STYCZEŃ 2022 1(114)

W numerze:

  • Wydarzenia parafialne – fotorelacja
  • Słowo Ks. Proboszcza. …To wszystko dzięki Wam!
  • Statystyka duszpasterska za rok 2021
  • Skrzynka Proboszcza
  • Zrozumieć modlitwę. Przyjdź królestwo Twoje
  • Objawienia Maryi. Gietrzwałd
  • Kilka pytań do… O cudzie narodzin i naprotechnologii
  • „Kochaj mnie mimo wszystko”
  • Finał adwentowej akcji charytatywnej
  • Śląsk kontra Zagłębie
  • Listy o. Artura. Wiadomości z Syberii
  • Wędrówki po Polsce. Podkarpacie
  • Grupy parafialne prezentują. Narada Aniołów, jasełka ODB
  • Statystyka – grudzień2021/styczeń 2022
  • Wiadomości szkolnej społeczności. Świat4czno-zimowy nastrój
  • Czy wiesz, że…
  • Fotokronika parafialna
…to wszystko dzięki Wam!

Miniony 2021 rok jako kolejny nie należał do najłatwiejszych. Drugi rok epidemii, kościoły otwarte, ale aż do maja z dużymi ograniczeniami liczby wiernych. W najtrudniejszych okresach we wnętrzu kościoła mogło jednocześnie przebywać tylko 19 osób. Mimo wszystkich trudności jako parafia jesteśmy i działamy. Według jesiennego liczenia wiernych jest nas więcej na mszach św. aniżeli dwa lata wcześniej. Więcej osób przyjmuje komunię św. Nasze grupy parafialne mają się całkiem dobrze. Ministrantów mamy więcej niż przed epidemią, wiele dzieci uczestniczy w spotkaniach Oazy Dzieci Bożych. Powstała druga grupa dla naszej młodzieży, oprócz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży od tego roku mamy także oazę młodzieżową. Cały czas działają nasze wspólnoty osób dorosłych. Realizujemy nowe pomysły i akcje duszpasterskie, jak chociażby „kawa u farorza” czy wydarzenie św. Marcina. Wykonaliśmy też wiele remontów i inwestycji. Warto wymienić najważniejsze: dokończenie prac przy instalacji gazowej na probostwie, Remont salki ministrantów i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży wraz z nowym wyposażeniem, remont dolnego poziomu domu parafialnego dla naszej oazy wraz z wyposażeniem, nowa strona internetowa parafii, program komputerowy cmentarz, nowy daszek nad wejściem do kościoła, ławki przy kościele, wzmocnienie więźby i konstrukcji wewnątrz wieży kościoła, usunięcie starej izolacji ze strychu kościoła, wycinka i nasadzenie nowych drzew. Na wszystkie remonty i inwestycje wydaliśmy 67,5 tys., na przyszłe remont zaoszczędziliśmy 200 tys. Wszystkim chciałbym podziękować za wsparcie finansowe, bo to wszystko dzięki Wam!

Przed nami nowy rok. Mamy nowe plany duszpasterskie, jak przeprowadzenie kursów ewangelizacyjnych oraz Seminarium Odnowy Wiary. Kiedy będzie to możliwe? Jest to uzależnione od warunków sanitarnych związanych z epidemią. W sprawach materialnych z pewnością zajmiemy się miejscami parkingowymi oraz przygotowaniami do instalacji nowego ogrzewania w kościele. Na pewno będzie to poprzedzone powstaniem farmy fotowoltaicznej oraz zrobieniem nowej instalacji na strychu kościoła. Jak dotychczasowe życie pokazuje – damy radę!

ksiądz proboszcz Leszek Makówka

„Kochaj mnie mimo wszystko”, czyli o Bogu od niespełniania życzeń, który daje ci 14 dzieci naraz

Jak to się u nos na Ślonsku godo: „człowiek myśli, Pan Bóg kryśli” i nie zdarzyło mi się jeszcze by to, co „skreślił” w moich ludzkich planach, jakkolwiek okazało się nie być absolutną petardą. Jego plan ukazuje całkiem inną perspektywę następujących po sobie wydarzeń aniżeli sobie wymyśliłam, lecz nie ukrywam, mimo że nierzadko są jak papier ścierny, to wiadomo, ten jest potrzebny szorstkim powierzchniom do ich wygładzenia. Początkowo było to tak po prostu, po ludzku nieprzyjemne, ale efekty wraz z upływającym czasem przynoszą zachwyt. 

