Listopad 2023 9(132)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne
  • Słowo księdza proboszcza.. Jeszcze o cmentarzu… 
  • Prawdy katechizmowe.7 grzechów głównych
  • Pozwól działać Matyi…
  • Niepokalanów Ojca Maksymiliana. Cz.II
  • Korespondencja z Ekwadoru. Z życia na wsi
  • Chorwackie Lourdes
  • Wychowanie katolickie. Przygotowanie małego dziecka do uczestnictwa we Mszy Świętej
  • Słów kilka o pięknie
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
  • Wiadomości z Syberii. Listy o. Artura
  • Wiadomości szkolnej społeczności. Atrakcji nie brakuje…
  • Opowiadanie dla dzieci. Oczekiwanie
  • Wierzyć z dziećmi. Bliżej Pana Jezusa
  • Fotokronika parafialna
  • Ostatnia strona – zdjęcia z opustu parafialnego
Jeszcze o cmentarzu…

Mija listopad. To czas, zwłaszcza na początku miesiąca, kiedy liczniej odwiedzamy cmentarze i modlimy się za naszych zmarłych. W tym czasie pojawił się wpis na naszym parafialnym Facebooku, napisany przez jedną z naszych parafianek: Pamiętam, jak odwiedziłam ten cmentarz pierwszy raz. Nie mogłam uwierzyć, że cmentarz może być tak zadbany i piękny. To bardzo miłe słowa, ale dbanie o cmentarz to sprawa nas wszystkich.

Najpierw musimy ten cmentarz utrzymać. Od lutego bieżącego roku czterokrotnie wzrosły koszty wywozu śmieci z cmentarza. To comiesięczna, wysoka kwota plus powiększone wywozy w okresach świątecznych. Biorąc pod uwagę te koszty oraz inne związane z cmentarzem, żeby ten był rentowny, ofiara za rok rezerwacji powinna być dwukrotnie wyższa. Nie podwyższamy na razie tej kwoty, mimo że okoliczne parafie i zarząd cmentarzy komunalnych w naszym mieście tę stawkę podniósł znacząco. Na razie jakoś sobie radzimy. Ale nie wiemy, jak będzie dalej. Dlatego proszę o opłacanie na bieżąco rezerwacji za miejsca pochówku. Jeśli grób jest podwójny, opłata także jest podwójna. Przy okazji organizacji pogrzebu trzeba też mieć na uwadze, że z okazji pogrzebu można złożyć dowolną ofiarę, ale osobno trzeba opłacić rezerwację na najbliższe 20 lat, bo tak przewiduje ustawa państwowa. W przypadku naszego cmentarza jest to kwota 600 zł. Proszę także – w miarę możliwości – o segregowanie śmieci. Na cmentarzu jest to bardzo trudne, niełatwo nieraz oddzielić plastik czy szkło od wosku czy innego wypełniacza. Ale róbmy, co jest możliwe.

Administratorem cmentarza jest p. Michał Bziuk, który prowadzi własną działalność gospodarczą. Parafia nie płaci administratorowi żadnej wypłaty. Przychód pochodzi z tytułu wykopywania miejsc pochówku oraz innych prac. W związku z faktem, że pogrzebów u nas nie jest wiele, dla p. Michała nie jest to jedyna praca. Nie zawsze więc można spotkać go na cmentarzu. Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby parafia zatrudniła administratora, ale finansowo jest to nie do udźwignięcia. 

Parafia nie ma swojego parkingu przy cmentarzu. Granice działki wyznacza ogrodzenie cmentarza poza ścieżką przy ogrodzeniu od strony rzeki Kłodnicy, która to ścieżka także należy do parafii. Miejsca parkingowe należą do miasta. Działka po lewej stronie, patrząc na wejście na cmentarz, nie należy do parafii. Udało się nam uzyskać możliwość dodatkowych miejsc postojowych na działce po prawej stronie cmentarza, patrząc od wejścia. Bardzo dziękujemy właścicielowi tej działki za taką decyzję.

Przypominam także, że ubezpieczenie cmentarza nie obejmuje prywatnych nagrobków. Nagrobek jest prywatny i parafia nie ma możliwości ubezpieczania nie swojej własności. Jeśli ktoś chce zabezpieczyć nagrobek, ubezpieczyć musi we własnym zakresie. Nie ma też możliwości wycinki kolejnych drzew na cmentarzu. Wszyscy wiemy, że wycinanie drzew może nastąpić tylko i wyłącznie za zgodą uprawnionych organów i to z konkretnego powodu (choroba, uschnięcie, stwarzanie zagrożenia). Tak już jest stworzony świat, że liście lecą z drzew. Dbajmy wspólnie o nasz cmentarz.

ks. proboszcz Leszek Makówka

Z życia na wsi

Pozdrawiam z odległego kontynentu! Jest niedziela, 15 października, 30 stopni w cieniu. Wentylatory wystają z każdego kąta, upał daje się we znaki. Nadal jednak mamy porę suchą, do pory deszczowej brakuje około dwóch miesięcy. „Upał” jeszcze nadejdzie. 

