Z zatroskaniem o szkolną katechezę

Kolejne, listopadowe spotkanie przy kawie zgromadziło grupę osób zainteresowanych tematem, zatroskanych o religijne wychowanie swoich dzieci. Zaproszony gość, p. Anna Guzek, katechetka z 20 – letnim stażem, wprowadziła w zagadnienie dzieląc się doświadczeniem, inspirując zebranych do podjęcia dyskusji. Początkowo rozmowa toczyła się wokół zagadnień sensowności przekazu wiedzy i jej egzekwowania. Przeciwstawiano katechezę podporządkowaną rygorom szkolnego nauczania, tej prowadzonej kiedyś w salkach przyparafialnych, opartej raczej na swobodnym spotkaniu będącym bardziej świadectwem niż przekazem wiedzy religijnej. Postawione zostało pytanie o cele i zadania szkolnej katechezy, o podstawę programową, wreszcie o sam program – spróbuję się do niego pokrótce odnieść.
Podstawowym celem katechezy jest doprowadzenie uczniów do zjednoczeniu z Chrystusem, do głębokiej z Nim zażyłości, do uczestnictwa w kulcie. Stawia to przed katechezą następujące zadania: rozwijanie poznania wiary; wychowanie liturgiczne; formacja moralna; nauczanie modlitwy; wychowanie do życia wspólnotowego; wprowadzenie do misji. Proces osiągania założonego celu nie może odbywać się bez przekazywanie wiedzy i kontrolowania stopnia jej opanowania. Sposób jego realizacji określa dokument: Podstawa programowa katechezy Kościoła Katolickiego w Polsce, który stanowi wytyczne dla tworzenie konkretnych programów nauczania, określających ogólne cele i zadania oraz rozkład treści na każdy poziom nauki. Na tej podstawie opracowane są podręczniki katechetyczne dla każdego przedziału wiekowego oraz podręczniki metodyczne dla katechetów, ze wskazaniem szczegółowych intelektualnych i wychowawczych celów każdej katechezy oraz pomoce metodyczne, będące propozycją praktycznego zastosowania wskazań. Zainteresowani rodzice mogą zapoznać się z programem bezpośrednio u każdego katechety.
Innym, podjętym przez dyskutujących zagadnieniem, był problemu trudności w docieraniu z Dobrą Nowiną do młodzieży o duchowości coraz bardziej poddającej się “duchowi czasu”, coraz mniej utożsamiającej się z kulturą chrześcijańską. Padały słowa cierpkie, ale też podnoszące, pozytywnie oceniające trud katechizujacych, pozostawionych często samym sobie, bez wsparcia środowiska. Nie zatrzymano się jednak na tych zewnętrznych, dość pesymistycznych ocenach doświadczanej rzeczywistości. Wskazano na nieustannie działającego Boga, dotykającego głębin ludzkiego ducha – a to jest najlepszą Dobrą Nowiną!
I jakby dla zilustrowania podejmowanych zagadnień przychodzi liturgia słowa z dnia – najpierw czytanie z Księgi Machabejskiej o Eleazarze, uczonym w Piśmie 90-letnim starcu zmuszanym do sprzeniewierzenia się Prawu, do wyrzeczenia się wiary w imię doczesnego dobra. Zdecydowana postawa Bożego człowieka, mocno zanurzonego w tradycji, rozpoznającego dobro i postępującego za nim nawet za cenę życia, jest wyzwaniem dla nas, współcześnie żyjących w sytuacji braku jednoznaczności przekazu, zaciemniania prawdy Bożego przesłania, licznych pokus nęcących złudnymi korzyściami, gdzie relatywizm moralny nazwany jest dobrem, brzydota pięknem, seks miłością, a spotkany człowiek postrzegany jest jako zagrożenie bądź jako przedmiot służący zaspokajaniu własnych potrzeb. Jak znaleźć ma się w tej przestrzeni chrześcijanin, który nie zna swojej wiary, jak może podejmować decyzje, nie mając wiedzy religijnej, do czego ma się odwołać w wewnętrznej walce o dobro w sobie? Oparcie się wyłącznie o intuicję może być pomocne człowiekowi, który wzrastał w środowisku wiary, który otoczony sacrum od najwcześniejszych lat życia „nasiąkał” Bogiem. Jeśli jest inaczej, jeśli intuicja wiary została zaburzona przez brak formacji, przez wpływy zsekularyzowanego otoczenia, przez brak konkretnej wiedzy, człowiek narażony jest na podejmowanie złych decyzji, na odchodzenie od pełnienia Bożej woli, na popełnianie błędów, które mogą kosztować życie wieczne.