Jak to jest, że modlisz się o jedno, a otrzymujesz coś zupełnie innego? Jaki jest ten twój Bóg? Nierzadko zadawano mi takie pytania – jak można nadal ufać takiemu Bogu, skoro nie wysłuchał moich modlitw i totalnie pozmieniał moje plany? To banalnie proste, że mój Bóg nie jest magiczną wróżką spełniającą życzenia – odpowiadam z uśmiechem na ustach. Wszystko dzieje się po coś, ale żeby to zrozumieć, trzeba dojrzeć, tak po chrześcijańsku dojrzeć. Właśnie dla tej dojrzałości chrześcijańskiej potrzebny jest ów „papier ścierny”. Pan Jezus wyraźnie mówi, że ten, który prosi, ten otrzymuje (Łk 11, 9-10), ale dopiero św. Jan uzupełnia wyraźnie te słowa, twierdząc, że „ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą” (1J 5,14). Czyż nie modlimy się przecież codziennie z pełnym zaufaniem: „bądź wola Twoja”? Prawdziwym i dojrzałym owocem modlitwy jest przede wszystkim powolne, nierzadko bolesne dojrzewanie do przyjmowania woli Boga, jakie w nas następuje. Przebywając z prawdziwą miłością Boga, trwając mimo cierpienia w tym absolutnym zaufaniu człowiek potrafi popatrzeć na to wszystko, co się dzieje, coraz mniej z perspektywy egoistycznego „ja”, a coraz więcej z perspektywy bezinteresownej miłości. Miłości, którą przesiąka z dnia na dzień w coraz większej ilości i ani się spostrzeże a dzieli się nią w tak naturalny sposób, jakby wyłącznie kierował się przykazaniem pokochania bliźniego swego. 

Nie mogłam lepiej uświadomić sobie, w jaki sposób Bóg działa w moim życiu, jak w momencie osobistego spotkania w zgromadzeniu sióstr św. Jadwigi z ówczesną dyrektor – siostrą Cecylią, mgr Joanną Piechaczek. Czasami człowiek od razu czuje, że znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, jeden uśmiech, jedno spojrzenie i już wiedziałam, iż właśnie tutaj Szef mnie kierował.

Jak to się dzieje? W odpowiedzi należy wyjść od powołania do życia dla bliźniego. Czym jest powołanie? Najprostsza z definicji określa, że jest to posiadanie określonego daru do wykonywania danej czynności przez większą część życia. Czynność tę wykonuje się bardziej z pobudek altruistycznych niż finansowych. Istotnie chcę się skupić na ludziach powołanych do zawodu, jaki się wykonuje poprzez kochanie tych, których nierzadko kochać najtrudniej. Najbardziej przemawia do mnie stwierdzenie, że powołanie to inaczej marzenie Boga dotyczące człowieka. Każdy z nas w planie Bożym ma zaproponowany właściwy kierunek rozwoju, poprzez zaangażowanie się całym życiem w służbę. Nie jest łatwym zadaniem owo „Boże marzenie” trafnie odczytać, stąd cała droga zawierzenia siebie, aby zrozumieć, co takiego w sobie noszę, czym mogłabym się podzielić z innymi.

Nie jest łatwo odczytać sens poszczególnych wydarzeń, ponieważ bywają trudne, bolesne i na „chłopski rozum” irracjonalne, jeśli jednak każda chwila jest wypełniona obecnością Boga, to i każde wydarzenie stanie się dowodem na prawdziwość powołania. A to wszystko, co się dzieje przez kolejne lata życia zawodowego, jest nieustannym powoływaniem. Każdy posiada własną drogę powołania, która pozostanie ostatecznie Bożą tajemnicą.