Piszę do was, kiedy panie przy stoliku obok grają w popołudniowe bingo. Na bingo bowiem nigdy nie jest za ciepło. W Ameryce Południowej bingo przebija wszystko. Przy odrobinie szczęścia można wygrać mydło, papier toaletowy, a nawet świnkę, krówkę czy lodówkę w przypadku bingo milionario. Chyba jedynie miłość do piłki nożnej może się z uwielbianym bingo równać. 

Dzisiejsze rozgrywki zakończą się dosyć wcześnie. Gracze już za chwilę udadzą się do domu obok. Jest październik, miesiąc różańcowy. W Pueblo przez dwa miesiące w roku, maj i październik, różaniec odmawia się codziennie, ale nie w kościele, tylko w domach. Modlitwę prowadzą katechetki. Każda ma swoją „strefę”. Zaczyna się od domu leżącego najdalej i kończy się w swoim własnym. I tak, każdego dnia zainteresowani mieszkańcy spotykają się u kogoś innego, tam się modlą… i jedzą. Miłym zwyczajem gospodynie zawsze mają coś w zapasie. W najgorszym przypadku kawa i biszkopcik. Cokolwiek, ale przekąska, słona lub słodka, musi być. 

Wczoraj w Pueblo różaniec odmawiano popołudniem, ale i późnym wieczorem. O godzinie 21 rozpoczęło się velorio. Nazwa wywodzi się od czasownika velar, które znaczy tyle, co „towarzyszenie w nocy zmarłemu”. W ubiegłą środę zmarł mąż pani Olgi. Zgodnie ze zwyczajem jego bliscy, ale też sąsiedzi i znajomi pierwszą noc po jego śmierci spędzili, trwając przy nim, modląc się, rozmawiając. Niektórzy towarzyszyli mu do samego świtu. W takich okolicznościach ciało zmarłego zawsze wystawione zostaje na widok. Każdy może zobaczyć je poprzez szklane przykrycie trumny. Trumnę stawia się w salonie, w domu. Uczestnicy, ze względu na liczebność, często nie mieszczą się w środku, stąd krzesła czy ławki ustawiane są także przed drzwiami wejściowymi, na ulicy. 

Zważywszy na panujące tutaj upały, pogrzeb odbywa się zazwyczaj kolejnego dnia po śmierci. Kostnic nie ma, chyba że przy szpitalach. Po pogrzebie, przez 9 nocy z rzędu, chętni spotykają się wieczorami w domu zmarłego, odmawiają różaniec, śpiewają, i w ten sposób proszą Boga Ojca, by zabrał duszę swojego bliskiego do siebie. Velorio odprawia się też w każdą rocznicę śmierci zmarłego na podobnych zasadach. Zawsze w domu rodzinnym.

Zmieniając temat, dziś wybory, tutaj obowiązkowe. Ekwadorczycy wybierają nowego prezydenta republiki. W ten weekend todo el mundo viaja (cały świat podróżuje). Potwierdzenie udziału w wyborach w tym kraju jest równie ważne jak dowód osobisty, może nawet i ważniejsze. Szukasz pracy, zakładasz konto w banku, chcesz kredyt, kupujesz dom, załatwiasz sprawy urzędowe, ubiegasz się o wizę… o certificado de votación (certyfikat udziału w wyborach) pytają wszyscy. Nie masz – płacisz mandat. I to czasem całkiem spory. 

Dla jednych wybory to uciążliwy obowiązek, dla innych szansa na rodzinne spotkanie. Tego roku kolejna okazja nadejdzie już niebawem. Fieles, a dokładnie Fieles Difuntos, przypada 1-2 listopada. W te dni i my, w Polsce, modlimy się za swoich bliskich zmarłych. 

Na kilka dni przed świętami Ekwadorczycy zaczynają odświeżać groby swoich bliskich zmarłych. W tym czasie w pobliżu cmentarzy zawsze kręcą się młodzi ludzie z puszkami białej farby. W zależności od wielkości nagrobka, od części, która ma być pomalowana, czy tylko płyta nagrobna lub cała bóveda (nagrobek), płaci się mniej więcej od 3 do 10 dolarów. Nagrobki maluje się jedynie na kolor biały, czasem, kiedy malarz jest w stanie wykonać napis na nagrobku, umieszcza się również imiona i nazwiska zmarłego – 10 centów za literkę. 

