaczynają się w diecezji rządy bardzo silnej ręki. Następują przesunięcia proboszczów, którzy w jakikolwiek sposób okazali ks. Piskorzowi swoją niechęć albo nieposłuszeństwo chociażby w drobnych sprawach. Ambicją ks. Piskorza jest doprowadzić budowę katedry do końca, co mu się też choć w zniekształconej formie częściowo udaje. Doprowadza groźbą i prośbą o bezustanne ofiary na katedrę, budowę pod dach i przykrywa małą kopułą, która nie ma nic wspólnego z tą zaprojektowaną. Rządy te dają się też odczuć w Kłodnicy – kiedy z tej parafii nie dano ani grosza na te fałszywie ambitne cele, ks. Piskorz grozi ks. kuratusowi suspensą i usunięciem z Kłodnicy.

Archikatedra Chrystusa Króla, największa katedra w Polsce, została konsekrowana pod nieobecność śląskich biskupów 30 października 1955 r. przez ordynariusza częstochowskiego Zdzisława Golińskiego. Fakt ten wywołał wielkie rozgoryczenie wśród wygnanych biskupów.

Za rządów ks. Piskorza w diecezji zaszło wiele zmian w funkcjonowaniu instytucji kościelnych. W Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym ks. Piskorz bezprawnie zwolnił z zarządu księży misjonarzy św. Wincentego a Paulo i zastąpił ich duchownymi diecezjalnymi. Nowym rektorem seminarium ustanowił ks. Jerzego Strobę, który zanim przyjął to stanowisko, skontaktował się z ks. Rakiem, a potem pojechał do Lipnicy, do bpa Adamskiego, by uzyskać jego zgodę. Dalszą zmianą służącą podporządkowaniu Kościoła aparatowi państwowemu było przejęcie „Gościa Niedzielnego” przez PAX. Zlikwidowano również Konwikt Księży Neoprezbiterów, zamiast którego wprowadzono „kurs wstępny” dla młodych księży. Był to jeden z elementów polityki władz PRL, które dążyły do kontroli nad formacją młodych księży i ograniczenia ich niezależności. Władze wykorzystywały tę sytuację do promowania duchownych skłonnych do współpracy z reżimem.

Najbardziej niefortunnym pomysłem ks. Piskorza była chęć zwołania Synodu Diecezjalnego, do czego nie miał prawa, nie będąc biskupem. To jednak nie było dla niego przeszkodą. Mając wsparcie bpa Klepacza, pełniącego pod nieobecność internowanego Prymasa Wyszyńskiego urząd przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, rozpoczął energiczne przygotowania do Synodu, nominując księży na poszczególne stanowiska. Wielu jednak księży odmówiło współpracy, a ks. Piskorz, chcąc się zorientować w nastrojach duchowieństwa, wydał polecenie, aby temat ten był dyskutowany na zebraniach dekanalnych. Stanowisko duchowieństwa wobec pomysłu zwołania Synodu było jednak zdecydowanie negatywne, co wyrażono w sprawozdaniach z przeprowadzonych zebrań dekanalnych. Kategoryczny sprzeciw popłynął w stronę wikariusza również z naszego, kochłowickiego dekanatu, który w swojej rezolucji oświadczył:

Jedynym prawodawcą naszej diecezji jest biskup diecezjalny, który „sede impedita” nie może tymczasowo sprawować swego urzędu i on jedyny jest uprawniony do podpisywania uchwał synodalnych. Uważamy wobec powyższego, że zwołanie Synodu w naszej diecezji byłoby czymś nieprawym i nietaktownym[v].

