MAJ 2022 5(118)

W numerze:

Wybory do Parafialnej Rady Duszpasterskiej

Niebawem czekają nas wybory do Parafialnej Rady Duszpasterskiej. To obok Rady Ekonomicznej najważniejszy podmiot odpowiedzialny za życie parafii. O ile ta druga ma za zadanie czuwać nad sprawami gospodarczymi parafii, pierwsza skupia się na życiu duszpasterskim. Ale nie chodzi tylko o doradzanie. Raczej o wspólne zastanawianie się, jak prowadzić życie religijne. Ważne jest więc dostrzeganie potrzeb, zastanawianie się, jak im zaradzić, co możliwe jest w naszej parafii, czyli inaczej, co da się zrobić, jak i przy pomocy kogo. A w końcu podejmowanie konkretnych działań, odpowiedzialność za nie. Rada to nie tylko radzenie. Stąd osoby, które mają ją tworzyć, powinny być nie tylko praktykującymi parafianami o dobrej sylwetce moralnej, ale również dyspozycyjne, gotowe do działania, reagujące na potrzeby. Dlatego każdy, kto chciałby w pracach rady uczestniczyć, powinien sobie z tego zdawać sprawę. Kadencja rady trwa 5 lat. Obecnie żegnamy skład rady powołany do życia w czerwcu 2017 roku, dziękując im za pięcioletnią pracę. Niestety w okresie mojego bycia proboszczem rada działała z przerwami, ponieważ na ten czas nałożyła się pandemia i liczne okresy lockdownów ograniczające normalne funkcjonowanie. Miejmy nadzieję, że w nowej kadencji rada będzie działać swobodnie. W skład rady wchodzą przedstawiciele trzech grup. Pierwsza z nich to członkowie z urzędu, czyli sprawujący stale konkretne zadania w parafii. Zalicza się do nich proboszcz, który automatycznie staje się przewodniczącym, przedstawiciele kościelnych, organistów, katechetów. Do tej grupy wliczam również nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii, mimo że w statucie są oni umieszczeni w grupie drugiej – osób działających w obrębie grup i stowarzyszeń kościelnych. Szafarze nie są grupą parafialną, do której każdy może przystąpić. Są mężczyznami wybranymi przez proboszcza, przechodzącymi specjalną formację, w końcu ustanowieni przez biskupa. Stąd szafarzy wliczam do osób w radzie powołanych z urzędu. W kolejnej kadencji naszej rady będą to: Marcin Buballa – szafarz, Leon Fojt – kościelny, Anna Jarczyk – katechetka, Monika Saternus – organistka. Druga grupa rady to osoby z nominacji proboszcza, zaangażowane w życie parafialne często na poziomie grup czy stowarzyszeń kościelnych, chodzi także o przedstawicieli młodzieży. Statut jest dość niejasny w stosunku do tej grupy. Najpierw mówi konkretnie o wskazaniu ich przez proboszcza, w dalszej części o wyłonieniu ich z poszczególnych grup, nie mówiąc o tym, kto te grupy najpierw powinien wyłonić. Trzymając się tego, co w statucie wpisane jest najpierw, do rady na nową kadencję nominuję: Katarzynę Borys, Bożenę Hammer, Kazimierza Myszura, Mateusza Słupika. Ostatnią grupę składu rady tworzą osoby wybrane wprost przez parafian, a wcześniej zgłoszone do kandydowania. Nie może być ich mniej od nominowanych przez proboszcza. Listę kandydatów ogłosimy w niedzielę 5 czerwca, spośród nich wybierzemy cztery osoby w niedzielę 12 czerwca. A tydzień później ogłosimy skład Rady Duszpasterskiej naszej parafii na następne pięć lat. I jeszcze jedna uwaga. Osoby mogą zasiadać w radzie tylko przez dwie kadencje. Co więc z osobami, które może zasiądą po raz trzeci? Odpowiadam: całe nasze prawo diecezjalne zostało powtórnie skodyfikowane podczas II synodu naszej archidiecezji. Zebrane w całość prawo diecezjalne (w tym statuty rad parafialnych) zostały na nowo ogłoszone w 2017 roku. Dlatego jeśli ktoś uczestniczył w pracach rady kadencji, która się kończy, liczy ją jako pierwszą, a rozpoczynającą teraz działalność jako drugą.

