MAJ 2023 5(128)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne – życzenia urodzinowe dla Księdza Proboszcza
  • Słowo Księdza Proboszcza. Wizytacja biskupa i co dalej?
  • Prawdy wiary. O grzechu pierworodnym
  • Bolesna Królowa Polski
  • Świadectwo. Maryja moją matką
  • Matka, Mamusia, Królowa
  • Na Dzień Matki do Bratysławy
  • Życie jest pielgrzymowaniem
  • Kilka pytań do… Gdy potrzebujesz pomocy…
  • Modernizm na Śląsku
  • Wierzyć z dziećmi. Wprowadzenie do modlitwy
  • Kalendarz wydarzeń parafialnych
    • Kiermasz dewocjonaliów
    • Wycieczka do Krakowa
    • Bierzmowanie – refleksja
  • Wiadomości z Syberii. Listy o. Artura
  • Statystyka – kwiecień/maj 2023
  • Wiadomości szkolnej społeczności. U nas jak zawsze – dzieje się sporo!
  • Czy wiesz, że…
  • Fotokronika parafialna

Wizytacja biskupa i co dalej?

Pod koniec kwietnia zakończyliśmy wizytację kanoniczną w naszej parafii, którą przeprowadzał ks. bp Grzegorz Olszowski. Wcześniej odwiedzili nas wizytatorzy kontrolujący parafię w różnych przestrzeniach. Najpierw możemy się pochwalić. Wizytacja odbyła się w bardzo miłej atmosferze. Biskup spotkał się z nauczycielami oraz katechetami, księżmi posługującymi w naszym dekanacie, członkami grup parafialnych dla dorosłych, młodzieżą, chorymi, członkami grup parafialnych dla dzieci, Radą Duszpasterską i Ekonomiczną, nadzwyczajnymi szafarzami komunii św., pracownikami parafii. Wygłaszał homilie, udzielił sakramentu bierzmowania, błogosławił dzieci i rodziny. Parafia – Bogu niech będą dzięki – działa całkiem dobrze. Mamy bardzo wysokie dominicantes, czyli procent wiernych uczęszczających na niedzielne eucharystie. Podczas liczenia w Niedzielę Miłosierdzia doliczyliśmy się prawie 45% wiernych. To bardzo dużo na obecne czasy, w okolicznych parafiach procent ten wynosi ok. 20. Działają u nas liczebnie całkiem duże grupy dziecięce i młodzieżowe, mamy też kilka wspólnot osób dorosłych. Podejmujemy również różne akcje duszpasterskie i integracyjne. Bardzo wysoką notę uzyskały obie panie katechetki, Anna Jarczyk i Bogumiła Wasiek, które były wizytowane podczas przeprowadzania lekcji katechezy. Bardzo wysoko została również oceniona nasza organistka, Monika Saternus, której granie oraz śpiew bardzo wysoko ocenił prof. Julian Gembalski.

Jakie wnioski i jakie zalecenia otrzymaliśmy po wizytacji? W ramach kontroli życia duszpasterskiego zachęcono nas, aby powołać (najpierw wykształcić) powiernika rodzin. Bardzo spodobał się nasz pomysł na interaktywny panel, w którym mogą wpisywać się osoby, chcące czytać albo śpiewać psalm podczas mszy św. Wskazano jednak na potrzebę wykształcenia większej liczby kantorów. Oczywiście kontrola wykazała konieczność konserwacji (z dużą częścią rekonstrukcji) naszych organów. Organy są wpisane do rejestru zabytków i musimy je naprawić. Zostawiamy tę bardzo kosztowną renowację na czas, kiedy zakończymy główne prace remontowe w naszym kościele (nowe tynki wewnętrzne i malowanie, montaż nowej posadzki w nawie kościoła, nowe umeblowanie zakrystii). Podczas kontroli stanu technicznego naszych budynków zalecono nam drobne prace naprawcze, czyszczące czy zabezpieczające. Bardzo dobrze został oceniony stan zadbania naszego parafialnego cmentarza.

