
Rodzice zapisali mnie na fortepian…
Kilka tygodni temu miałem przyjemność przeprowadzić wywiad z Magdaleną Szubą, zawodową pianistką oraz przyszłym (miejmy nadzieję) zawodowym menadżerem muzycznym. Magdalena od urodzenia mieszka w naszym mieście, a nawet bliżej, bo na Kłodnicy. Tutaj ukończyła szkołę podstawową. Równolegle uczęszczała do Szkoły Muzycznej I stopnia w Nowym Bytomiu, będąc uczennicą w klasie fortepianu. Średnie wykształcenie muzyczne zdobyła w Katowicach, gdzie kontynuowała naukę na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego. Po zdobyciu licencjatu została przyjęta na Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie na Wydział Kameralistyki Fortepianowej. Magdalena posiada spore, jak na swój młody wiek, doświadczenie zawodowe, bo zaczęła pracować już w wieku 16 lat, między innymi przy organizacji koncertów amerykańskich muzyków jazzowych w Polsce. Swoje umiejętności menedżerskie szlifowała także podczas międzynarodowych projektów w Szwecji i Estonii. Ostatnio Magdalena pomyślnie przeszła szczególnie trudny proces rekrutacyjny na amerykański uniwersytet muzyczny – Berklee College of Music w Bostonie. To najlepsza i największa na świecie uczelnia menadżerów muzycznych.
Skąd Twoja pasja do muzyki i muzykowania?
Kiedy byłam mała, to chodziłam z gitarą po domu, śpiewałam i udawałam, że gram. Gdy miałam 5 lat, rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej. Byłam przekonana, że będę grała
na gitarze, a okazało się, że rodzice zapisali mnie na fortepian. W sali stało pianino i pamiętam, że się rozpłakałam. Na szczęście szybko zakochałam się w pianinie, a dodatkowo miałam dar do tego instrumentu.
Pierwsze łzy okazały się łzami szczęścia. We wprowadzeniu do naszej rozmowy wspomniałem, że jesteś studentką wydziału kameralistyki. Czym jest kameralistyka?
Kameralistyka to najprościej ujmując granie w zespołach. Gram w duecie ze skrzypcami, w trio, a nawet w kwartetach. Wybrałam ten kierunek, bo uwielbiam to robić. Oprócz gry na pianinie Twoją wielką pasją jest także menadżment muzyczny.
Czym zajmuje się menadżer muzyczny?
Menadżer muzyczny jest odpowiedzialny za prowadzenie artysty. Sprawuje pieczę nad tym, gdzie artysta
się pojawia, gdzie i komu udziela wywiadu, nadzoruje wydanie płyty, zajmuje się promocją. Jest to ogrom zadań, które czasem wykonuje więcej osób, a czasem tylko jedna.
Zawód menadżera muzycznego nie jest popularny w Polsce. Czy są osoby wykształcone w tym kierunku i czy są w stanie profesjonalnie prowadzić muzyka po ścieżkach kariery?
W Polsce często rodzina angażuje się w promocję artysty. W ostatnim czasie powstają jednak szkoły menadżerskie. Znam kilka osób, które je ukończyły i świetnie promują polskich artystów za granicą. Niestety, to kropla w morzu potrzeb. Jest wiele osób z ogromnym potencjałem artystycznym, lecz żeby je promować za granicą, trzeba się wiele nauczyć i wiedzieć, jak ten rynek funkcjonuje i jakie tam panują zasady. Dodam, że w każdym kraju wygląda to inaczej.
Kilka miesięcy temu zostałaś przyjęta na Uniwersytet Muzyczny Berklee College of Music z kampusem w Walencji. Dlaczego ta uczelnia mianuje się najlepszą w tej branży i co dla Ciebie oznacza przyjęcie na tę uczelnię?
Berklee ukończyło wiele znanych osób – Quincy Jones, Diana Krall, większość artystów, których słuchamy w radio, albo producenci, którzy stworzyli muzykę, szefowie wytwórni. Z Polski ukończyło ją kilka osób, a niektórych z nich miałam przyjemność poznać. Jeśli chodzi o ten kierunek Global Entertainment and Music Business będę drugą Polką, która ma szansę go ukończyć. Potem będę mogła zostać menadżerem artystów i tour menadżerem, tzn. podróżować z artystami podczas tras koncertowych, oraz publicystką. Celem uczelni jest kształcenie kreatywnych przedsiębiorców. Absolwenci zdobywają wiedzą pozwalającą wprowadzić innowacje
na rynku muzycznym i nawiązują kontakty, które mają ogromne znaczenie w kreowaniu przyszłej kariery zawodowej artystów. Można studiować bycie producentem muzycznym na wydziale instrumentalnym oraz komponowanie muzyki filmowej. Uczelnia daje naprawdę wiele możliwości.
Jak wyglądał proces rekrutacyjny?
Rekrutacja była trudna i skomplikowana. Miałam za zadanie stworzyć video, w który odpowiadałam na zadane mi pytania. Musiałam opowiedzieć o projekcie, który chciałabym zrealizować podczas moich studiów na Berklee. Musiałam napisać list, w którym tłumaczyłam, dlaczego chciałabym się tam znaleźć. To był pierwszy etap. Drugi etap polegał na rozmowie w cztery oczy z dyrektorem departamentu music business, która odbyła się online. Zostałam przepytana z obecnych problemów na rynku muzycznym, o potencjalnych rozwiązaniach tych problemów, kogo słucham, jak chciałabym promować artystów. Było to najbardziej stresujące 20 minut w moim życiu.
Uczelnia Berklee nagrodziła Cię stypendium w wysokości 6 tysięcy dolarów za dotychczasowe osiągnięcia. Czy to oznacza, że od września rozpoczniesz swoje wymarzone studia?
Na tym kierunku bardzo rzadko przyznawane jest stypendium, dlatego z faktu przyznania mi go jestem szczególnie dumna i szczęśliwa. Nie zmienia to jednak faktu, że te studia są bardzo drogie i bez dodatkowego wsparcia nic z tego nie będzie. Muszę zebrać pełną wymaganą kwotę, gdyż tego wymaga ode mnie uczelnia przed podpisaniem umowy. W związku z tym założyłam zrzutkę w internecie, gdzie można mnie wspierać (zrzutka.pl wymarzone-studia). Jestem wdzięczna za każdą złotówkę przeznaczoną na ten cel.
W imieniu redakcji Znaku Krzyża życzę powodzenia i trzymamy kciuki! Dziękuję za rozmowę.
Marcin Buballa