ks. proboszcz Leszek Makówka

W czasie czytania ostatniego numeru „Znaku Krzyża”, zatrzymałem się na fotokronice życia parafialnego, na małym zdjęciu leżącej w zakrystii podkładki pod intencjami i komentarzu do niego. Ksiądz rekolekcjonista rozpoznał w tej podkładce zabytkowy przedmiot, który służył do nauki pisania alfabetem Braille’a. Jestem właścicielem tej „deseczki”. Ta tabliczka towarzyszyła mi przez całe kapłańskie życie. Tak samo inne narzędzia do pisania brajlem. Dzisiejsza technika poszła bardzo do przodu, do pisania brajlem szeroko stosuje się maszyny. Wśród nich najlepszą wydaje się amerykańska maszyna Perkins. Zanim jednak uczeń /niewidomy/ zacznie pisać na maszynie, musi opanować pisanie „ręczne” na specjalnej tabliczce /zdjęcie/, która składa się z dwóch części – górna ma obok siebie położone prostokąty wielkości „sześciopunktu brajlowskiego”, a dolna wklęsłe zagłębienia sześciopunktu. Kiedy pomiędzy obie te części włoży się specjalny papier /grubszy/, wtedy dłutkiem wkłuwa się w każdym prostokącie układ litery brajlowskiej i po wyjęciu kartki i jej odwróceniu można czytać dotykiem wypukłe litery tworzące tekst. Nie jest to łatwe, bo pisze się od prawej do lewej, by po wyjęciu kartki i jej odwróceniu można czytać wypukłe litery normalnie od lewej do prawej. Maszyna brajlowska jest wielkim udogodnieniem, bo tekst jest sześcioma klawiszami pisany od razu, wypukło-igiełki maszyny wykłuwają litery od dołu papieru od razu do czytania. Są też specjalne tabliczki do nauki matematyki, pisemnych działań, tzw. kubarytmy. Niewidomy może też rysować np. figury geometryczne, jakieś kształty. Do tego służą specjalna rysownica i specjalna folia. To właśnie ona jest w zakrystii. Wydaje się to trudne, więc warto zajrzeć pod tym kątem w Google. Wracam do pierwszego wrażenia, jakie zrobiło na mnie oglądane zdjęcie i tekst w „Znaku Krzyża”. Przywołało wspomnienia z przeszłości. Zacznę od tego, że trochę wakacyjnego czasu w czasie studiów w Krakowie i po święceniach spędzałem w Laskach pod Warszawą, w znanym zakładzie dla niewidomych, gdzie była i jest do dziś szkoła dla dzieci i młodzieży niewidomej. Znamy to miejsce z ostatnich wydarzeń w polskim Kościele, jakim była beatyfikacja siostry Róży Czackiej, założycielki Lasek, i beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego, bardzo związanego z Laskami, szczególnie w czasie wojny. Jednym z wydarzeń, które tam przeżywałem, był pobyt młodzieży z dawnego NRD, która zrzeszona w Dziele Znak Pokuty /Action Suhnezeichen/ angażowała się w wiele prac w Polsce, m.in. w Laskach. Trudno nie wspomnieć s. Rafaeli od Maryi Matki Kościoła /zdjęcie/, życzliwa, pracowita, oddana tej młodzieży. Wyjechała do Rwandy, wybudowała tam szkołę dla dzieci niewidomych, wiele innych dzieł powstało za jej przyczyną. 60 lat przeżyła w zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, zginęła w wypadku samochodowym mając 82 lata, pochowana została w Kigali /Rwanda/ 24 czerwca 2016 r. Wspomnę jeszcze o moich pobytach w Warszawie na ul. Piwnej. Jest tam macierzysty dom sióstr z Lasek. Trudno zapomnieć rozmowy np. z siostrą Elią czy ks. prof. Dembowskim, późniejszym biskupem we Włocławku, wtedy proboszczem kościoła św. Marcina. Ciągle żywa jest we mnie pamięć dnia, w którym młodzież niewidząca wręczyła mi narzędzia do swojej edukacji /metalowa tabliczka na zdjęciu/. Zachowuję wiele listów pisanych do mnie brajlem, gdy już nie mogłem tak często bywać w Laskach, szczególnie od tych, którzy po opuszczeniu Lasek układali sobie życie. Takie jest tło tego niby mało znaczącego wydarzenia w zakrystii kłodnickiego kościoła. Jestem pełen podziwu dla znajomości tematu przez ks. rekolekcjonistę. Dziękuję ks. proboszczowi i służbie w kłodnickim kościele, którzy zadbali o trwanie tej „małej deseczki” pod intencjami, w miejscu, w którym kiedyś ją położyłem. Dla mnie to wiele znaczy dziś, gdy odkryto jej tajemnicę i związane z nią moje wspomnienia. Bóg zapłać!

ks. Henryk Jersz – emeryt

Nasi parafianie przynależą do różnych grup i stowarzyszeń. Niektóre stowarzyszenia działają poza parafią, natomiast są i takie, które są dedykowane mieszkańcom Kłodnicy i Starej Kuźnicy. „Kłodnica na pendzyji” to lokalna alternatywa dla osób chcących korzystać z życia w kwiecie wieku, czyli na emeryturze. Nie tylko kawa i kołocz, ale również wyjazdy do teatru, muzeum, spotkania w kłodnickiej filii biblioteki miejskiej – to wszystko oferuje grupa kłodnickich „pendzjonistów”. Czym konkretnie grupa się zajmuje, zapytałem przewodniczącą, panią Mirosławę Żmij.