Słowo Boże daje nadzieję, nie pozostawia człowieka w niepewności – Ewangelia o celniku Zacheuszu jest odpowiedzią. Zdzierca, chciwiec, oszust bogacący się na ludzkiej krzywdzie, sługus rzymskich okupantów – tak go widzą i jest to słuszna ocena. Bóg jednak widzi inaczej – w głębi ducha zasiewa pragnienie, a jest ono tak silne, że pozwala pokonać wstyd przed ośmieszeniem, wyzbyć się względu na ludzkie opinie, pozwala podjąć działania nielicujące z posiadaną pozycją społeczną, jak w przypadku Zacheusza, który wdrapuje się na sykomorę, aby zobaczyć Tego, o którym usłyszał. Taka odpowiedź wystarcza. Historia się zatrzymuje, wszechświat wstrzymuje oddech, bo oto Bóg dostrzegł promyk dobra, zatrzymuje się przy grzeszniku, chce okazać miłosierdzie: zejdź szybko, bo chcę zatrzymać się w twoim domu. Bóg pragnie zamieszkać w grzeszniku, odmienić jego życie, nadać mu sens nadprzyrodzony, a ten znienawidzony przez ludzi człowiek przyjmuje dar – konsekwencją jest zbawienie: dziś zbawienie stało się udziałem twego domu.
A gdyby Zacheusz nigdy nie usłyszał o Jezusie? Pan zna drogę do każdego człowieka, to prawda, a jednak ważne jest głoszenie słowa, ważne, by nastawać w porę i nie w porę, by w warunkach, w jakich działamy, nie rezygnować. Bo, jak w innym miejscu Pisma czytamy: Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? /Rz 10, 14/. Katecheza szkolna może spełnić to zadanie. Niezależnie od predyspozycji konkretnego katechety, od napotykanych trudności, od braku dostrzegalnych owoców – Pan działa! Czasem też „uśmiecha się” do poddającego się rezygnacji, do opadającego z sił katechety, pozwalając mu usłyszeć podnoszące na duchu słowa, zobaczyć oczy młodych ludzi wpatrzonych w przekazującego Boże treści, zafascynowanych Tym, który jest prawdą, drogą i życiem!
Tak bardzo pożądane jest współdziałanie wszystkich podmiotów wychowawczych. Rodzina, Kościół i szkoła – środowiska przeżywające kryzys na wielu płaszczyznach nie mogą działać bez wzajemnego wsparcia – jeśli zrozumie się tę zależność, przyjdą oczekiwane efekty. Wychowanie religijne dziecka jest pierwszym obowiązkiem chrześcijańskich rodziców, wszak obiecali to samemu Bogu i z tego obowiązku zostaną rozliczeni. Katecheza szkolna przychodzi w sukurs temu zadaniu – dostarcza wiedzy, formuje na miarę szkolnych możliwości, w przestrzeń publiczną wprowadza sacrum. Wówczas, gdy rodzice towarzyszą dziecku w przyswajaniu podawanej w szkole wiedzy, gdy razem z nim uczestniczą w formacji religijnej, katecheza staje się szansą wzrostu dla całej rodziny, pomocą w tworzeniu środowiska sprzyjającego wychowaniu. Wywiązanie się z podjętego obowiązku nie będzie możliwe, jeśli sami rodzice nie wzrastają w wierze, gdy nie pogłębiają wiedzy religijnej, gdy sami nie kształtują swojego życia w oparciu o Ewangelię. Warto korzystać z każdej sposobności umożliwiającej duchową formację, uczestniczyć w katechezie dla dorosłych, podejmować odpowiednią lekturę, a przede wszystkim spotykać Boga na modlitwie, we Mszy Świętej, na osobistej adoracji pozwalając, by stawał się coraz bliższy, by przenikał wszystkie sfery życia, bo gdy daje się pierwsze miejsce Bogu, wówczas można stawać się wsparciem dla dziecka, można prowadzić go do osobowego spotkania z Chrystusem, dawcą wszelkiego dobra. A działaniom takim przypisana jest obietnica: Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy na wieki i na zawsze /Dn 12, 3/.
Felicja Pająk