Nie wiemy, kiedy będzie kolejna wizytacja. Powinna być za 5 lat, ale poprzednio czekaliśmy 11. Nie znaczy to, że możemy teraz pogrążyć się w letargu i nic nie robić. Wprost przeciwnie. Celem wizytacji nie jest tylko kontrola, ale udzielenie podpowiedzi, jak możemy nasze życie duszpasterskie jeszcze bardziej rozwijać. I to właśnie przed nami!

ks. proboszcz Leszek Makówka

Życie jest pielgrzymowaniem

To ciągłe zamieszanie może zmęczyć… Praca, szkoła, obowiązki rodzinne i domowe. Informacje docierające do nas każdego dnia, to o toczącej się wojnie na Ukrainie, to o rosnącej inflacji, kryzysach gospodarczych. Osobiste przykre doświadczenia, choroby, straty bliskich, kłopoty i nieporozumienia zawodowe. Ciągłe poczucie, że można coś zrobić lepiej czy szybciej i więcej. Porównywanie siebie z modelami kreowanymi w telewizji, na Facebooku czy Instagramie. Kiedy piszę te słowa, trudno wyobrazić mi sobie osobę, której w jakimś stopniu te tematy nie dotyczą i równocześnie też nie dotykają. Wydaje się, że na głowie każdego z nas, bez względu na to czy jest się uczniem, studentem, osobą pracującą, matką, ojcem, księdzem, emerytem czy singlem, spoczywa wiele trosk i zmartwień, takich niby zwyczajnych, bo przecież dotyczących dnia codziennego, a jednak jak gdyby niezwyczajnych, bo istotnie zmieniających coś w nas. Po dłuższym czasie może narastać zmęczenie tymi wieloma trudnymi sprawami, które zaczyna przykrywać sens i radość życia, zaczyna nas przytłaczać, odbierać siły i sprawczość.

Równocześnie jestem głęboko przekonana, że nie jest to sytuacja bez wyjścia, kozi róg, w który zostało się zapędzonym przez wymagania bieżących czasów i sugerowanych standardów życia. Każdy z nas jest inny, inaczej odbiera i przeżywa świat, inaczej mierzy się ze swoją codziennością. Jednak jest pewien aspekt, pod względem którego się nie różnimy; każdy z nas potrzebuje chwili refleksji, zatrzymania i złapania oddechu. Jeśli czujesz, że zaczynasz łapać zadyszkę codziennymi sprawami albo też potrzebujesz odpoczynku i momentu wytchnienia, odmiany, czasu, kiedy rytm dnia wyznaczają modlitwa i droga, może dasz się zaprosić na tegoroczną 44. Halembską Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę? To czas, kiedy zdecydowanie można wziąć głęboki oddech. I nie chodzi mi tutaj tylko o ten fizyczny (chociaż przyspieszone bicie serca i szybszy oddech podczas marszu, kiedy wspinamy się na Jasną Górę, może się pojawić), ale przede wszystkim o ten wewnętrzny, duchowy, odżywczy oddech wynikający ze spotkania z Bogiem. Odbywa się ono na wiele sposobów: podczas Eucharystii, rozważań Słowa Bożego, konferencji, na modlitwie indywidualnej, podczas spotkania z drugim człowiekiem w czasie marszu, na postojach i noclegach. Czy nie ma w tym odrobiny pocieszenia, kiedy wiesz, że nie jesteś sam(a), że trud pielgrzymowania dzielimy wspólnie z innymi? 

Vita peregrinatio estżycie jest pielgrzymowaniem. Raczej nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, żeby dostrzec słuszność tej metafory, ale żeby poczuć jej sens i głębię, warto przeżyć pielgrzymkę osobiście. To zawsze okazja, by się ożywić i odżywić, wziąć coś dla siebie, tak na dłużej, na te różne codzienne zmagania, coś, co sprawi, że będzie ci łatwiej iść, bo poznasz już tę namiastkę uczucia szczęścia, kiedy trud drogi się kończy i jesteś w domu (póki co tym halembskim, choć ostatecznie to nie on jest naszym celem). 