Skąd pomysł na zawiązanie grupy?

Początkowo niektórzy nasi emeryci stowarzyszeni byli w Kole Emerytów i Rencistów NSZZ „Solidarność” w Katowicach. Po nagłej śmierci przewodniczącego nad Kołem zawisła groźba zamknięcia. Pojawiła się wtedy propozycja dalszego poprowadzenia Koła przeze mnie: „Bo jak nie ty, to Koła nie będzie”. Decyzja niejako wymuszona zmotywowała mnie do dalszego prowadzenia grupy jeszcze jako „Solidarność”. Tułaliśmy się po różnych miejscach i było wiele spraw do wyprostowania po śmierci poprzednika. Nasze drogi z „Solidarnością” rozeszły się w chwili, kiedy to my potrzebowaliśmy wsparcia i pomocy prawnej. W grupach z rozbudowaną strukturą tak to często bywa. Kiedy nie dostaliśmy tego, na co liczyliśmy, nasze drogi się rozeszły i od tego czasu jesteśmy „Kłodnicą na pendzyji”.

Jesteście konkurencją dla Koła Emerytów i Rencistów?

I tak, i nie. Nasza grupa istnieje od pięciu lat. Osoby należące do nas mogą jednocześnie należeć do innych związków bądź stowarzyszeń. My się raczej uzupełniamy, choć nasza forma działalności może okazać się konkurencyjna dla Kół Emerytów. To po nas grupa cukrzyków i Koło Emerytów zaczęły stawiać na wyjazdy do muzeów.

Czym „Kłodnica na pendzyji” przyciąga emerytów?

W związku z tym, że mamy dość sporo wolnego czasu, organizujemy wycieczki, spotkania, wyjazdy do teatru, wspólne kawy, urodziny, dyskusje i spotkania opłatkowe. Raz w miesiącu spotykamy się stacjonarnie. Jednak widzimy się częściej podczas wspólnych aktywności. Udało nam się zwiedzić w ostatnich miesiącach Muzeum Powstań Śląskich, Muzeum Śląskie czy Park Kościuszki z wierzą spadochronową. Niektóre wyjazdy należą już do tradycji naszej grupy. W styczniu udajemy się do Panewnik. Tam zamawiamy mszę świętą, potem jest kawa i wspólne śpiewanie kolęd. W tym roku śpiewaliśmy po śląsku. W maju z kolei udajemy się na mszę świętą do Piekar Śląskich, pijemy pyszną kawę w kawiarence i odmawiamy wspólnie różaniec, spacerując po dróżkach kalwarii piekarskiej. Zapraszamy także do siebie gości, np. „Teatr na 5” ze swoją sztuką „Biuro matrymonialne”, pana J. Osmendę – Radnego Rady Seniorów, który jest świetnym grajkiem na cyji. Odbyła się wizyta pracowników i pensjonariuszy DPS św. Józefa w Kochłowicach czy Klubu AS z Bykowiny. Podczas Dnia Kobiet mieliśmy spotkanie z kosmetyczką.

Czy panowie w waszej grupie także chętnie uczestniczą w tych wszystkich wymienionych wydarzeniach?

Panowie uczestniczą, bo najczęściej są jako osoby towarzyszące dla swoich żon. Bardzo bym chciała, żeby mężczyźni również dołączyli do naszej grupy, bo obecnie jest ich niewielu, a nasza oferta jest na tyle ciekawa i szeroka, że panowie też znajdą u nas coś dla siebie.

Czy „Kłodnica na pendzyji” ma jakąś strukturę, statut, składki?

Nasza grupa nie ma statutu. Sami i wspólnie ustalamy program, terminy naszych spotkań oraz wysokość składek. Wszystko opłacamy same. Na propozycję przejścia do Emerytów do Kochłowic lub Halemby członkinie nie wyraziły zgody. Chcą należeć i być związane z Kłodnicą. Z salki parafialnej i fary korzystamy tylko w okresie jesienno-zimowym. Przy okazji bardzo dziękujemy panu Gałuszce za bezpłatne korzystanie z salki w bibliotece, a naszemu farorzowi, ks. Makówce za udostępnienie salki parafialnej. Cieszy nas, że nasze członkinie są także z Mysłowic, Bykowiny, Kochłowic i Wirku. Przez wszystkie lata miałam poparcie uczestniczek. Jeśli chodzi o strukturę, to mamy przewodniczącą, skarbnika i rewidenta. Jesteśmy obecni na Facebooku pod nazwą „Klodnica na pendzyji”. Tam można nas obserwować i zapoznać się z ofertą oraz działalnością. Jestem dostępna także pod numerem telefonu: 662 283 378. Dziękuję za rozmowę.

Marcin Buballa