Dlaczego tak to właśnie widzę? Bo Bóg widzi moje życie ze swojej absolutnie nieomylnej perspektywy, zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny i kocha jak nikt. W takiej perspektywie właśnie stworzył oczekiwanie wobec każdego z nas. To właśnie jest powołanie, które uszlachetnia życie. To tutaj, na ziemi, na chwilkę, przed wielkim powrotem do domu Ojca. 

Jak kochać tych, których nie kocha się łatwo? Właśnie z uśmiechem na twarzy i Bogiem w sercu, jak to robią siostry zgromadzenia św. Jadwigi w Katowicach-Bogucicach. 2 lutego wspominamy Światowy Dzień Życia Konsekrowanego – ustanowiony przez papieża Jana Pawła II w 1997 r. To dzień stwarzający okazję do głębszej refleksji nad darem życia poświęconego Bogu poprzez służbę bliźniemu. 

Siostry jadwiżanki przybyły do Bogucic 20 grudnia 1886, by objąć opieką dzieci w sierocińcu im. ks. Leopolda Markiefki. W czasie II wojny światowej wysiedlono siostry, a 400 dzieci wywieziono do Niemiec i do innych zakładów na terenie Polski. 19 maja 1945 siostry zakonne i 80 chłopców powrócili z wojennej tułaczki. Z biegiem czasu zaś komunistyczne władze państwowe przekształciły sierociniec w zakład specjalny dla dzieci lekko upośledzonych. Obecnie siostry prowadzą ośrodek wychowawczy dla dzieci i młodzieży, a od 1990 r. także przedszkole. Pracują również przy kościele parafialnym oraz w Kurii Metropolitalnej w Katowicach.

25 marca 2008 ks. abp Damian Zimoń poświęcił zainstalowane w budynku klasztoru okno życia. Matki, które z jakiegoś powodu nie mogą zaopiekować się swoim dzieckiem, mają tym samym możliwość pozostawienia dziecka w bezpiecznym, niezagrażającym zdrowiu i życiu miejscu. W momencie otwarcia tego okna w klasztorze rozlega się alarm, wezwane pogotowie ratunkowe sprawdza stan zdrowia dziecka, a następnie przekazane jest ono do pogotowia opiekuńczego.

Każde dziecko powinno wzrastać w bezpiecznym, pełnym miłości naturalnym środowisku rodzinnym. Uczymy się już od najmłodszych klas, że rodzina to podstawowa komórka społeczna odgrywająca kluczową rolę w procesach biologicznego, emocjonalnego i społecznego rozwoju jednostki. Coraz więcej rodzin nie potrafi sprostać podstawowemu zadaniu zaopiekowania się potomstwem. Podsumowując, dzieci trafiające do placówek opiekuńczo-wychowawczych znajdują się w bardzo trudnej dla siebie sytuacji życiowej. Jak by nie patrzeć, z kilkunastoletniego doświadczenia zawodowego wiem, że każde rozstanie z rodzicami, a przede wszystkim z matką – jakąkolwiek nieporadną by nie była, jest bolesne. Bardzo często dzieciaki w domach rodzinnych przez lata doznawały deficytu potrzeb, w wyniku czego są bardzo zaniedbane opiekuńczo, wychowawczo, edukacyjnie, emocjonalnie. Z definicji zadaniem takiej instytucjonalnej pieczy zastępczej jest zaopiekowanie dziecka we wszystkich tych sferach, w których doznało jakichkolwiek braków, i zapewnienie przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Jak to jest u nas?