1 listopada, we Wszystkich Świętych, ulica, która prowadzi do cmentarza, wypełni się stoiskami z jedzeniem, bibelotami. Sklepikarze będą oferować także świece. Tych w te dni zabraknąć nie może. Przez Pueblo w tym czasie przewinie się spore grono osób, tj. potencjalnych kupców. 2 listopada msza odbędzie się jak zawsze, wieczorem, na cmentarzu. Podczas Eucharystii párroco (proboszcz) wymieni wszystkich zmarłych zgłoszonych wcześniej przez bliskich. Możemy to porównać do wypełnianych przez nas zalecek. Po mszy, jak to na Ekwador przystało, chętni ruszą na tańce. Bailes odbędą się na boisku, po drugiej stronie rzeki. Tańce, śpiewy i hulańce. Zobaczymy, ilu chętnych się na tę okazję skusi…

I tak to już tutaj jest, sacrum miesza się z profanum. Świadomość obrządków już nie ta co kiedyś. Bo kiedyś było inaczej, co też potwierdzają starsi mieszkańcy miasteczka. Nikomu tańców w Zaduszki nie śniło się urządzać. No ale cóż. Zmiany, zmiany, zmiany… następują, nieodzownie, jedne wolniej, inne szybciej, w Ekwadorze, jak wszędzie, jak też i przecież w naszej, ciut chłodniejszej Polsce.

Na koniec jeszcze raz pozdrawiam serdecznie. Ślę do was gorące słońce! A nuż może choć kilka promieni więcej dotrze pod wskazany adres 😉

Dominika

17.10.2023 Akademia biblijna cz. 2

W trzeci wtorek października, po mszy św. wieczornej, dość liczna grupa parafian uczestniczyła w drugim spotkaniu Akademii Biblijnej. Poprzednie, wprowadzające, koncentrowało się na przekazaniu ogólnych informacji dotyczących Pisma Świętego, o czym pisałam w październikowym numerze gazetki. Teraz już mieliśmy podjąć rozważanie konkretnych tekstów biblijnych z Ewangelii św. Marka. Zanim jednak do tego doszło, ksiądz proboszcz dokonał wprowadzenia, z którego dowiedzieliśmy się, dlaczego w kanonie Pisma Świętego znalazły się tylko cztery Ewangelie, mimo że co jakiś czas tu i ówdzie pojawiają się informacje o istnieniu zakazanych przez Kościół innych sekretnych Ewangelii. Jednak Ewangelia jest tylko jedna. I jest to Ewangelia o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, spisana przez czterech świadków, jako odrębne dzieła tworzące barwny obraz osoby Jezusa Chrystusa i Jego nauki. Każdy z ewangelistów ukazuje działalność Jezusa z innej perspektywy, nie jako biografię Jezusa, lecz opowieść o wydarzeniu zbawczym, którego dokonał Syn Boży.

W dalszej kolejności otrzymaliśmy informacje o autorze najstarszej Ewangelii, adresatach, do których jest skierowana, oraz zawartej w niej głównej myśli teologicznej. Święty Marek spisywał to, co usłyszał od św. Piotra, bezpośredniego świadka opisywanych wydarzeń. Jego Ewangelia zaczyna się od słów: Początek Ewangelii [Dobrej Nowiny] o Jezusie Chrystusie Synu Bożym. Marek pomija całe dzieciństwo Mesjasza, rozpoczynając swoją relację od chrztu w Jordanie i krótkiego opisu działalności Jana Chrzciciela. Zwraca przede wszystkim uwagę na to, że Jezus jest człowiekiem, Mesjaszem i Synem Bożym. Wyraża tę myśl, posługując się różnymi określeniami jak Mesjasz czy Syn Boży. Cała działalność Chrystusa miała zmienić myślenie Żydów, że w oczekiwaniu na Mesjasza nie spodziewamy się wielkiego królestwa na ziemi, ale wyzwoliciela od zła, które nas osacza. Zapowiada to już Stary Testament, a Jezus to wypełnił. 

W zasadniczej części spotkania podejmowaliśmy rozważania perykop począwszy od opowiadania o Janie Chrzcicielu, który nad Jordanem chrzcił ludzi wodą, od którego również Jezus przyjął chrzest, po którym udał się na pustynię, by przez 40 dni pościć i w ten sposób przygotować się do wypełnienia Bożej woli, poprzez wydarzenia związane z uzdrowieniem trędowatego oraz paralityka, któremu Jezus najpierw odpuścił grzechy, co wzburzyło uczonych w Prawie, przez opowiadanie o powołaniu Mateusza i sytuacji związanej z łuskaniem kłosów w szabat, co faryzeusze zrównali ze żniwami i w ten sposób uznali to za przekroczenie jednego ze zwyczajowych przepisów, aż do powołania apostołów, którzy mieli podjąć misję Jezusa. Sposób, w jaki ksiądz opowiadał o tych wydarzeniach, ukazując ich kontekst historyczny, geograficzny i obyczajowy, porywał słuchaczy, pobudzał wyobraźnię i sprawił, że poczuliśmy się w centrum tych wydarzeń, a wynikające z nich prawdy głęboko zapadały w naszych umysłach. Oczami wyobraźni byliśmy w Ziemi Świętej, niejako dotykaliśmy miejsc, po których chodził Zbawiciel.

Bogactwo treści, którymi zostaliśmy obdarowani, jest tak wielkie, że nie sposób w tej krótkiej relacji wszystkiego zamieścić – gorąco zachęcam każdego, chcącego nie tylko poszerzyć swoją wiedzę, ale też zrozumieć przesłanie Ewangelii, by dołączył do nas, którzy już zostaliśmy „porwani” w górę. 

Aleksandra Trubic