Wyruszamy 21 sierpnia 2023 roku. Jeśli się zastanawiasz, masz wątpliwości, obawy, to zapraszamy do śledzenia naszego profilu na Facebooku (www.facebook.com/halembskapielgrzymka), gdzie z pewnością znajdziesz odpowiedzi na wiele nurtujących pytań i będziesz mieć okazję, przeglądając galerię zdjęć czy filmy z ubiegłych pielgrzymek, zobaczyć mniej więcej, jak to wszystko wygląda, a równocześnie zamieszczane są tam wszystkie bieżące informacje dotyczące zbliżającej się już wielkimi krokami 44. halembskiej pielgrzymki, na którą z całego serca cię zapraszamy.

Monika Biernat

Wprowadzenie do modlitwy

W poprzednim numerze naszego czasopisma przeczytaliśmy pierwszy z tekstów poświęconych katolickiemu wychowaniu dzieci. Dzisiaj zatrzymamy się na zagadnieniu wychowania do modlitwy. Jest takie powiedzenie: pokaż mi, jak się modlisz, a powiem ci, jak wierzysz. I na odwrót – jaka wiara, taka modlitwa. Dynamiczne rzeczywistości związane ze sobą i wzajemnie się warunkujące.

Przed 20 laty przeprowadziłam wśród młodzieży gimnazjalnej z terenów naszego miasta ankietę na temat modlitwy. Wówczas byli to bardzo młodzi ludzie, 15-, 16-letni. Obraz, jaki rysował się po analizie odpowiedzi, nie napawał optymizmem – młodzież, która praktykowała regularną modlitwę, była w mniejszości, zaś spośród modlących się wielu pozostawało na etapie modlitwy formalnej, będącej raczej spełnieniem obowiązku niż nawiązywaniem relacji. Byli i tacy, którzy zarzucili modlitwę, ponieważ nie zostali wysłuchani, ich szczere prośby pozostawały bez odpowiedzi.

I rysuje się problem – fałszywy obraz Boga, od którego oczekuje się, by był na naszych usługach, by spełniał prośby, zaspokoił najróżniejsze potrzeby. Modlitwa i obraz Boga, jaki w sobie nosimy – kolejna współzależność. Jaki jest Bóg, w którego wierzę – czy jest to Bóg Biblii, Bóg objawiony przez Jezusa Chrystusa, czy też Bóg naszych wyobrażeń? Wspomniałam o przeprowadzonej ankiecie, bo ówczesna młodzież to dziś matki i ojcowie, którzy, zawierając sakramentalny związek, zobowiązali się do katolickiego wychowania swoich dzieci. W słowach Pana Jezusa: Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami /J 15,7-8/, zawarte jest wezwanie do poznawania prawdziwego Boga objawionego w Jezusie Chrystusie, do trwania w Nim, do pozwolenia Duchowi Świętemu, by działał i uwielbiał w nas Boga. To zadanie dla obojga rodziców. Bez takiego zaplecza nie wychowamy dzieci do życia modlitwy.

Kiedy pytamy o modlitwę, próbujemy zrozumieć, czym tak naprawdę jest, zderzamy się z wyuczonymi definicjami, z biblijnymi cytatami, szukamy zrozumienia, konfrontując się z doświadczeniami mistrzów modlitwy. Z czasem odkrywamy, że tak po prostu – modlitwą jest życie w obecności Boga. Ilekroć pomyślimy o Bogu, już się modlimy. Tę prawdę chciałabym podkreślić.

Zanim zaczniemy uczyć dzieci formuł modlitewnych, budujmy relację dziecka z Bogiem, a to możliwe jest od najwcześniejszych momentów jego życia, tworząc otaczającą dziecko przestrzeń, w której nie brakuje religijnych symboli, w której znajdzie się kącik specjalnie przeznaczony na modlitwę. Gdy wieczorem rodzice klękają przy łóżeczku dziecka, podejmując wspólną modlitwę, gdy wspólnie świętują, gdy prowadzą rączkę dziecka, ucząc znaku krzyża – to już jest modlitwa [1], ponieważ uczy trwania w Bogu.