Placówki opiekuńczo-wychowawcze stanowią coś w rodzaju socjoterapeutycznej wspólnoty mieszkalnej, w której przede wszystkim chodzi o pracę nad deficytami dzieci i młodzieży. Przede wszystkim skupiamy się na nauce normalnego funkcjonowania w społeczności i w życiu codziennym, kładziemy nacisk na profilaktykę mającą na celu uchronić wychowanków przed dalszym komplikowaniem własnego życia oraz kształtowanie nawyku przejawiania odpowiedzialności za własny los. Staramy się owocnie współpracować z otoczeniem dziecka, czyli rodzicami, opiekunami, rodzeństwem, szkołą. Niesiemy indywidualną pomoc w nauce, koncentracji, terapii. Prowadzimy profilaktykę i prewencję uzależnień. Tylko nadmienię, że nierzadko trzeba się borykać z trudnościami zachowań autodestrukcyjnych (np. samookaleczenia). A wszystkie te rany i deficyty są cichym wołaniem o pomoc i zrozumienie. Czymże innym można nazwać taki zawód, jak nie powołaniem? Siostry codziennie starają się, aby dzieciaki poczuły chociaż namiastkę prawdziwego domu rodzinnego. Nie mogłam sobie wyobrazić niczego piękniejszego, jak powołania do kochania czternaściorga „łobuziaków” naraz.

Nie wolno niczego robić na siłę. Trzeba po prostu posłuchać Boga i żyć, być sobą, a jeżeli inni, widząc ciebie, zobaczą coś pozytywnego, to jest to łaska z nieba. Nauczyłam się, że jeśli będą krytykowali, to też dobrze. Wszystko trzeba przyjąć, najlepiej z pokorą, i robić dalej swoje, kochać mimo wszystko. 

Pamiętajmy, że miłość i modlitwa są nam bardzo potrzebne, jak powietrze. Musimy oddychać, by żyć. Musimy kochać, by żyć z sensem, a nasze powołanie niech nam pokazuje potrzeby innych i pobudza do modlitwy wstawienniczej za innych. Modlitwa jest piękna, bo modlitwa jest językiem miłości. 

Szczęść Boże
Urszula

Finał adwentowej akcji charytatywnej

Kilkaset upominków przyodzianych w piękne świąteczne wzory jeszcze przed Bożym Narodzeniem wyruszyło z naszej parafii wprost do Ośrodka Adaptacyjnego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Bykowinie. Tak zakończyła się pierwsza kłodnicka odsłona akcji „Paczuszka dla Maluszka”. Przez cały grudzień prezent dla małego bliźniego mógł złożyć każdy pod ustawioną w kościele choinką. Ile rodzin z naszej parafii odpowiedziało na apel? – Kiedy doliczyliśmy się dwustu paczek, przestaliśmy liczyć dalej, a one wciąż się pojawiały – wspomina pan Aleksander, koordynator zbiórki w naszej parafii. – Powiem nieskromnie, że liczyliśmy po cichu na dobry wynik i wytrwale prosiliśmy Boga, żeby poruszył serca naszych parafian, a On wysłuchał nas i odpłacił „…miarą dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi…” Ł 6,38. Liczba prezentów przerosła nasze najśmielsze oczekiwania – dodaje.

Pomysłodawcą i koordynatorem organizowanej od 2013 roku ogólnopolskiej akcji „Paczuszka dla Maluszka” jest Fundacja Małych Stópek ze Szczecina. Działania mają na celu wsparcie podopiecznych różnych ośrodków, domów dziecka, domów samotnej matki, hospicjów. To z myślą o najmłodszych przygotowywane są „paczuszki”, w których znaleźć można środki czystości, kremy, szampony, oliwki, pieluchy, mydła oraz inne artykuły higieniczne. Ogólnopolską zbiórkę można wesprzeć poprzez kontakt z fundacją – wysyłając paczkę na jej adres czy robiąc przelew na konto. Jest też druga, lokalna strona prowadzonych działań. „Paczuszkę” można zostawić pod jedną z choinek rozsianych po całej Polsce, ustawionych w szkołach, parafiach czy sklepach, w zamian zaś do domu zabrać papierową bombkę – symbol prowadzonej akcji. Takie właśnie bożonarodzeniowe drzewko po raz pierwszy pojawiło się w dzwonnicy naszego kościoła w grudniu. 