Powszechne oburzenie wywołane pomysłem zwołania Synodu oraz tak jednoznacznie wyrażany sprzeciw duchowieństwa diecezji uniemożliwiły ks. Piskorzowi jego realizację. Oddany sprawie budowania Polski Ludowej kierował diecezją w myśl wytycznych płynących z UB i PAX-u, nie zdawał sobie jednak sprawy z faktu działania innego, konspiracyjnego ośrodka koordynującego poczynania duchowieństwa śląskiego. Działali w nim księża wierni wygnanym biskupom i utrzymujący z nimi stałe kontakty. Szukali u nich rady, przywozili od nich sugestie dotyczące tego, jak postępować w konkretnych sprawach. Był wśród nich ks. Romuald Rak, którego zaangażowanie w utrzymanie niezależności Kościoła katowickiego było niezwykle istotne. Pomagał w organizowaniu konspiracyjnych zebrań księży, na których omawiano sposoby przeciwdziałania naciskom władz PRL. Wspierał księży, którzy przeciwstawiali się ruchowi „księży patriotów” i pozostawali wierni nauczaniu Kościoła. Jako notariusz Kurii Diecezjalnej miał dostęp do kluczowych dokumentów, pomagał więc w ich zabezpieczeniu przed ingerencją władz komunistycznych. Prymas Polski udzielił ks. R. Rakowi tajnych uprawnień wikariusza generalnego m.in. w sprawach jurysdykcji i dyspensy. Ważnym ośrodkiem koordynującym pracę osób wiernych biskupom był klasztor sióstr de Notre Dame w Bielsku-Białej. Tutaj odbywały się spotkania ks. R. Raka z biskupem Bronisławem Dąbrowskim, który był łącznikiem między wygnanymi biskupami a śląskim duchowieństwem. Tutaj też dyskutowano nad poczynaniami ks. Piskorza i zastanawiano się nad neutralizacją jego szkodliwych posunięć. Dyspozycje wydawane podczas tych spotkań były przekazywane księżom diecezjalnym, wygnanym biskupom oraz Episkopatowi i Prymasowi Polski, który listownie dawał rady potrzebne przy podejmowaniu decyzji.

Chociaż z punktu widzenia jedności Kościoła przedstawione działania budziły pewne zastrzeżenia, to jednak, gdyby nie upór, poświęcenie i poczucie odpowiedzialności wielu śląskich kapłanów, proces uzależnienia Kościoła od struktur komunistycznej władzy zakończyłby się sukcesem, co wyrządziłoby całemu Kościołowi szkody, których skutki trudno byłoby naprawić.

Dla internowanych biskupów zbliżał się czas powrotu.
15 września 1956 roku Prokuratura Generalna wydała akt ułaskawienia, mogli wracać do swojej diecezji. Podjęli więc decyzję o powrocie do Katowic. Niestety, okazało się, że decyzja była przedwczesna, a to za sprawą wikariusza kapitulnego, który mając jeszcze władzę, zadał biskupom ostatni cios. 27 września biskupi weszli do kurii, gdzie zostali przyjęci przez ks. Romualda Raka, po czym udali się do kaplicy, by podziękować Bogu za szczęśliwy powrót. Ks. Szymecki powiadomił wikariusza kapitulnego o obecności biskupów oraz o tym, że następnego dnia przejmą władzę. Ks. Piskorz, wzburzony nieoczekiwanym obrotem sprawy, telefonicznie powiadomił komunistów o powrocie biskupów. Przed północą do kurii wtargnęli funkcjonariusze UB, szukając bpa Adamskiego. Oświadczono biskupowi, że jest aresztowany i natychmiast musi opuścić Katowice. Zmęczonego, 81-letniego biskupa wyprowadzono z budynku kurii już po raz trzeci, a potem w asyście ks. Szymeckiego wywieziono w nieznanym kierunku. Biskup Adamski mówił, że było to najbardziej bolesne wygnanie, bo dokonało się za sprawą kapłana.

O tym, jak długo trwał powrót biskupów i jak funkcjonowała diecezja kierowana przez prawowitych rządców, napiszę już w następnym numerze.

Felicja Pająk

[i] 7 marca 1953 r., dwa dni po śmierci Stalina, Katowice zmieniły nazwę na Stalinogród, która obowiązywała do 1956 r.

[ii] PAX to organizacja społeczno-polityczna powstała w 1947 roku, założona przez Bolesława Piaseckiego i innych działaczy przedwojennego Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga. Jej celem było zrzeszanie katolików współpracujących z władzami komunistycznymi w Polsce. Władze PRL próbowały za jej pomocą podporządkować sobie Kościół katolicki, m.in. poprzez wspieranie ruchu „księży-patriotów” oraz krytykę Episkopatu Polski

[iii] Na dachu katedry umieszczono pancerne płyty pochodzące z wraku hitlerowskiego okrętu „Gneisenau”, które miały służyć jako podstawa dla dźwigu montującego kopułę

[iv] Andrzej Grajewski, Wygnanie

[v] Tamże