Kiedy dziecko jest już na tyle dojrzałe, że potrafi formułować myśli, niech modlitwa idzie za jego rozwojem. Trzeba znaleźć czas, by towarzyszyć mu w spotkaniu z Bogiem, wykorzystać naturalną dla dziecka skłonność do refleksji, prostymi słowami uwielbić Boga, dziękować za dobro, którego doświadczyło, przeprosić za to, co nie było dobre, wreszcie też prosić. Teraz można rozmawiać z dzieckiem w sposób dla niego zrozumiały o tym, co najważniejsze, co jest sensem życia. Gdy przyjdzie dogodny moment na uczenie formuł modlitewnych, mądrze je dobierać tak, by właściwie kształtować relacje dziecka do Boga. Przykładem niech będzie modlitwa Aniele Boży… Jest w niej i prośba o obronę przed złem, a jednocześnie wyraźnie ukazany cel życia i modlitwy, którym jest osiągnięcie życia wiecznego z Bogiem – i doprowadź mnie do żywota wiecznego. Sprawy doczesne, jak dobre zdrowie, zabezpieczenie materialne itp. są środkiem do celu. Jeśli więc spodziewamy się nadprzyrodzonej pomocy, to przede wszystkim w tym, byśmy trwali w Chrystusie i uniknęli zła największego, którym jest grzech śmiertelny. Niech wszystkie sprawy doczesne podporządkowane będą temu, co duchowe.

Trzeba też ustrzec się infantylizowania modlitwy oraz wszystkiego, co wiąże się z wiarą. Bardzo popularne „dziecięce” modlitwy, jak choćby taka: Do Ciebie, Boże, rączki podnoszę, o zdrowie dla mamy i taty proszę. I proszę także, niech mnie od złego na każdym kroku aniołki strzegą, często koncentrują dziecko na sobie, utrwalając roszczeniowe podejście do modlitwy. A przecież pierwszym jej celem jest uwielbienie Boga, który jest samym dobrem, który pragnie dobra dla człowieka.

Wdrażanie do życia modlitwy to również uczenie dyscypliny wewnętrznej i zewnętrznej – zaczynać i kończyć dzień modlitwą, wprowadzać modlitwę przed posiłkiem i po nim, określić właściwie dla rozwoju dziecka czas modlitwy i prowadzić do regularnego wytrwania w niej, uczyć prawidłowego i pełnego szacunku przyjmowania postawy i wykonywania gestów związanych z modlitwą, dbać o atmosferę wyciszenia, pamiętając o tym, by nie wprowadzać przymusu, raczej tak przygotować modlitwę, by angażowała całą dziecięcą aktywność. Może to być śpiew z pokazywaniem, rozmowa z dzieckiem na temat obrazków przedstawiających sceny biblijne, wszystkiemu zaś niech towarzyszy zapalona świeca, wyeksponowany obrazek Pana Jezusa, Matki Bożej lub innych świętych, co może prowokować pytania dziecka, a będzie to już modlitwa. Troszczyć się należy i o to, by angażując emocje dziecka, nie zatrzymywać się na nich – ważne, by każde nasze działanie było racjonalne, opierało się na pogłębionej wiedzy religijnej, bo wiara bez rozumu jest jej karykaturą. Dziecko uczy się przez naśladowanie, nie może zatem zabraknąć modlitwy obojga rodziców prowadzonej w jego obecności, nawet gdy jeszcze nie potrafi się w nią włączyć, a często nawet towarzyszy przeszkadzając –„nasiąka” mimowolnie i przejmuje ich postawy. To wszystko wymaga od rodziców pełnego zaangażowania, często poświęcenia, ale owoce, jakie przynosi, są nie do przecenienia.

Ta krótka refleksja nie wyczerpuje tematu, jest jedynie próbą zasygnalizowania problemu – serdecznie zachęcam do poszukiwania sposobów własnego rozwoju religijnego, co na pewno przełoży się na właściwe wychowanie dzieci. Polecam literaturę pomocną w zrozumieniu, czym jest wychowanie religijne, jak je realizować [2].

Felicja Pająk

 

[1] Pomocą w tworzeniu takiej atmosfery jest Rytuał Rodzinny ks. Józefa Wysockiego, dostępny w księgarniach katolickich, ale również udostępniany w formacie PDF do pobrania ze stron internetowych.

[2] Elżbieta Wójcik, O wychowaniu dzieci i młodzieży; ks. Marek Dziewiecki, Kochać i wymagać; Katarzyna Olbrycht, Zarys systemu wychowania Urszuli Ledóchowskiej.