O całej akcji dowiedzieliśmy się z żoną od znajomych, którzy byli jej koordynatorami w roku 2020 w swojej miejscowości. Pomyśleliśmy wtedy: dlaczego nie my i dlaczego nie na Kłodnicy? i tak się zaczęło – wspomina pan Aleksander. – Sam proces zgłaszania zbiórki stacjonarnej nie jest skomplikowany. To wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane przez fundację. Koordynacją zajęła się cała nasza rodzina i przyjaciele naszych synów – podkreśla. – Na początku poprosiliśmy Radę Parafialną i księdza proboszcza o zgodę. Z tym nie było żadnych problemów. Dokonaliśmy zgłoszenia zbiórki, po czym kupiliśmy choinkę i powiesiliśmy na niej bombki, które wcześniej przysłała nam fundacja. Najwięcej zaangażowania wymagały same prezenty, a właściwie odbieranie ich spod choinki i zabezpieczenie w wyznaczonym miejscu. To trzeba było robić po każdej mszy świętej. Dzięki zaangażowaniu naszych synów nie było z tym problemów – dodaje koordynator.

Akcja szybko przypadła naszym mieszkańcom do gustu. Na odpowiedź w postaci pierwszych „paczuszek” nie trzeba było długo czekać. – Spodobał mi się sam pomysł. Jako mama piątki dzieci wiem, ile one potrzebują zwykłych, banalnych nieraz rzeczy: pieluch, środków do pielęgnacji, kosmetyków. Są takie bezbronne, same nie mogą o siebie zadbać, są całkowicie zależne od drugiego. Od nas – podkreśla pani Ania, nasza parafianka, która wzięła udział w akcji. – Wierzę, że gdy zaspokoi się te potrzeby dzieci, które na co dzień spędzają sen z powiek ich rodzicom, opiekunom, ich mamy, opiekunowie będą mogli skupić się na dawaniu dziecku tego, czego potrzebuje ono najbardziej – miłości i czułości – dodaje.

Do naszej parafii „paczuszki” przywędrowały także z zewnątrz, a dokładnie z Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Katowicach aAcademy. – My jako szkoła i przedszkole dla dzieci z autyzmem bardzo potrzebujemy wracającego dobra. Gdy pani Karolina – jedna z naszych nauczycielek – zaproponowała udział w akcji, chętnie wyraziłam na to zgodę. Rodzice naszych uczniów to ludzie o ogromnej sile, determinacji i jeszcze większym sercu. Choć sami zmagają się z niepełnosprawnością swoich dzieci, nie zapominają o innych – zaznacza dyrektor placówki Joanna Zaczek-Mamczarska. – Wsparciem akcji dali swoim pociechom doskonałą lekcję człowieczeństwa. Dziękuję rodzicom, uczniom i pracownikom aAcademy za świąteczną mozaikę ich gorących serc – podsumowuje.

Wszystkie przyniesione do naszego kościoła upominki 21 grudnia trafiły do Ośrodka Adaptacyjnego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Bykowinie. – Na początku wychodziłem z założenia, że zawiozę je do ośrodka moim kombi, ale już po pierwszych kilku dniach wiedziałem, że to niemożliwe. Koniec końców to ośrodek posłał swojego 20-osobowego busa i dzięki temu udało się zawieźć wszystko za jednym razem – wspomina koordynator akcji. 

Zlokalizowany przy ul. Wita Stwosza 1 Ośrodek Adaptacyjny dla Dzieci Niepełnosprawnych działa od 1990 roku. Otwarty od wczesnych godzin porannych do późnego popołudnia oferuje swoim podopiecznym szeroki zakres wsparcia. Od różnorodnych terapii, w tym rehabilitacyjnej, muzykoterapii, integracji sensorycznej, zajęciowej, psychologicznej, logopedycznej, pedagogicznej, a także hydro- i hipoterapii (z końmi), po zapewnienie dobrej zabawy, nauki oraz wspólnych wyjazdów, instytucja ta pomaga dzieciom i młodzieży w przezwyciężaniu niepełnosprawności i w usamodzielnieniu się w życiu społecznym. Codziennie, w godzinach od około 7:00 do 15:00, w ośrodku przebywają dzieciaczki w wieku od roku do 8 lat. W zajęciach popołudniowych zaś bierze udział około 50 rudzian w wieku od 4 do 18 lat. Ponadto ośrodek z Bykowiny prowadzi też pomoc ambulatoryjną, z której aktualnie korzysta około 400 osób z całego kraju. – Pacjenci przyjeżdżają do nas na terapie z dalekich stron nawet kilka razy w tygodniu, bo mamy dużą skuteczność – podkreśla Arkadiusz Staisz, dyrektor ośrodka. 

Nie tylko dla naszej parafii, już ubiegłoroczny, udział w akcji „Paczuszka dla Maluszka” był debiutem. Jak wspomina dyrektor ośrodka z Bykowiny, o zbiórce dowiedział się podczas rozmowy z mamą jednego z podopiecznych. – Dowiedziałem się o możliwości uzyskania wsparcia i postanowiłem skontaktować się z Fundacją Małych Stópek. Początkowo myślałem, że zbiórka będzie miała charakter lokalny i jeżeli otrzymamy paczuszki, to jako efekt działań prowadzonych w parafii w Bykowinie. Po czasie jednak zaczęły dzwonić do mnie osoby z Katowic, Mikołowa, Mysłowic… Byliśmy zdumieni. Paczki przywędrowały do nas z wielu miejsc w regionie.

Wiemy, że każda paczuszka, która do nas trafiła, została przekazana od serca, dlatego też chciałbym zapewnić, że postaramy się jak najlepiej porozdzielać to, co otrzymaliśmy – zaznacza Arkadiusz Staisz. – Wsparcie ze strony ludzi było naprawdę ogromne. Otrzymaliśmy mnóstwo rzeczy, dlatego wesprzemy nimi także inne ośrodki, może rodzinne domy dziecka, także osoby starsze z zakładów opiekuńczo-leczniczych czy też te najmniejsze z dzieciaczków – znajdujące się na neonatologii. Dzięki współpracy z zaprzyjaźnionymi instytucjami jestem pewien, że trafimy do osób, które tej pomocy naprawdę potrzebują – podkreśla dyrektor i dodaje – część rzeczy oczywiście pozostanie u nas. Rodzice naszych podopiecznych przez długi czas nie będą musieli dostarczać nam pampersów dla swych pociech. Dzięki darczyńcom mamy ich teraz spory zapas.

Akcja „Paczuszka dla Maluszka” to nie pierwsza organizowana w naszej parafii zbiórka, która odniosła olbrzymi sukces. Wystarczy wspomnieć pomoc dla chłopca z Kamerunu, osób przebywających w noclegowni w naszym mieście czy wsparcie dla Stowarzyszenia „PO MOC” dla Kobiet i Dzieci im. Marii Niepokalanej prowadzonego przez s. Annę Bałchan. – Nasi parafianie zwykle bardzo hojnie odpowiadają na zaproszenia do wzięcia udziału w akcjach charytatywnych, pomimo to odzew i hojność w przypadku ostatniej akcji przekroczyły znacząco moje oczekiwania. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wzięli w niej udział – podkreśla ksiądz proboszcz Leszek Makówka. Na pytanie o to, czy tego rodzaju akcje są dzisiaj w Polsce potrzebne, odpowiada krótko: Oczywiście, że tak! I dodaje – W Polsce stale wzrasta liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie oraz poniżej minimum socjalnego. Tegoroczna inflacja i gwałtowny wzrost cen energii z pewnością jeszcze pogorszą sytuację. Pytanie nie powinno być postawione: czy pomagać?, a raczej: jak pomagać? Bo rzeczywiście niemądra pomoc może szkodzić i demoralizować obdarowywanych. Mam nadzieję, że efekty naszych akcji charytatywnych przynoszą pomoc naprawdę potrzebującym.

A czy i w tym roku będziemy mogli wziąć udział w akcji „Paczuszka dla Maluszka”? – Tak naprawdę to mamy świadomość, że od nas niewiele zależy, ale jeśli Bóg obdarzy nas potrzebnymi łaskami, to z pewnością akcję powtórzymy – zapowiada pan Aleksander.

Dominika Rusin